Blogerskie tajemnice, czyli: czy wiesz, jak CZYTAĆ blogi?

Jeśli nie tera-, to przynajmniej gigabajty treści wrzucono już na serwery po to, by „uczyć” innych, jak pisać blogi. Nie spotkałem jednak dotąd wpisu o tym, jak je …czytać. Być może będę więc prekursorem kierunku? Bo wbrew pozorom, czytanie blogów też nie jest takie proste, jak by się zdawało. Dlaczego?

Dlatego mianowicie, że wielu blogerów ma swoje małe tajemnice, nieznane ich czytelnikom. Ich poznanie radykalnie zmieniłoby stosunek publiczności do prezentowanych w danym blogu treści. Kilka przykładów:
1. Zagorzała kociołapka

Pewna blogerka z niezwykłym przekonaniem lansuje styl życia „na kocią łapę”. Ma, i owszem, swojego Miśka, z którym już od lat stanowią zgraną parę. Z jej lifestylowego blogu wynika jasno, że młodzi ludzie mieszkają i żyją ze sobą jak małżeństwo, zgrane i wypróbowane, a małżeństwem nie są, bo to już jest „out”. Blogerka zgromadziła więc grono stałych czytelniczek (i czytelników, ale tych pierwszych jest więcej), które tak jak ona uważają, że te wszystkie idiotyzmy z pierścionkiem, zaręczynami, ślubem chociażby cywilnym etc. to przeżytek, dobry co najwyżej dla takich starych zgredów jak choćby ja. Ba, małżeństwo to w 9 przypadkach na 10 pierwszy krok do rozstania, poza tym – po co komu formalności, czy nie wystarczy po prostu się kochać i być ze sobą?

Byłoby to logiczne i do przyjęcia, gdyby …było prawdą. Rzeczywistość jest jednak nieco inna.

Nasza bohaterka w skrytości ducha marzy o tym, by zobaczyć się w białej sukni z welonem, ale niestety nie jest to możliwe, bo …Misiek nie jest wolny. Mając ledwie 21 lat wziął ślub kościelny. Małżeństwo nie wypaliło, a że Misiek pochodzi z ortodoksyjnie katolickiej rodziny, skończyło się nie rozwodem, a separacją. Co więcej: Misiek chętnie by się rozwiódł, a następnie poślubił – cywilnie, ma się rozumieć – naszą blogerkę, ale to też nie jest możliwe. Rodzice Miśka zapowiedzieli mu mianowicie jasno, że piękne, bodaj 90-metrowe mieszkanie w świetnej lokalizacji może kiedyś należeć do Miśka, ale jeśli ten popełni grzech śmiertelny, rozwiedzie się i „podpisze ten papierek” z blogerką, to o spadku może zapomnieć. A Misiek głupi nie jest, blogerka zresztą też nie. Wszystko jasne?
2. Piszing very mądre rzeczings

Matko, jaką ten facet ma wiedzę! Ech, mieć do dyspozycji kogoś takiego… Inbound marketing, outbound marketing, cross-selling, cała masa innych -ingów, a wszystko to ma w małym palcu. I jaki oczytany! Na bieżąco z najnowszymi pozycjami made in USA. Co notka, to albo recenzja kolejnej mądrej książki, albo porady o sprzedaży, badaniu rynku, analizowaniu relacji z klientami. Gdyby ktoś taki pracował dla nas – ech, sprzedaż wystrzeliłaby w górę jak rakieta Kim-Któregoś-Tam. Tak myśli sobie czytelnik, skwapliwie komentujący w stylu „mmhm, znakomite, z tym będę musiał się zapoznać, czekam na dalsze porady, twój blog jest po prostu bezcenny”.
Pinokio

Fot. CFalk / pixelio.de

Niejeden z wiernych fanów mistrza marketingu zdziwiłby się nieco, gdyby znał jego prawdziwą historię. Genialny bloger zakończył edukację na licencjacie, potem długo szukał pracy, by wreszcie zostać managerem w korpo. Managerem, czyli sprzedawcą. Wyścigu szczurów jednak nie wytrzymał, pod dwóch umowach na trzy miesiące każda trzeciej już z nim nie podpisano. Próbował więc sił w call center, sprawdzał się w MLM, a że koniecznie chciał zostać mistrzem w sztuce, która najwyraźniej mu „nie leży”, jął kupować amerykańskie poradniki z cyklu „Jak zarobić milion, pracując godzinę dziennie”. A potem książki o rozmaitych -ingach. W końcu teorii miał już w głowie tyle, że zaczęła się przelewać, więc, by zrobić trochę miejsca na kolejne -ingi, zaczął pisać bloga i tak trwa to już trzeci rok. Choć sam w gruncie rzeczy nigdy niczego nikomu nie sprzedał, z satysfakcją uczy innych, jak to robić. A oni chłoną wiedzę jak kler mamonę.
3. Zdrowy styl życia

Czytelniczki są pełne podziwu. Jak ona to robi? Pracuje, wychowuje dziecko, a jednak znajduje czas nie tylko na codzienne niemal uprawianie sportu i przyrządzanie plus konsumpcję wyłącznie zdrowych posiłków, ale jeszcze na dzielenie się swoim lifestylem z innymi. I jak wygląda! Szczupłe, zgrabne ciało, samo zdrowie i energia… Ech, gdyby nie ten wewnętrzny leń, przecież można się zmusić i wstać nie o szóstej, a pół godziny wcześniej i pobiegać… I może dałoby się wytłumaczyć mężowi, że boczniak jest zdrowszy od schabowego z frytkami? Fakt, z tą zdrową żywnością jest może nieco więcej zachodu i wydatków, ale w końcu dodatkowa energia, pozyskana dzięki uprawianiu sportu z powodzeniem wystarczy, by wykrzesać z siebie nieco więcej wysiłku w pracy i poza nią…

Jest tylko jedno małe „ale”: zafascynowane życiową mądrością blogerki nie domyślają się nawet, gdzie tkwi w niej prawdziwa inspiracja. Blogerka od lat znajduje się pod opieką specjalisty: cierpi bowiem na zaburzenia psychiczne, skutkujące nienaturalnie silnym lękiem przed chorobami i śmiercią. Niemal wszyscy się ich mniej lub bardziej boimy, ale w przypadku naszej bohaterki to prawdziwa obsesja, z którą walczy, jak umie najlepiej, i której wciąż się poddaje. Czy rzeczywiście warto iść w jej ślady?

Tak to czasami wygląda. Fenomenalny macho może być w gruncie rzeczy impotentem, mistrzyni relacji damsko-męskich może kochać tylko swój wibrator, guru zarabiania w Internecie stać co dnia z paczką ulotek pod marketem a specjalistka od szczęścia chlipać co noc w poduszkę. Blog jest tak samo cierpliwy jak papier – zniesie wszystko.

Pamiętaj o tym, czytając. Tak, również InterJAK-a.