Jeszcze nigdy, żaden mój tekst nie wzbudził tak skrajnych emocji. Wasze komentarze na profilu Doroty Zawadzkiej, która postanowiła polecić „Niebezpiecznych nieznajomych”, wywierciły mi dziurę w głowie. To właśnie tam odnalazłam się z mamą, która ku przestrodze dla innych mam, podzieliła się ze mną swoją historią.

Przeczytajcie list, który wysłała. Przeczytajcie i zastanówcie się, co by było gdybyście to Wy, znalazły się na Jej miejscu?

Jestem zwykłą mamą…tylko trochę wyluzowaną. Chciałam pokazać mojej córce wszystko i zapewnić jej to, co zapewniali mi moi rodzice. Właściwie to pomyślałam sobie, że raz się żyje i mam zamiar zostać odlotową mamą, a nie taką tam zwykłą. Kiedy spadały liście, ślizgiem w nie wpadałyśmy, kiedy był śnieg, leżałyśmy na nim i machając rękami i nogami tworzyłyśmy anioły. Wpadałyśmy na obiad do ulubionej restauracji i bawiłyśmy się w damy „ą,ę” ucząc się przy tym, do czego służy szósta łyżeczka od góry. Wszystko było piękne i idealne. Ja, moja córka, mój świat, z którego brałam garściami i dawałam go mojemu dziecku. Tego lata, jak co roku moja córka spędzała wakacje u moich rodziców w nadmorskim miasteczku. Bawiła się z dziećmi moich dawnych koleżanek i kolegów z podwórka. Ponieważ miała zaledwie 5 lat, moja mama zawsze towarzyszyła jej na placu zabaw. Tak było i tym razem. Moja młoda hasała po palcu zabaw, a mama wdała się w pogawędkę z sąsiadką. W pewnym momencie moja mama ujrzała młodą kobietę, która podeszła do mojej i córki coś jej powiedziała. Mała podała jej rękę i zaczęły wychodzić z placu zabaw. Moja mama cierpi na bardzo silne zwyrodnienie stawów kolanowych, porusza się z trudem dlatego nie było mowy o podbiegnięciu do porywaczki. W panice zaczęła drzeć się na całe osiedle, dokładnie tak jak by ją ktoś obdzierał ze skóry. Wszyscy na placu zabaw zamarli. Wszyscy z wyjątkiem młodej kobiety, która puściła rękę moje córki i nie odwracając się, natychmiast oddaliła się z miejsca zdarzenia. Mama nie była w stanie jej gonić, toteż zgarnęła moją córkę i poszły do domu, by zgłosić na policję próbę uprowadzenia. Moja córa jest dzieckiem wrażliwym, dlatego krzyk wytworzył w niej bunt i całkowitą niechęć do współpracy. Nikomu nie powiedziała kim była ta pani i co jej powiedziała, zamilkła jak grób i koniec. Znałam swoje dziecko na tyle, że wiedziałam, że teraz to tylko pozostało mi czekać. O całej sytuacji dowiedziałam się przez telefon od mamy. Natychmiast wpakowałam swój tyłek w samolot i przyleciałam pierwszym możliwym lotem. Niestety nikt nie był w stanie niczego ustalić. Miałam jeszcze wielu znajomych w mieście w lokalnych gazetach, stacji radiowej itd. byłam wszędzie. Facebook w owym czasie, jeszcze nie był popularny (o ile w ogóle istniał), nagłośniłam sprawę w mieście, ale pani przepadła jak kamień w wodę. Nadeszła jesień. Któregoś wieczora postanowiłyśmy zrobić sobie pidżama party ja, ona, tv i popcorn. Moje dziecię ni stąd ni zowąd zapytało, „Mamo opowiedzieć Ci o tej Pani?”. Wiedziałam, że muszę powstrzymać wszystkie emocje i spokojnym głosem, jak gdyby nigdy nic odpowiedziałam, „chętnie posłucham”. Wiedziałam, że muszę jej zadać kilka pytań, ale musiałam to zrobić na tyle delikatnie, by nie poruszyć struny, która spowoduje, że moja córka znów zamknie się w sobie i niczego się nie dowiem. Rzuciłam zatem od niechcenia, „to pewnie mama któregoś z dzieci, a babcia nie poznała?”. „Nie mamusiu” – odpowiedziała. Wreszcie, moja córka otworzyła się i wylał się z niej potok słów. „Nie mamo, to była taka fajna pani, ona przychodziła po prostu na podwórko do nas by się z nami bawić. Robiła nam zdjęcia, pytała mnie gdzie jesteście, czy przyjeżdżacie do Polski? Bo wiesz, ja jej powiedziałam, że nie mieszkam tutaj, że jestem tylko u babci na wakacjach. Przynosiła nam słodycze. Nie mamo nie jadłam słodyczy tylko ci mówię że przynosiła. Bujała się z nami na karuzeli, ale wciąż robiła dużo zdjęć”. Zadałam jej jeszcze parę pytań. Skóra mi ścierpła, na plecy wystąpował lodowaty pot. Na sercu ścisnęła się obręcz, która już nigdy z niego nie zeszła. Moja córka została celem. Mam odpowiednie wykształcenie do tego, by to wiedzieć. Zresztą, hobbistycznie zajmowałam się kryminologią i podobnymi rzeczami. Słyszałam od mojego dziecka, jak krok po kroku był wprowadzany plan. Młoda kobieta, wtopiła się w tłum innych matek i nikt nie zwrócił na nią uwagi. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że robiła zdjęcia, bo inne matki myślały, że robi je swojemu dziecku. Moja córka była jedyną, która była pod opieką babci, bez rodziców. MOJE DZIECKO ZOSTAŁO WYBRANE. Przez kogo? Nawet nie chcę myśleć, jednak nienawidzę tej kobiety do dziś, za to co zrobiła mnie i mojej rodzinie. Minęło już dziesięć lat od tamtego wydarzenia lecz dla mnie nie minęła nawet sekunda. Czasem kiedy córka szła do sklepu i długo nie wracała, nie byłam w stanie ukrywać strachu, a moja młoda po powrocie, już od samych drzwi mówiła  „Mamo tak bardzo Cię przepraszam, ale była wielka kolejka”. Ja zaś przytulałam ją i mówiłam, że w porządku że nie musi mnie przepraszać, bo nie zrobiła nic złego. Przecież nic się nie stało (myślałam sobie wtedy, „Boże co jest wymalowane na mojej twarzy, że mnie dziecko przeprasza jakby zrobiło coś złego”). Któregoś dnia, moja nastolatka wpadła na pomysł, że zerwie się z kumplami po szkole. Napisała smsa, że będzie u koleżanki. Jadąc z pracy wpadłam na genialny pomysł, że ją odbiorę. Nie było jej tam!!! Nie byłam w stanie prowadzić, mówić, myśleć. Wargi przegryzłam do krwi, nie wiedziałam gdzie jest. Oczywiście znalazła się (taki wybryk nastolatki, na szczęście zrobiła taki numer raz). Nawet teraz, kiedy sama wraca od koleżanki, ja i tak mam w głowie obrazy, których nie jestem w stanie odpędzić. Nie jestem męczącą mamą, chronię ją przede mną i moimi lękami. Mam wspaniałą, zdolną córkę, która świetnie się uczy, mamy super kontakt. Jestem zakochana w moim dziecku i uwielbiam być jej „Mamą Roku”, jednak nie rozmawiamy o tym. Co najwyżej od czasu do czasu przypominam jak każda mama, żeby uważała nie, rozmawiała z nieznajomymi itd. Wiem też, że nie pozbędę się już nigdy trucizny, którą ta kobieta wpuściła w moje serce. Nigdy nie opuści mnie ten paniczny lęk. Musimy z tym żyć. Ja i moja mama. Jedynie krzywda mojego dziecka może mnie skrzywdzić, w innym wypadku żaden człowiek nie jest w stanie zrobić mi niczego. Nie ruszą mnie obelgi, nielojalność, nieuczciwa konkurencja, czy jakiekolwiek inne ludzkie, brudne sprawy. Póki jej serce bije, bije także i moje. Gdyby jej serce przestało bić, moje również przestanie. Najgorsze, że w moim idealnym świecie, lepkie i brudne zło pozostawiło swoją pamiątkę, której nie życzy się nawet najgorszemu wrogowi. Zatem, kiedy ktoś robi zdjęcia Twojemu dziecku, kiedy częstuje czekoladkami, kiedy otwiera ramiona, a jest obcym człowiekiem REAGUJ. Mów stanowcze NIE takiemu zachowaniu. Miej gdzieś, gdy nazwą Cię przewrażliwioną matką. Miej gdzieś komentarze oburzonych babć. To Twoje dziecko, Twój największy skarb i pamiętaj, że zło zazwyczaj nie wygląda na zło. Zło jest często ładnie ubrane, jest miłe elokwentne, jest podobne do Ciebie czy mnie. I pamiętaj że jest obok Ciebie, nawet nie masz pojęcia jak blisko. Jak bardzo blisko.

zdjęcie: http://www.mytwins.gr

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • F.

    Miałam chyba pięć lat gdy sama o mało nie zostałam… porwana. Wracałam z bratem z przedszkola. Brat dwa lata tylko starszy, ale przechodziliśmy tylko przez osiedle i tata nas puszczał samych. Podszedł w pewnym momencie do nas jakiś facet (trochę żulowaty, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało) i zaczepił mnie, mówiąc że da mi cukierki. No więc chętna byłam z nim pójść. Myślałam, że wezmę tego cukierka i sobie wrócę. W mojej małej główce nawet nie istniało wtedy takie słowo jak porwanie czy zrobienie dziecku krzywdy. Mój brat, trzeźwo myślący siedmiolatek, siłą zabrał mnie stamtąd i zaciągnął do domu. Ba! nie miał daleko bo byliśmy prawie pod naszym blokiem.
    Jedno mnie tylko zastanawia gdy przypominam sobie tą sytuację. Nie byliśmy tam sami. Kilkoro ludzi przechodziło koło nas lub na pewno widziało nas z pewnej odległości. Chociaż wtedy nikt nie zareagował to wierzę, że ktoś jednak zwróciłby uwagę, gdybym poszła z owym panem.

    I jeszcze jedna sytuacja mi się przypomniała. Lubiłam bawić się wieczorami na dworze i chodzić na plac zabaw gdy nie było innych dzieci. Rodzice nigdy nie pozwalali nam się bawić po zmierzchu poza domem samym ale tata czasem chodził tam ze mną. On w tym czasie powoli spacerował sobie dookoła dość sporego placu zabaw, ale miał mnie cały czas na oku. Gdy któregoś wieczora już się zbieraliśmy i podszedł do mnie, żeby zabrać mnie z huśtawek, przechodzący obok pan od razu zainterweniował i zaczął robić niemałą aferę, stając w mojej obronie i dopytując się czy „ten pan mnie zaczepia”. Mój tata powiedział mi, żebym się nie odzywała i owego pana zaczął trochę podpuszczać, sugerując mu, że faktycznie się nie znamy ale to nie jego interes i niech sobie stąd idzie. Facet gotów był się niemal pobić z moim tatą, żeby mnie bronić. W kocu tata wyjaśnił mu całą sytuację, przeprosił i gorąco podziękował, że obca osoba nie przeszła obok podejrzanej sytuacji obojętnie.