Weszli do magazynu. Ich oczom ukazała się sala pełna regałów z ludzkimi wnętrznościami. Półki, aż uginały się pod ciężarem skalpów, oczu, nóg i mózgów.

– Który podać? – zapytał tęgi facet w białym fartuchu, sięgając na półkę z prężącymi się korpusami.
– Chłopiec czy dziewczynka? – ciągnął,
– Biały, czarny? Do wyboru do koloru – zaśmiał się pod nosem.
– Klient nasz pan – żartował, sięgając po kolejne członki skrojonego na zamówienie dziecka. Wszystko wkładał do opisanego nazwiskiem klienta koszyka, nucąc pod nosem „all you need is love”. Tak skompletowany kosz, trafiał wprost na półkę z zamówieniami. Tam, odpowiednio wykwalifikowany personel dopasowywał do siebie poszczególne części ciała, sprawując jednocześnie nadzór nad ich nienaganną jakością.
– Na tej stópce jest pieprzyk? Zostawić, wyrzucić?
– A jak jest w zamówieniu?
– Nic nie mówią o pieprzyku…
– To do kosza cech niepożądanych.Chore? Niedopuszczalne? Niemoralne? Nieetyczne? Niestety nasze czasy pokazały, że nic w nich nie jest niemożliwe, a to co zaczyna się niewinnie, z czasem może przybrać najbardziej potworne i nieludzkie formy rodem z horrorów.

W internecie, bez większego problemu znajdziemy bazy tzw. dawczyń komórek jajowych. Są wśród nich znane modelki, sportsmenki, kobiety wszechstronnie uzdolnione, będące uosobieniem wszelkich cnót. Selekcja potencjalnych dawczyń jest niezwykle restrykcyjna, gdyż powstałe z ich komórek dziecko ma być gwarantem i certyfikatem agencji zajmującej się ową selekcją. Co gorsza kobiet chętnych na bycie dawczynią swoich genów nie brakuje, a sprzedające się w ten sposób kobiety, zdają się być zaślepione kwotami, którymi są mamione. Za jednorazowe dawstwo komórki jajowej, kobiety obdarzone najbardziej pożądanymi cechami, potrafią zainkasować nawet kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Handel zasobami genowymi, na szczęście nie dotarł jeszcze do naszego kraju, w którym praktyki tego rodzaju są powszechnie potępiane.

Ale to nie wszystko. Niektórzy rodzice, nie chcą zdawać się w tej kwestii na naturę, dlatego możliwym stało się selekcjonowanie zarodków pod kątem płci. „Zamawiająca” dziecko matka, już w chwili implantacji wie, jakiej płci dziecko będzie nosić w swoim łonie. Co więcej sama dokonuje wyboru. Wspaniale? Nie do końca, bo tego typu pomysły ewoluują w ekspresowym tempie i już za chwilę, będziemy selekcjonować zarodki pod względem ich inteligencji, wyglądu czy długości nóg.

Czytając na ten temat, natknęłam się na wypowiedź jednego z lekarzy, zajmujących się tego typu praktykami, który otwarcie przyznał, że jego granica stoi dokładnie tam, gdzie kończy się zasobność portfela klienta. Stwierdził bez ogródek, że jeśli pozwalałoby na to prawo i możliwości analityczne to poza płcią, selekcjonowałby inne cechy. „Taki to jest biznes”.

Jesteśmy u podstaw eugeniki. Co gorsza, determinantą ludzkich pragnień nie jest dążność do eliminowania z genotypów chorób (to byłabym w stanie zrozumieć), a selekcjonowanie ich pod względem cech fenotypowych, takich jak kolor oczu, włosów, wzrost czy iloraz inteligencji. Praktyki tego typu nie doprowadzą ludzkości, do wyeliminowania cech niekorzystnych, a jedynie do zarysowania się jeszcze większej dysproporcji między skrajnie bogatymi, a normalnymi ludźmi. Poza tym chyba nie muszę pisać jak niebezpiecznymi mogą okazać się takie inżynieryjne manipulacje?

Niestety o ile, manipulowanie w genach na poziomie komórkowym jest niedopuszczalne, o tyle selekcjonowanie komórek rozrodczych pod względem ich „jakości”, to powszechne i tolerowane zjawisko w przypadku rodziców, decydujących się na zapłodnienie in vitro. Nawet w Polsce, kobiety będące „honorowymi” dawczyniami komórek jajowych, podlegają ścisłej kontroli. Przechodzą one (co uzasadnione) szereg badań kwalifikacyjnych, które pozwalają ocenić ogólny stan ich zdrowia i wykluczyć choroby genetyczne, groźne infekcje wirusowe czy też problemy hormonalne. Nawet na naszym podwórku możliwym jest odsiewanie komórek pod względem pożądanych przez rodziców cech. Najczęściej są to cechy fenotypowe, które przypominają cechy charakterystyczne dla danej rodziny. Rodzice mogąc dokonać wyboru, wybierając komórki dawców o podobnych cechach osobniczych takich jak kolor włosów, oczu czy grupa krwi.

Rodzajem opisanych przeze mnie praktyk jest sprowadzanie na świat tzw. „dziecka ratunkowego”. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak daleko potrafią posunąć się rodzice śmiertelnie chorego dziecka, by ratować jego życie. Ale czy choroba jest wystarczającym usprawiedliwieniem dla „tworzenia” dziecka, będącego „ostatnią deską ratunku” dla swojego brata lub siostry?To stąpanie po cienkim lodzie, mocno urągające poczuciu szeroko pojmowanego człowieczeństwa. Z drugiej strony, skoro wystarczającym powodem poczęcia, jest miłość rodziców do siebie nawzajem, to czy ich miłość do umierającego dziecka już nie?

Żyjemy w czasach, w których wolność posiadania własnych poglądów, a także prawo do ich głośnego wypowiadania, powoduje tworzenie się w naszych głowach światopoglądowego chaosu. Coraz bardziej zaciera się granica między tym co etyczne, a co nie. Winny jest temu postęp cywilizacyjny, który w naturalny sposób staje się zabójcą konwenansów. Nie pozwólmy, aby wyniszczał on w nas tlące się człowieczeństwo. Bombardowani informacjami o sile masowego rażenia, stopniowo obniżamy swój próg wrażliwości, a to co chcemy mieć coraz częściej przysłania nam wizję tego kim chcemy być. Nie pozwólmy na to!

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Anonimowy

    dobry tekst. najgorsze jest to, że nam, ludziom XXI wieku wydaje się, że wszystko nam się należy. jak to nie mogę mieć dziecka? na płytce se wyhoduję. jak to niepełnosprawne? jak niepełnosprawne, to na śmietnik. i jeszcze to całe pitolenie o wolności wyboru itd. szok.

    • Super, że dzięki Mądrym Rodzicom, tekst dotarł do tak szerokiego grona, bo prawdę powiedziawszy im trudniejszy temat poruszę, tym gorzej trafiam w czytelnika.

  • Rewelacyjny tekst! Przerażający, ale świetny. Ludzie w swym pędzie i dążeniu do doskonałości gubią po drodze swe człowieczeństwo…
    Ja zawsze sobie powtarzałam w ciąży, najważniejsze, żeby było zdrowe…

  • Tekst o takim tytule napisałam kiedyś o popularnej focie mężczyzn którzy doczekali się potomka. Nie odważyłam się go opublikować bo wydawał mi się za mocny. Twój tekst chociaż całkiem na inny temat, bardzo mi się podoba. Również mnie to przeraża…

  • Anonimowy

    Bardzo płytki artykuł. Widać, że nie potraktowała Pani tematu poważnie. Brak zrozumienia kobiety, która nie może mieć własnego dziecka i korzysta z komórek dawczyni. Naturalne jest, że wybiera cechy dawczyni zbliżone do swoich własnych. Stek przejaskrawionych haseł rzuconych pod publiczkę.

    • Nie możność posiadania dziecka nie usprawiedliwia nieetycznego sposobu postępowania. Oczywiście, że nie wypowiem się w tej kwestii z punktu widzenia takiej kobiety, bo zwyczajnie nią nie jestem i przedstawiam swoje zdanie. Poza tym to, jak Pani/ Pan zapewne zauważyła blog, a nie strona o tematyce naukowej, więc zarzut trochę nie w tym miejscu. Pozdrawiam