Zabawki z drewna, należą do tych obok, których nie potrafię przejść w sklepie obojętnie. Ta, prezentowana przeze mnie jest tą, po którą Jasio sięga najczęściej, a że zarówno funkcjonalnie jak i wizualnie prezentuje się świetnie, nie mogła nie stać się ona elementem moich blogowych ochów i achów. Czyż uśmiechnięta owieczka na łące nie jest urocza?

 

Zabawka wykonana jest z wysokogatunkowego drewna, które jest niezwykle miłe w dotyku i sądząc po wielogodzinnym „ciućkaniu” mojego Janka, chyba bardzo smaczne.

Największy entuzjazm, wzbudzają w moim synku metalowe pałąki, z nanizanymi na nie kolorowymi, drewnianymi koralami, którymi mój synek potrafi „ślizgać się” dziesiątkami minut, susząc przy tym swoje dwa zęby (kolejne, górne w drodze, nieśmiało wyglądają ze zmęczonych dziąseł).

 

Element z pałąkami, spełnia rolę przykrywki, którą mój synek potrafi targać ze sobą wszędzie. To przezabawne jak maluch trudzi się, by zaczołgać go ze sobą, dokładnie tam, gdzie to sobie ubzdurał.

 

 

W zabawce, oprócz jej potencjału zabawowego, podoba mi się soczysta, mocno przejaskrawiona kolorystyka, która idealnie wpasowuje się w preferencje małego brzdąca. Na rynku roi się od mdłych, pastelowo zabarwionych zabawek, które bardziej niż dzieciaczkom, podobają się ich rodzicom, a przecież w przypadku kilkulatków, im większa bomba kolorystyczna tym lepiej.

 

Wszystkie krawędzie są wyoblone, przez to zabawka jest bezpieczna. To bardzo ważne, bo maluchy bywają w swych zabawach dość pokraczne. Interaktywna kostka, stymuluje wszystkie zmysły maluszka, a także uczy myślenia przyczynowo-skutkowego. Każda ze ścianek zabawki, kryje w sobie inną niespodziankę. Znajdziemy tu sorter z pięcioma klockami o podstawowych kształtach i różnych kolorach. Bardzo podoba mi się pomysł, pokolorowania krawędzi wyciętych otworów, dzięki czemu nie tylko kształt, ale i kolorystyka podpowiadają dziecku prawidłowe dopasowanie.

 

Na jednej z kolejnych ścianek, znajduje się labirynt z figurami, który jest fajnym i zarazem prostym ćwiczeniem koordynacji (ruchów precyzyjnych) naszego maluszka. Zdaniem Jaśka jest to najmniej frapująca ze ścianek.

 

Następnie mamy liczydło, z bajecznie kolorowymi, grzechoczącymi koralikami. Tutaj stymulowane są nie tylko wzrok, zręczność, ale także słuch naszej pociechy.

Oraz… obrotowe klocki, które na mojego synka mają hipnotyczne działanie.

Wszystko to, sprawia że zabawka skradła również moje serducho, bo nie ma nic przyjemniejszego i bardziej rozczulającego, niż widok beztrosko bawiącej się pociechy.Teoretycznie, to zabawka stymulująca zmysły i motorykę dzieci powyżej pierwszego roku życia i starszych, ale Janek jest dowodem na to, że spodoba się również młodszym smykom.

Zabawka jak i cała radość nią wywoływana, została w całości zasponsorowana przez dziadziusia Sławka, za co z tego miejsca bardzo dziękujemy.

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Przepiękna zabawka, nie dziwię się, że Jaś lubi się nią bawić.

  • Wiele razy się zastanawiałam nad zakupem tego typu zabawki. Ale ostatecznie się nie zdecydowałam. Ta Wasza wygląda bardzo ładnie.