Widywałam go zawsze o tej samej porze. Wyglądał jak uosobienie wszystkich smutków. Szara, sporo za duża kurtka z przetartą łatą na kieszeni, brudne, niedoprane, przykrótkie jeansy, dziurawe buty i potwornie zmechacona, czarna czapka zakrywająca niemal całą, smutną, dziecięcą twarz.

Jako Dziecko niczyje, snuł się z kąta w kąt, wyglądając przy tym jak bezpańskie, nigdy nie kochane zwierzę. Skulony w swej samotności, zdawał się mieć na pieńku z całym otaczającym go światem. Nie odwzajemniał uśmiechu, nikomu nie patrzył w oczy, a jego życie w niczym nie przypominało beztroski mijających go, roześmianych, kolorowych prowadzonych przez rodziców do szkoły równolatków.
Chłopiec wyglądał na 10 lat, faktycznie miał może trochę więcej, ale doświadczył też więcej niż niejeden staruszek.
Zamiast misia ciąganego za uszko, miał przy sobie reklamówkę, do której zbierał wszystkie rzeczy, które jego zdaniem mogły mu się przydać. Dla innych byłyby to śmieci, dla niego były całym jego światem, gwarancją posiadania czegokolwiek na własność.
Chłopiec wyglądał na 10 lat, a jego małe przecież rączki przypominały ręce zmęczonego ciężką pracą mężczyzny.
Nigdy nie było przy nim mamy, która troskliwie podsuwałaby mu pod nos pachnące wędliną kanapki. Nie było przy nim ojca, który wołałby go na piłkę. Nie było też kolegów, którzy unikali go jak ognia, a jedynym towarzyszem jego bezcelowej tułaczki był mały, wychudzony piesek, który zajadle oszczekiwał każdą mijającą ich osobę.
Chłopiec wyglądał na 10 lat, a zaznał w życiu więcej goryczy niż niejeden dorosły.
Nie wiedział co to ciepło matczynego uścisku. Wiedział za to czym jest strach przed twardą pięścią pijanego ojca, który dzień w dzień wystawał godzinami na rogu pobliskiego sklepu z tanią wódą.
– Tata zobacz, Bąk daje łapę!!!  – usłyszałam pewnego dnia, stojąc na przystanku.
– Idź do matki, kurwa jedna. Łazisz tylko i dupę trujesz. Wypierdalaj gnoju! Już Cię nie ma! Bo kijem pogonię, ciebie i tego kundla śmierdzącego, DARMOZJAD – zaciągnął się resztką trzymanego w ręce trunku i popchnął syna z impetem, tak że ten niemal nie wylądował swoją buzią w błocie.
Z ledwo widocznych spod czapki oczu, pociekły wielkie jak grochy łzy. Serce pękło mi na milion kawałków. Tak strasznie chciałam go przytulić, pochwalić, wziąć za brudną od błota rękę i zaprowadzić do cukierni na wielkie, kremowe ciacho.
Nim zdążyłam zareagować, zawstydzony chłopiec zniknął gdzieś w oficynie. Poszedł do miejsca udającego jego dom, ale gwarantuję, że nikt z nas domem by tego miejsca nie nazwał. Dom to dla mnie bezpieczeństwo, miejsce w którym chce się być i zawsze ktoś na Ciebie czeka. Dla chłopca były to cztery ściany, w których ukrywał się przed kolejnymi napadami furii wiecznie pijanego „ojca”. Te cztery ściany, gdyby mogły mówić opowiedziałyby historię pełną bólu, łez, przemocy i trudnego do opisania strachu.Po ostatniej interwencji policji, ojciec potwór poszedł siedzieć (oby jak najdłużej). Widuję chłopca, lecz na jego twarzy nie widać szczęścia wywołanego odzyskanym spokojem. Widać smutek i tęsknotę za tym, kto biciem ośmielił się odebrać mu jego dzieciństwo. Biedny mały chłopiec, dziecko niczyje, które pomimo strachu, kocha swego ojca i jak nikt pomimo strachu, czeka na jego powrót do domu.

Chłopiec ma może z 10 lat, a przepłakał w życiu więcej niż niejeden z nas. O strachu wie więcej niż niejeden z nas i jak każdy z nas powinien być kochanym.Popatrzyłam na Jasia, ubranego w cieplutką kolorową kurteczkę, wesołe buciki i uprasowane, pachnące praniem spodenki. Popatrzyłam na jego rumianą, roześmianą od ucha do ucha buzię, wesołe, bystre oczka i śliczne, najdroższe mi paluszki. Nie rozumiem dlaczego niektórzy rodzice gotują swym dzieciom los dzieci niczyich? Dlaczego w pewnym momencie swojego życia zatracają człowieczeństwo, przeistaczając się w wyzute z wszelkich uczuć bestie? Dlaczego zamiast chronić, stają się katem i doprowadzają do destrukcji psychikę swych niekochanych przez nikogo pociech? Dlaczego nie potrafią kochać i nie chcą być kochanymi? Czy nie rozumieją, że swym postępowaniem tworzą kolejne pokolenia oprawców, którzy nie zaznawszy miłości często nie potrafią wytworzyć jej w sobie od nowa? Ile jeszcze łez i ludzkiego nieszczęścia… no ile?

NO ILE???
Źródło zdjęcia: http://www.jimhubbardphoto.com/103/homeless-2_13-2

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Anonimowy

    Poryczałam się. Pięknie ubierasz wszystko w słowa. Masz niesamowity talent, dziękuję że jesteś.

  • Rozwala serce na milion kawałków

  • Anonimowy

    ale jak żyć ze świadomością, że są setki takich chłopców i dziewczynek …. a my tu tylko to czytamy i w pewnym sensie przyzwalamy na to….