Przedszkola czy żłobka. Czy matko, ojcze nie myślisz? Czy obce Ci są zdrowy rozsądek i logiczne myślenie?

Jak zapewne spora część z Was, jestem mamą pracującą. W sytuacji podbramkowej tak jak i większość z Was nie mam z kim zostawić Jasia. Nie dysponuję całym arsenałem potencjalnych „niań”, które tylko czekają na mój telefon. Jeśli czytacie mnie na bieżąco, na pewno wiecie, że dopiero co wróciłam do pracy po dłuuuugim urlopie macierzyńskim. I co? Po dokładnie czterech dniach, synek pochorował się, fundując mi kolejne zwolnienie. Nawet przez chwilę nie brałam pod uwagę możliwości posyłania go do żłobka. Zasmarkany nosek, kaszel, gorączka, apatia, brak apetytu i chęci do zabawy, niby zwykłe przeziębienie, mimo to zostaliśmy w domu. Z opowieści żłobkowych opiekunek wiem, że rodzice potrafią nafaszerować maluchy lekami przeciwgorączkowymi i prychające, kichająca, z gilami do samej ziemi odstawić do żłobka, myśląc że przechytrzają tym samym całą resztę świata. Skrajna głupota, brak wyobraźni i totalny egoizm. Chcesz ryzykować zdrowiem swojego malucha? Okej, ale nie narażaj na chorobę innych dzieci, one i tak zdążą się jeszcze nachorować. Śmieszą mnie argumenty rodziców, którzy postępują w ten sposób, bo na większość z nich mam ochotę popukać się w czoło.
  • – Nie mam z kim zostawić dziecka  – odpowiesz bez zastanowienia, nie myśląc o tym, że za chwilę podobny problem będzie miało kilkoro innych rodziców, a może prawie wszyscy w grupie.
  • – Mam nietolerancyjnego pracodawcę, on nie zrozumie kolejnego zwolnienia – okej, ale zdrowie dziecka jest ważniejsze niż Twój strach.
  • – Mam tyle pracy, że kilka dni zwolnienia nie wchodzi w grę – za chwilę kilka dni, może zamienić się w kilka tygodni spędzonych nad łóżkiem obłożnie chorego malca. Czy naprawdę tego chcesz dla swojego dziecka?
  • – To tylko katar – Ty na poważnie? Każda choroba zaczyna się podobnie. Już za chwilę „tylko katar” może rozwinąć się w poważną grypę, albo zapalenie oskrzeli.
  • – Młode dostało leki, wróci do domu położę je do łóżka – „heloł”, choroba nie robi pauzy w Twych godzinach pracy. Wręcz przeciwnie korzysta póki może, a że w skupisku dzieci możliwość „transferu” choroby jest nieograniczona, zatem już za chwilę, mimo leków pochorują się prawie wszyscy, prawdopodobnie Ty też. Choroby wirusowe takie jak bagatelizowane przeziębienie lub grypa trzeba wyleżeć i koniec kropka.
  • – To normalne, że w żłobkach, przedszkolach i szkołach dzieci chorują – a jak myślisz dlaczego? Może gdyby rodzice częściej włączali myślenie, chorób i lekarstw byłoby dużo mniej.
  • – Moje dziecko ciągle choruje – Hmmm, ciekawe dlaczego?
  • – Dziecko trzeba hartować. Byle katar to nie wymówka – w takim razie dlaczego nie ubrać dziecka zimą w sandały? To dopiero hartowanie.
  • – Nie po to posyłam dziecko do żłobka, żeby siedzieć z nim w domu – nie po to posyłałam dziecko do żłobka, żeby przez głupotę niektórych rodziców ciągle chorowało.
Nie mówię, że źródłem wszystkich chorób jest opisana powyżej sytuacja, ale zastanawiam się kiedy rodzice dojrzeją do wniosku, że tego typu zachowania zwiększają częstotliwość chorowania dzieci i to na olbrzymią skalę? Rozumiem, że praca jest ważna, że kolejne nieobecności zaogniają sytuację zawodową młodych rodziców, którzy w naszym kraju i tak mają pod górkę (KLIK), ale chyba nie ma wątpliwości, że zdrowie malca jest ważniejsze niż kolejna scysja z szefem?Apeluję o rozsądek, choć wiem, że w przypadku niektórych apeluję o bardzo wiele. Jesteśmy rodzicami, bądźmy odpowiedzialnymi ludźmi i używajmy tego co dała nam natura, myślmy, przewidujmy, to przecież nie boli.

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.