Boimy się końca świata. Drżymy na myśl o filozoficznym piekle, o którym czytamy w Piśmie Świętym i którym straszono nas na lekcjach religii w szkole. Tymczasem codziennie, każdego dnia, ludzkość funduje sobie piekło tutaj na ziemi. I to dosłownie.

Coraz mniej człowieka w człowieku. Niestety. Tragedia, śmierć czy nieszczęście coraz częściej stanowią pożywkę, coraz liczniejszego grona frustratów. Jak miło, że cierpi, za dobrze mu/ jej było, wreszcie dopadła go/ ją sprawiedliwość, niech zdechnie. Poziom wrażliwości powoli sięga dna i aż drżę na myśl o świecie, z którym przyjdzie się zmagać mojemu dziecku za kilka lat. Postęp cywilizacyjny zabija wrażliwość. Owładnięci rządzą namacalnego ulepszania pozornej rzeczywistości, pozwalamy by ta wzięła górę nad uczuciami, które odróżniają nas od skały. Zresztą nawet skały zdają się być bardziej ludzkie.
W dzisiejszym świecie dominuje fanatyzm, zarówno religijny, jak i fanatyzm idei. Ludzi przesiąka jednostronny pogląd sytuacji, przeświadczenie o słuszności własnego zdania, nietolerancja i zero poszanowania dla człowieka jako oddzielnej wartości. Tak moi mili, bo istota ludzka, nieważne czy czarna czy biała, heteryk czy gej, mężczyzna czy kobieta, dorosły czy dziecko, wierzący czy nie, jest wartością samą w sobie. Nie wierzę w Boga, kreującego świat cegiełka po cegiełce. Wierzę w zbiorowość, która obdarzona wyższym intelektem, potrafi robić z niego użytek na własny użytek, tyle że w pewnym momencie tejże drogi narodził się i zmutował egoizm. Przybrał monstrualną formę, zaczął żywić się ludzkim poczuciem przyzwoitości. Dosięga ofiarę, a ta poddaje mu się bez walki. Swymi długimi szponami rozszarpuje jej skórę, rozrywa mięśnie, odsłaniając białe niczym alabaster kości. Powoduje tym niewyobrażalny ból, lecz nie jest to ból fizyczny, a wiele trudniejszy do opisania ból istnienia. Porozrywane na kawałki ciała, układane na stosy, obficie broczą cuchnącą, trującą substancją, która zalewa otoczenie falą bezsilności. Kadłuby pozbawione kręgosłupa, kierowane taksją przetrwania, wybebeszone z jakichkolwiek skrupułów dosięgają tych, którzy jeszcze nie wiedzą. Głowy pozbawione oczu nie widzą jak bardzo spotworniały, jak coraz bardziej z sekundy na sekundę zamieniają się w bestię, która wypleniwszy z siebie niedawnego człowieka, porywa w swe szpony kolejne ofiary. Obdziera ze skóry, odsłania kości, wyrywa kręgosłup, pluje jadem, a potem pławi się we fragmentach rozszarpanego przed chwilą ciała, wciągając w siebie tlące się resztki nadziei niedawnego człowieka. Agonia, cisza, nic więcej.
Pandemia ta ma źródło w zazdrości, kompleksach i ogólnym niezadowoleniu z własnego istnienia. Plugawa nienawiść do wszystkich, którzy posiadają, robią, potrafią czy chociażby mogą więcej jest zdradliwa niczym bagno. Pochłania i dusi, przytłacza i tłamsi, gwałci od środka. Brutalnie pieprzy, z każdym pchnięciem zadając coraz więcej bólu, który po chwili zmienia się w coś na podobieństwo przyjemności. Tak!!! – krzyczy poddany, Tak dobrze!!!! Doprowadzając na skraj dziwnej rozkoszy, czerpanej z zadawania bólu innym. Bo sam cierpi, cierpiał i cierpieć nie przestanie, bo zamiast spiąć dupsko i wziąć życie w swoje ręce, woli włazić z butami w poukładane życie innych. Co gorsza, jednostka chorobowa, o której piszę, powoduje dziwne dążenie zainfekowanych osobników do formowania się w toksyczne grupy, dla których wspólne szydzenie z sukcesu czy zadowolenia innych jest jedynym źródłem ich własnej przyjemności. Czekają, aż stanie się coś złego, by pławić się w bólu, nieszczęściu, tylko to ich karmi i zarazem nakręca.
Tak więc nie bójmy się piekieł i bram ognistych, gdyż nigdzie nie będzie nam gorzej niż tu na ziemi właśnie.Obrazek: http://www.digitaltrends.com

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • F.

    Piszesz opowiadania może? Bardzo podoba mi się Twój styl pisania. No i jest dużo racji w tym co piszesz. Podziwiam, że potrafisz to tak dobrze oddać.

    • Opowiadań nie piszę. Póki co swoją twórczość prezentuję wyłącznie tutaj, ale uwielbiam przelewać swój filozoficzny słowotok na bloga i cieszę się, że są tacy, którzy chcą mnie czytać i co więcej podoba im się to jak piszę :)))