A co słychać w blogosferze?

Pewien podobno wpływowy bloger (piszę „podobno”, bo na mnie nie ma on żadnego wpływu) wyraził jakiś czas temu oburzenie na palaczy: sfotografował kupkę niedopałków przy przystanku autobusowym i zadał czytelnikom pytanie o to, dlaczego palacze nie wyrzucają niedopałków do kosza, tylko na trawnik.

„Wytłumaczcie mi: dlaczego”, zaapelował. Chciałem mu wytłumaczyć, ale nie miałem jak, ponieważ …w jego blogu komentarze są od zawsze wyłączone. I nawet wiem, dlaczego, bo sam to wytłumaczył:
Screenshot

Screenshot

Rozumiem więc, że aby mu to wytłumaczyć:

Petują na trawniku, ponieważ na przystanku nie wolno palić, a więc nie ma też kosza, do którego mogliby podejść i wyrzucać niedopałki a jeśli nawet jest, to blisko wiaty – tam, gdzie pojawienie się z zapalonym papierosem budzi agresję niepalących i apetyty strażników miejskich

…musiałbym go szukać na Facebooku. No, ale co ja zrobię, że mi się nie chce? Ja widocznie nie jestem „ludziem”, bo jeśli już komentuję czyjś wpis w blogu, to na ogół w blogu. Czasem – jak dziś – w moim własnym.

Cytowana powyżej odpowiedź blogera pochodzi z serwisu, w którym ostatnio, jeden po drugim, pojawiają się „wpływowi”. I wpływają na ogół czytelników, propagując sztukę błyskotliwej, ciętej riposty:
spierdalaj

Screenshot

…albo mądrze odpowiadają na mądre pytania mądrych fanów:
Grunt to wykształcenie

Screenshot

Z tej perspektywy chyba nietrudno zrozumieć, dlaczego nie czytuję blogów z opublikowanego niedawno rankingu Kominka. Ba, większości nawet nie znam. Na trzy czasem zaglądam, gdy mam potrzebę przekonania się po raz enty, że płynę w blogosferze pod prąd.
Szympans przy laptopie

photo credit: patriziasoliani via photopin

Lecz nie zawsze. Powstał mianowicie twór pod nazwą Polskie Stowarzyszenie Blogerów i Vlogerów. Początkowo miałem wobec niego silne obiekcje, ale przyjrzawszy się sprawie dokładniej …zgłosiłem akces. Nie wykluczam, że teraz trwają tam intensywne prace nad zmianą statutu: zabrakło w nim górnej granicy wieku, toteż trzeba będzie mnie przyjąć, a co gorsza, będę miał niemałą szansę bycia najstarszym, za przeproszeniem, członkiem. Na razie staram się uzbierać pięć dych na roczną składkę i już wstępnie myślę o wpisie, który popełnię, gdy mnie wyleją. Dobrze, wygłupiam się. Co mnie przekonało? Mam cichą nadzieję, że będzie to drugi głos polskiej blogosfery, stojący w mniejszej lub większej opozycji do pierwszego, istniejącego do tej pory i, że tak powiem, nie pochodzącego z wyboru.

Ale w naturze już tak jest, że jak coś się kończy, to co innego się zaczyna i odwrotnie. Zgodnie z tą zasadą, powstaniu PSBV towarzyszy niewyjaśnione zniknięcie tworu pn. Hashrank. W chwili, gdy to piszę, jego internetowa strona jest biała jak twarz wpływowego blogera na widok strony w „Pudelku”, na której nie ma o nim ani jednej wzmianki. A ostatni wpis na facebookowym fanpejdżu pochodzi bodaj z 27 listopada. Nie wiem, czy to potknięcie, czy upadek, ale wolałbym to drugie. Generalnie dobrze życzę startupom, ale pomysł „mierzenia” blogów niezwykle mnie mierził.

Ranking był i minął, zaczęła się za to kolejna edycja konkursu „Blog Roku”. Uprzedzając ew. pytania: nie wezmę w niej udziału ani czynnie, ani biernie. Znacznie bliższy memu sercu byłby konkurs „Blog z Mroku”, a może nawet „Blog z Kroku”. Jeśli coś takiego ogłoszą – dajcie znać, bo może sam nie zauważę, a chętnie bym wystartował.

Co do mnie, wziąłem się nie tylko za próbę spopularyzowania korekty dla blogerów, ale i za modernizację warsztatu. W związku ze zbliżającymi się urodzinami* poprosiłem żonę o dwa ekskluzywne prezenty:

nową klawiaturę, w której nie trzeba używać młotka, by klawisz zrobił to, co do niego należy
statyw do aparatu, który sprawi, że niektóre zdjęcia w moich blogach będą denerwująco ostre

I oba już mam. Na klawiaturze już stukam (teraz to ją właściwie muskam, to wystarczy), a statywu użyję, gdy przyjdzie mi do głowy jakiś pomysł na wpis, związany z własnoręcznie wykonaną fotką.