Pamiętam, gdy rok temu głaskając się po brzuchu, czułam jak instynktownie śledzisz ruchy mojej dłoni. Szukałeś jej ciepła, szukałeś kontaktu, jakbyś chciał się upewnić, że poza miejscem, w którym przebywałeś już prawie 9 miesięcy, jest jakiś inny świat, który już za chwilkę miałeś zacząć odkrywać. Pamiętam rodzącą się we mnie ciekawość, która kiełkowała od chwili, gdy byłam pewna, że naprawdę będziesz. Najpierw, czy będziesz chłopcem, potem jak będziesz miał na imię, a w końcu jak będziesz wyglądał, czy będziesz marudą i czy tak jak ja, będziesz lubił pospać?

Kiedy w nocy, 9 lipca 2013 roku, moje ciało poczęło wysyłać delikatne sygnały, że zarówno ono jak i Ty maleńki, jesteście gotowi, wiedziałam że oto za chwilę, dostanę w swe objęcia, mój największy, drżący z zimna skarb. Przytłoczony ogromem wrażeń ze świata zewnętrznego, zwinięty w kulkę, wtuliłeś się we mnie jak w swój ziemski azyl, a moje serce utonęło w Tsunami nieznanych mi uczuć, których moc dosłownie odebrała mi zmysły. Zemdlałam… Pokochałam i tak strasznie kocham, że nie wyobrażam sobie jak było, gdy Ciebie nie miałam. Jak mogłam żyć bez Twego uśmiechu? Twych miękuchnych paluszków, które z miłości bym schrupała. Jak mogłam żyć, bez Twego zapachu, bez Twych uścisków, wieczornych kąpieli i wspólnych spacerów?

 

Czas płynie szybko, a ja w swej niemocy do powstrzymania uciekających między palcami chwil, wpadłam w manię uwieczniania każdego z Twych maleńkich dni na fotografiach. Zaklinam czas, by za kilka lat, pochwycić je w dłonie i przeglądając, kartka po kartce wrócić do swych najmilszych wspomnień, które bezlitośnie znikają z bazy mej pamięci, zastępowane następnymi, nie mniej pięknymi lecz nie mniej ulotnymi. Niestety…

 

Kolekcjonuję chwile, by za kilka lat, móc Ci o nich bez przeszkód opowiedzieć i cieszę się, że żyjemy w czasach, w których „utrwalanie chwili” jest tak łatwo dostępne.

 

Za nami 365 pierwszych dni Twojego życia. Za nami pierwsze Twe uśmiechy, chwytania zabawek, unoszenie główki, pierwsze brykanie, chlapania w kąpieli, pierwsze zabawy, gadanie po swojemu, nauka technik siadania (niezwykle osobliwych), pierwsze łyżeczki, wkurzania mamy, pełzania, raczkowania, pierwsze próby kroków, pierwsze Twe wzloty, pierwsze upadki, pierwsze sukcesy i pierwsze porażki. Wszystko to, a i wiele więcej to chwile bezcenne, warte utrwalenia, zamknięcia w sentymentalnej księdze, która przy każdym kolejnym jej obejrzeniu, pozwoli cofnąć się w czasie i móc jeszcze raz przeżyć uwiecznione chwile.

 

Przeglądam tę książkę, strona po stronie, a powracające w mej głowie, przemiłe wspomnienia wyciskają z mych oczu potok słodkich łez.

 

Tak szybko mi rośniesz, a ja w swej niemocy na zmianę się smucę i cieszę na zmianę.

 

(…) Człowiek,
który przeżył tylko jeden jedyny dzień, może bez trudu żyć sto lat w
więzieniu. Miałby dosyć wspomnień, żeby się nie nudzić.
Albert Camus

 

I kocham te wieczory, kiedy w głuchej ciszy, zasiadam w fotelu z naszą książką w ręku. Ty, otulony snem, beztrosko uśpiony, ja pachnąca earl greyem, z filiżanką w dłoni, odkurzam w swej głowie te najsłodsze chwile. Jest błogo, jest pięknie i wiem, że z każdym rokiem chwile te staną się jeszcze cenniejsze i piękniejsze…

 

Mam nadzieję, że nigdy nie przestanę pamiętać …

 

Zaprezentowane fragmenty fotoksiążki, to tylko garstka jej bezcennej zawartości. Zachęcam do takiej formy utrwalenia chwili, bo to niezwykła przyjemność, trzymać w swych rękach kilkudziesięciostronnicowy kawałek naszej wspólnej historii.

 

Jeśli chcielibyście stworzyć własną fotoksiążkę (gwarantuję to nic trudnego), zachęcam do zapoznania się z ofertą firmy Printu (KLIK).
Warto polubić również obfitujący w promocje i konkursy profil Printu na facebooku.

 

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.