Mały, przytulny pokoik z tapetą w różyczki. Na środku filigranowego wnętrza, nieadekwatnie wielkie, przepastne łoże z ułożonymi w rządki poduszkami w różowe grochy, kratę i inne sielankowe printy. Kusząca, puchata kołdra, która swą miękkością zdaje się krzyczeć – chodź, chodź zatop się w mej przytulności, zaśnij, śnij… śnij… śnij… Wtem, małe rozgniewane głodem, nudą, kupą w pielusze gardło wyrywa mnie z objęć własnej wyobraźni. Rozkoszne wnętrze znika w przepaści mej szarej codzienności, a ja w sekundzie pragnę wystrzelić się kosmos, albo nie, wypłynąć na bezludną wyspę, gdzie byłabym tylko ja, moje, dla mnie.

Kocham tą swoją codzienność, ale czasem przytłoczona obowiązkami, komplikacjami i przeciwnościami losu chciałabym od niej uciec. Choć na chwilę uciec, schować się przed światem, nie myśleć, nie analizować, po prostu oddychać, ale tak naprawdę nie być. Czy potrafiłabym zapomnieć o tym wszystkim co zostawiłam, wyłączyć myślenie, wyłączyć tęsknotę? Wiem, że czasem zmęczona w natłoku wszystkiego, mam ochotę krzyczeć. Wiem też, że pomimo tego jestem niesamowicie szczęśliwa, ale na bezludnej wyspie nie było by…

Wstawania o przedziwnych porach poranno-nocnych, kiedy to nawet kury i koguty przewracają się na drugi bok, w kuprze mając swój codzienny obowiązek piania.
Codziennego wynoszenia śmieci pełnych osranych i osiśkanych pieluch.
Zapachu kupy w całym domu, bo akurat tych śmieci nie wynieśliśmy.
Wysłuchiwania tekstu męża w drzwiach po przyjściu z pracy „kochanie co tu tak śmierdzi sraczką?” pomimo tego, że ja cały dzień spędziłam na sprzątaniu, a Jaś wcale nie ma sraczki.
Przypalonej zupy marchewkowej, bo cholera na chwilę spuściłam garnek z oka.
Wykipiałej zupy, bo nieopatrznie zapomniałam uchylić pokrywkę podczas gotowania.
Stosu ciuchów do uprania.
Stosu ciuchów do uprasowania.
Stosu ciuchów do powieszenia.
Stosu ciuchów do schowania, sprzedania lub oddania dalej.
Wiecznie porozrzucanych zabawek, bo pacholę uznało że zamiast zabawki o wiele fajniejszy jest mamy kapeć.
Spania ze strachem w głowie, że każdy mój ruch jest rejestrowany przez małe ucho i jeden fałszywy ruch, a mam po spaniu. Najgorsze pod tym względem są poranki, kiedy to słysząc wiercenie, modlę się do wszystkich bóstw świata „jeszcze pół godzinki, jeszcze pół godzinki”.
Codziennego cobytu… Co by tu na obiad, co by tu porobić? Codziennego gdziebytu… gdzie by tu na spacer, gdzie by tu na obiad? I tak dalej…
Bicia rekordu prędkości w braniu efektywnego prysznica.
Mistrzostwa kreatywności w procesie wymyślania zajęć maluchowi, podczas gdy ja chcę zająć się własnymi sprawami, albo po prostu skorzystać z toalety. To ostatnio bywa zadziwiająco trudnym zadaniem.
Gonitw po domu z gołym tyłkiem, za raczkującym brzdącem, który ukradł mi ostatni kawałek papieru toaletowego.
Oczu dookoła głowy, dzięki czemu mogłyby one wrócić na swoje miejsce, na przodzie facjaty, a człowiek zacząłby wyglądać jak człowiek.
Codziennej powodzi, ba potopu, po jakże dynamicznej wieczornej kąpieli.
Latania z odkurzaczem, mopem, szczotką do szorowania brodzika, który pomimo codziennego mycia najbardziej wymyślną chemią, wciąż nosi na sobie znamiona osadu z mydła i kamienia (reklamy kłamią).
Zaciętej płyty w moim gardle, „Jasiu nie wolno”, „Jasiu nie ruszaj”, „Jasiu przewrócisz” i moje ulubione „a nie mówiłam”.
Małego, rozwrzeszczanego stwora, który płacze sam nie wiedząc czemu (bo i tak bywa).
Dużego, głodnego po przyjściu z pracy stwora, który wymownie zerka do pustej lodówki, po chwili przenosząc swój wzrok w kierunku pustego garnka i obranych, pociemniałych od zapomnienia ziemniaków.
Lustra ochlapanego pastą do zębów.
Niekończącego się ząbkowania i związanego z nim marudzenia, gorączek i problemów z zasypianiem.

I tak dalej, i tak dalej, bo na takiej bezludnej byłabym tylko ja, nieco piachu w moich gaciach (co byłoby chyba jedyną mą upierdliwością)… zresztą na co mi gacie? oraz rzucająca cień, pierzasta palma kokosowa. W koło, słyszałabym kojący szum słonych fal, omywających brzeg, delikatnie muskając moje rozgrzane od piasku stopy. W chwilach znużenia nic nierobieniem, lepiłabym piaskowe babki, stawiałabym zamki i tańczyłabym wplatając wiatr w zmierzwione włosy. Cisza byłaby muzyką, a wspomniana palma moim towarzyszem. Wszechogarniający błękit, niczym cudny balsam koiłby zszarpane, zostawioną codziennością nerwy, tuszowałby tęsknotę i kiełkujące w głowie uczucie, jak fajnie gdyby moi chłopcy mogli być tu ze mną………..

 

Wy­korzys­taj ten dzień dzi­siej­szy. Obiema ręko­ma obej­mij go.
Przyj­mij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, po­wiet­rze i życie, je­go uśmiech, płacz, i cały cud te­go dnia. Wyjdź mu nap­rze­ciw.

 

Phil Bosmans

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • U mnie też ulubione "A nie mówiłam" 🙂 Generalnie mam to samo Aniu, więc świetnie rozumiem. Najbardziej mi chyba ze wszystkiego snu brakuje. I Olek chodzi teraz za rączkę, więc kręgosłup siada, wszelkie maści lecą i nic nie pomaga. I te histerie… Ach… To kiedy drugie? 🙂 hahaha

    • Mój kręgosłup też już trzeszczy i pobolewa, bo Jasio podobnie jak Oluś, jest w trakcie intensywnego kursu chodzenia. Co do drugiego, to my na razie pasujemy :p Jasiek zapewnia nam wystarczającą ilość wrażeń :p

  • Anonimowy

    A najgorsze przed Wami…………:)), tak już zostanie tylko że ? inaczej…..:)). Ciekawe czy będzie jeszcze sposobność, żeby Wam powiedzieć "a nie mówiłam"? Pozdrawiam i główki w górę…………

  • Anonimowy

    Teraz dopiero dostrzegłam, że to Ty jesteś na tej rajskiej plaży……..:) 🙂 :).

    • No ba, było się tu i tam :p hie hie Pisałam, że "umim fotoszopa"

  • Blachy perforowane wysokiej jakości. Gwarancja satysfakcji! Frezowane są wyłącznie otwory, których nie można uzyskać za pomocą dziurowania W większości tradycyjnych procesów szczelina jest lepsza niż otwór okrągły.