Dziś, zapraszam Was na potrójną dawkę maleńkiej słodkości. Wraz ze swoimi koleżankami, mamami małej Zuzi i Olka, wybrałyśmy się do kawiarni Różowe Okulary, o której pisałam Wam TUTAJ. Stworzono tam wprost wymarzone warunki do dziecięcych harców, a dla mam miłą atmosferę, sprzyjającą opowiadaniom o kaszkach, pieluszkach, organizowanych chrzcinach itp.
Powyżej mój Jaś – zapewne już go poznajecie oraz mała Zuzia, która nie wiedzieć czemu niedługo po zrobieniu zdjęcia, obraziła się na Jancia i taką obrażoną, została do końca dnia. Jasio jak to Jasio, zupełnie się fochami małej damy nie przejął i pomimo wylewanych przez Zuzankę łez, nie dał się wyprowadzić z równowagi.
Być może Zuzi coś innego chodziło po głowie :p
A łzy wywołane były wrodzoną nieśmiałością malutkiej dziewczynki?
Tak czy siak w tym małym, dziewięciomiesięcznym ciałku w czerwonej sukience z uroczą kokardą, drzemie już prawdziwa kobieta. Stroi się i focha jak rasowa kokietka. Przesłodziutka!
Olek to synek Matki, która sama o sobie mawia, że jest Denatką. Moim zdaniem jak na denatkę, całkiem dobrze się trzyma i świetnie „mamuje”, o czym możecie poczytać na jej debiutującym blogu (KLIK). Olo i Jaś to prawdziwi kumple, którzy rewelacyjnie czują się w swoim towarzystwie.
Siłują się na łapki.

Dopingują się w pełzaniu i jak widać rozumieją się bez słów (na razie jeszcze mało mówią).

 

Zabawa była wyborowa. To niezwykłe, jak te małe pachnące mlekiem i mokrymi chusteczkami stworki emanują niewymuszonym urokiem osobistym, który wywołuje uśmiech na twarzy prawie każdego, nawet najbardziej zatwardziałego, stetryczałego otaczającą, lodowatą rzeczywistością, dorosłego człowieka. Jak niewiele potrzeba, by na tych małych, słodkich pyszczkach pojawił się  rozbrajający uśmiech, który rozjaśnia wnętrze niczym wybuch supernowej. Wystarczą strzelająca głupie miny mama, pluszowy miś czy zwykły papierek po cukierku, który w oczach małego podlotka, zamienia się w najbardziej fascynującą, czarującą i frapującą zabawę na świecie. To prawdziwa magia, którą my rodzice, powinnyśmy pielęgnować w naszych dzieciach i troszczyć się o nią jak o największy skarb. Niestety, trudy dnia codziennego, nasze smutki i niepowodzenia, dorywają czysty, dziecięcy świat, rozszarpując go na strzępy, bez opamiętania, brocząc w szczątkach kolorowych klocków, polarowych koców, wodnych gryzaków, kreując człowieka wówczas prawie dorosłego. Prawie dorosłego? Bo to dalej mały brzdąc, który wie jak brzmi kłótnia, walą zamykane z trzaskiem drzwi, jak boli klaps i jak gorzko smakują łzy wywołane prawdziwym strachem.

 

Dlatego postanowiłam chronić Jasia przed otaczającą nas szarością, tak długo jak tylko będę umiała. Niestety, w całym swym dojrzalszym życiu, zdąży się jeszcze nacierpieć.

 

Miało nie być refleksyjnie, a tu taka smuta. Przywołuję się do porządku i po sentymentalnej dygresji wracam do Różowych. Wybawione, maluńkie powieczki, zaczęły być coraz bardziej kleiste i ciężkie i po krótkiej chwili nasze psotki wyglądały już tak…
Myślę, że jesteśmy świadkami zawiązujących się przyjaźni na całe życie. Pozdrawiam wszystkich swoich przyjaciół :*

 

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • O… Kolejny post, który wywołuje uśmiech na mej twarzy! 😀 Zwłaszcza jak widzę całą trójkę naszych cudownych Maluchów! Oby więcej takich spotkań, bo było super miło… I dzieciaki też zachwycone! 😀

    • Jasio padł jak kłoda, pół drogi powrotnej przespał i od 20 śpi jak mały suseł 🙂

  • Zuzieńka też padła, tylko auto opaliłam już spała, niestety 15 min sen wystarczył jej aby zregenerować siły na następne 2h. Bujałam się z nią o 21:30 – ech…
    Ale wypad super na pewno musimy powtórzyć, chociaż mi miejsce nie do końca przypadło do gustu.

    • Ja w tej kawiarence doceniam przede wszystkim przewijak i fakt, że nikt nie śmie patrzeć na mnie wkurzonym wzrokiem, że dziecko mi płacze, kącik zabaw też jest super, szkoda tylko, że krzesełek do karmienia tak mało (ponoć będzie więcej) , a mikrofala ponoć jest, więc nie wiem dlaczego Pani mówiła, że nie ma :/