Rozkładajcie czerwone dywany… NADCHODZĘ!!!
Zauważyłam w ostatnim czasie, że na sąsiednich blogach o podobnej do mojej tematyce, panuje moda na brak wiary we własne możliwości. Jako, że lubię na opak, potraktuję temat z całkiem innej strony…

  • Na razie nie mam miliona odsłon, a potencjalni chętni na współpracę pojawiają się w delikatnie mówiąc, opieszałym tempie, jednak jako nadbloger nie tracę wiary, bo już wkrótce, będą do mnie walić drzwiami i oknami. Zobaczycie…
  • Jestem błyskotliwa i niezwykle inteligentna. Chyba nawet najinteligentniejsza spośród wszystkich blogerów na świecie. Pomaga mi w tym wiara we własne, niepowtarzalne pióro (które kurna, jakimś cudem nie chce pisać mi po monitorze), nadprzeciętne IQ (udokumentowane przez MENSA) oraz osobiste konsultacje z profesorem Miodkiem (dzięki ci google).
  • Mam myśl lotną niczym eter, a poczucie humoru delikatne niczym letni zefirek.
  • Bywam złośliwa, ale mój jad niczym miód, roztacza wokół siebie woń intelektualnego uniesienia. Krytyka moja, jest zawsze w pełni uzasadniona, a wywody opiniotwórcze niczym SUPER EXPRESS.
  • Mam do siebie DYSTANS, i to przez olbrzymie D, który znika bezpowrotnie wobec jakiejkolwiek krytyki mojej nieskazitelnej osoby.Piszę na zasadzie „nic dodać, nic ująć” stąd niewielka do tej pory, ilość dodawanych komentarzy pod tematem. Oczywiście zawsze możecie napisać, „jak zwykle zgadzamy się z Tobą w 100 procentach”, ale z drugiej strony po co łamać palce w sprawach oczywistych.
  • Bo na mym blogu obowiązują jedynie dwie, proste zasady… Po pierwsze – Ania ma zawsze racje. PO drugie – Jeżeli ewentualnie nie mam racji, patrz punkt pierwszy (a dobrze na tym wyjdziesz)
  • Pomimo braku obiektywu za kilka tysięcy ojro, moje zdjęcia są nad wyraz świetne, a to tylko i wyłącznie dlatego, że „umim fotoszopa” na poziomie HIGH level HARDCORE.
  • Jestem powszechnie lubiana, a to tylko i wyłącznie dzięki wrodzonym zdolnościom interpersonalnym oraz niespotykanej sympatyczności, którą roztaczam wokół siebie, niczym skunks swój odór.
  • Mój syn Jaś, dyktuje lekkostrawne trendy. Rajtki, body i zmechacone skarpetki, to jest to co mój brudasek lubi najbardziej. Nie od dziś wiadomo, że brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko i niech to będzie nasze motto na dziś.
  • Najprawdziwszą prawdą jest zjawisko, że lubimy jak inni mają gorzej, a że mój blog narzekaniem stoi, spodziewam się tu wkrótce masowego najazdu, podobnie zdesperowanych, zmęczonych byciem kurą, matek.
  • Mam ładne mieszkanie (sama urządzałam), spokojnie starcza nam do pierwszego (choć nie w tym miesiącu, yyy w poprzednim też nie) i nie mam powodu nikomu zazdrościć. Oczywiście wkurza mnie fakt, że są mamy ciut ładniejsze i zgrabniejsze ode mnie, ale po to po są kosmetyki, aby równać do ideałów.
  • Mam tupet większy, niż zadek Jennifer Lopez, a ripostę ciętą jak japoński miecz, więc na nic próby anonimowego igrania ze mną. W tej materii preferuję krótkie, proste, krwawe i niezwykle bolesne cięcia, ciach, ciach… A w kaszę nie dam sobie dmuchnąć, bo śmieci i jest potem dużo sprzątania.
  • Jako osoba gruntownie wykształcona, wiem wszystko na każdy temat, a jako praźródło wszelkiej wiedzy, także w swym osobistym domu, spaliłam wszystkie posiadane przeze mnie encyklopedie.
  • Mój synek jest absolutnie wyjątkowy. Robi kupę, sika, je, śpi, bawi się i jest śliczny jak mały aniołek.

    Więcej pisać nie będę, bo swą nieprzeciętną osobą, nie chcę wywołać fali samobójstw. Wiadomo, chwalić się nie lubię…

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.