Niestety marna za nią płaca, oczywiście w sensie materialnym. Jako, że lubię sobie ponarzekać, to właśnie o tym w poniższym katharsis.

Matka to praca na 3 etaty, bez urlopów, świąt i dni wolnych. Weekend dla matek nie istnieje, a jedyny fajrant, chwilę z którą mój maluszek zamyka swe słodkie powieczki, wyciskam niczym cytrynę, oddając się emocjonującym tete-a-tete z odkurzaczem, mopem, nigdy nie kończącym się praniem, prasowaniem itp. Zdarza mi się przycupnąć i odetchnąć chwilkę, ale to właśnie wtedy Jaśkowi ucieka z buzi smoczek, zachciewa mu się pić, jeść, albo bawić – „bo przecież pospałem i co z tego, że Ty mamo nie”.

 

Godz. 6:00 często wcześniej, prawie nigdy później – przebudzenie stwora. Proces rozpoczyna się niewinnym, aczkolwiek dość irytującym wierceniem. Każde fiknięcie z boczku na boczek, wiąże się dla mnie z nadzieją, nadzieją że jeszcze chwilkę, że może zaśnie. W półśnie, po omacku próbuję namacać włącznik karuzelki, drugą ręką szukam smoka, trzecią (nie wiem skąd się bierze) głaskam zirytowane ciałko… Nie pomaga. Po chwili, para wielkich jak nakrętki od słoika oczu, wlepia się we mnie. Ma płonna nadzieja gaśnie, a Mały Bazyliszek cierpliwie czyha na moje spojrzenie. Po chwili wybucha tym swoim, słodkim śmiechem, wpuszczając do sypialni pierwsze promienie słońca. To oznacza koniec, po zaledwie 4 godzinach snu, zaczynamy nowy dzień.

 

Od tej pory wkraczamy w pętlę czasu. Każdy dzień jest niemal kopią dnia poprzedniego, ale nie dla Jana, który w trakcie swojego 8 miesięcznego życia, na moich oczach przepoczwarza się w stuprocentowego faceta. Cieszę się, że dzięki rocznemu urlopowi macierzyńskiemu mogę być naocznym świadkiem wszystkich wzruszających chwil, które towarzyszą rozwojowi mojego dziecka. Ale jestem zmęczona, a w mniemaniu mojego zapracowanego męża, nie mogę narzekać, bo przecież siedzę w domu! Drogie mamy, czy my siedzimy? Dlaczego, kwestia opieki nad domem, przerasta możliwości intelektualne większości mężczyzn? Dlaczego praca w domu, z jakiegoś powodu wpisywana jest przez panów w formę rekreacji? Przecież prasowanie, w kółko pranych koszul, układanie skarpet, obieranie ziemniaków, sprzątanie, mycie okien, tłuczenie kotletów i tak dalej i tak dalej to kobiecy wrzód na dupie. Jeśli dołączyć do tego pełzająco-raczkującą małą „glizdę”, podążającą za mną krok w krok, która wszytkiego chce dotknąć, szturchnąć a najlepiej posmakować, to mamy obraz totalnego szaleństwa, pomieszanego z matczynym ADHD w wersji Hardcore. Co więcej, nie mam czasu na chwilę dla siebie, bo po zrobieniu wszystkiego co było do zrobienia, pomnożone przez 3 poprzez wynikłe po drodze komplikacje, jestem tak wypruta, że ułożenie włosów, czy (marzenia) pomalowanie paznokci, przerasta moje możliwości. Więc, chodzę w tych swoich za luźnych leginsach, luźnych, wiecznie oplutych bluzkach, włosach związanych w luźny kucyk i tym swoim nonszalanckim luzem, sama siebie próbuję oszukać. Bo me życie z luzem nie ma nic wspólnego.

 

 

„Kura domowa” to multikobieta, której rola uważana przez społeczeństwo za coś naturalnego, jest nagminnie umniejszana. A to właśnie matki, wychowują prezydentów, przedsiębiorców, wynalazców, lekarzy, króli itp., i jako kreatorki otaczającej rzeczywistości, powinny cieszyć się zdecydowanie większym poważaniem. Każda z nas oprócz satysfakcji z pełnionej misji, powinna czerpać z niej realne korzyści, które bez przeszkód pozwolą spełniać się nam w roli matek. Bez kłód pod nogami, bez społecznego oburzenia, że przecież to nasz obowiązek, a tymczasem… zasiłki są głodowe, wynagrodzenie na urlopie macierzyńskim (rocznym) śmieszne (zwłaszcza w drugiej połowie, mimo że miało to wyglądać nieco inaczej), zapomogi wręcz nieludzkie, a becikowe WTF???
Owszem, istnieje niepisana waluta w postaci szczęścia i uśmiechu własnego dziecka, ale gdybym chciała zapłacić nią w sklepie, bez zastanowienia odwieźli by mnie w kitelku do hotelu bez klamek.

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Anonimowy

    Cudny artykuł! Dlatego jest tak ważne dziewczyny kogo bierzecie za partnerów. Jeśli są niereformowalni, nie doceniają tego co robicie- w cholerę póki czas, zostawcie takie lada co. Jeśli nie pomagają teraz, potem będzie jeszcze gorzej, cudów nie ma.Jeśli jednemu z drugim wydaje się, że ON pracuje bo przynosi pieniądze a to co robicie to pikuś – mocno się zastanówcie.Taki ktoś nie rokuje.Już ma uszkodzone geny i Jego myślenie się nie zmieni. Brak empatii to najgorsza wada charakterologiczna!!! A na pewno nie pakujcie się w drugie dziecko. Koniecznie po urlopie macierzyńskim do pracy – jaka by nie była. Niech też poczuje jeden z drugim, że ma dziecko. A Wy przynajmniej macie pretekst, by wyjść z domu, zadbać o siebie, oderwać się choć troszkę dla zdystansowania od dziecka ( wtedy jeszcze się jest lepszą matką ). Dajcie się adorować płci przeciwnej – to was mocno dowartościuje a wtedy Ten Najmądrzejszy w domu też odczuje,że może jednak głupio robi nie doceniając fajnej żony, matki i kochanki ….. Myślcie o sobie kobitki, dzieci rosną a potem zostaje tylko zawód i rozgoryczenie….

  • Ja się nie wpisuję w ten kanon ;)) Gdy Martyna miała drzemki przez dwa lata, ja w tych jej drzemkach tylko i wyłącznie odpoczywałam. Żadnego sprzątania, gotowanie tylko wtedy jeśli ogranicza się do wrzucenia czegoś do gara/ na blachę do piekarnika i od czasu do czasu ewentualnie przemieszania. Sprzątanie? Tylko we dwoje, w mężowe dni wolne od pracy. I tak jest do dziś u nas ;)) Ewentualnie codzienne zamiecenie podłogi wchodzi w grę, no i na bieżąco zmywanie naczyń ale tym się mężny przeważnie zajmuje bo ja tego nie cierpię..

    • Tylko pozazdrościć 🙂

  • Anonimowy

    Droga mamo! zobaczysz, że to było faktycznie siedzenie w domu, gdy wrócisz do pracy zawodowej, zaś obowiązków domowych nie ubędzie – zmniejsza się tylko radykalnie czas na ich wykonanie. Z rozkoszą wspominam to moje siedzenie w domu (ja się zalapalam na półroczny urlop), gdyż od półtora roku gimnastykuje się na wszelkie sposoby, by pogodzić życie w tylu rolach – normalnie schizofrenia! Nie zamienilabym jednak mojego życia na żadne inne! Zaś od siebie mogę dodać, abyście z mężem przedyskutowali podział obowiązków.
    Anna

  • Już wróciłam do pracy i nie jest tak źle jak myślałam 🙂