Nie pojmuję dzisiejszej rzeczywistości. Chwilami jestem od niej oderwana na tyle mocno, że czuję się jak przybyszka z innej planety. Im dłużej w tym siedzę, tym bardziej chcę uciec i tym bardziej widzę, że świat zmierza w coraz bardziej niebezpieczną powierzchowność.
To zaczyna się u podstaw. Współczesny człowiek uwielbia się prężyć, pokazywać co to nie on, nawet jeśli prezentowana rzeczywistość jest wytworem jego wyobraźni.
Dziś nie ma intymności, nie ma rzeczy które dzieją się wyłącznie w czterech ścianach. Każda chwila musi zostać obwieszczona światu w jakikolwiek z możliwych sposobów. Co więcej, determinantą tego zjawiska najczęściej nie jest chęć podzielenie się szczęściem, a wyłącznie nim epatowanie, które ma na celu wytworzyć w odbiorcach uczucie niezadowolenia z siebie, zazdrość, itp. Dziś jak nigdy przedtem żyje się na pokaz. I to nawet nie chodzi o obnoszenie się tym co tu i teraz (choć to też nie do końca pojmuję), ale o obnoszenie się swymi planami, tym co będzie w przyszłości, o ile będzie. A co jeśli tej przyszłości nie będzie? Co jeśli pewnego dnia ktoś z wtedy zapyta cię o tu i teraz? A teraz poprzez ową przeszłość będzie bolało jak nic innego na świecie. Coś pójdzie nie tak, a planowana radość zamieni się we łzy? Co jeśli zwycięstwo zamieni się w klęskę? Zastanawiałeś się nad tym jak owo rozdrapanie rany będzie bolało? 
 
Internet pamięta. To przerażające, że ta studnia bez dna, może pomieścić w sobie tyle informacji o nas samych, że na samą myśl oblewa mnie zimny pot. Co gorsza, bezmyślnie wrzucane do niej zdjęcia, filmy itp. mogą trafić nie tylko w niepowołane ręce, ale możemy oberwać nimi niczym rykoszetem za kilka lat, kiedy o pewnych rzeczach nie będziemy chcieli pamiętać.
Nie rozumiesz? Patrzysz na formułowane przeze mnie myśli i nie ogarniasz co chcę Ci powiedzieć? Sama też nie rozumiałam. Sama zachłysnęłam się łatwością kreowania swego wizerunku w sieci, ale szybko się z tego otrząsnęłam bo przeraziła mnie skala tego absurdu. Po co? W jakim celu? Czy chcę być postrzegana przez pryzmat tego co piszę, wrzucam, pokazuję, upubliczniam? Czy chcę być oceniana, obmawiana, być obiektem drwin i wyśmiewania. Tak właśnie, człowiek ma wrodzoną zdolność leczenia urażonej ambicji czy też własnych kompleksów, poprzez negację czyjegoś szczęścia. To tak naturalne, że nawet nie próbujmy temu zaprzeczać. Każdy z nas poznał gorzki smak niezadowolenia z czyjegoś sukcesu. Każdy z nas złorzeczył, psioczył i  życzył w sercu niepowodzenia. Nawet jeśli uczucie to napawało go wstydem, pragnął rehabilitacji i usprawiedliwiał się w duchu, że to nic takiego, to i tak owo „ja też tak chcę”, brało górę nad uczuciem przyzwoitości. Dlatego nie rzucam się na pożarcie, moje życie jest moje i nic innym do tego, bo nawet jeśli jest dobrze, to dla niektórych zawsze będzie źle.
Wiem, dziwnie to brzmi gdy pisze to blogerka, ale także i my powinniśmy umieć zachować granicę własnej intymności, choć owa granica to dla każdego pojęcie względne. W tym właśnie tkwi problem.
Nie rozumiem obnoszenia się swoją prywatnością. Wrzucania do sieci zdjęć nienarodzonych dzieci z USG, utrwalonych chwil z porodów, szkiców domów z hipotetycznej przyszłości, zakupów spożywczych i innych tego typu. Nie rozumiem bezmyślnego dzielenia się wszystkim z ludźmi, którzy najprawdopodobniej na to nie zasługują (to sprawy zaadresowane dla bardzo wąskiego grona). A co jeśli plany się nie powiodą? Co jeśli ktoś ukradnie Twoją przeszłość i zrobi z nią to co sam będzie chciał? Co jeśli cały Twój świat zawali się w jednej sekundzie, a Tobie zostanie bolesne odkręcanie wypuszczonych na światło dzienne informacji?
Tak, każdy jest kowalem własnego losu. Każdy ma prawo robić ze swoim życiem co tylko chce, ale ja jako przypadkowy obserwator mam prawo wyrazić swoje zdanie. Każde. Dlatego cieszę się, że powoli tego typu zachowania są powszechnie wyśmiewane, bo kiełkuje we mnie nadzieja, że wszystko zacznie wracać do normalności.
Zatem czy na prawdę warto zagubić swoją prywatność kosztem zwykłego chwalipieństwa?
*zdjęcie onet.pl

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Nigdy nie myślałam o zdjęciu z USG jako o czymś prywatnym. Biorąc pod uwagę, że zwykle niewiele na nich widać traktowałam je raczej jako symbol. Trochę tak, jak zdjęcia pary malutkich bucików.

  • A jakby po dodaniu takiego zdjęcia, kobieta poroniła, albo okazałoby się, że nie ma szans na donoszenie?

  • A jakby po dodaniu takiego zdjęcia, kobieta poroniła, albo okazałoby się, że nie ma szans na donoszenie?

  • Wszystko co mamy, możemy stracić następnego dnia. To jest prawda, ale przesadne zaprzątanie nią głowy to nie jest mój sposób na życie. Jeśli rzeczywiście stracę coś czy kogoś cennego, to fakt, że zrobiłam mu zdjęcie i pokazałam światu będzie niczym w stosunku do bólu wynikającego z samego poczucia straty. Coś jak 1 dodane do nieskończoności.

  • Anonimowy

    Obecne pokolenie to pokolenie emocjonalnych ekshibicjonistów, niewątpliwie niezdających sobie sprawy ze swojego poczynania. Też się do nich zaliczasz, niemniej widzę,że zaczyna do Ciebie to docierać a to już dobry objaw.

  • (Że sobie pozwolę na drobną złośliwość) A Ty, drogi anonimie, jesteś tego aż tak świadomy, że własnych słów nie podpiszesz nawet zmyślonym nickiem.

  • Anonimowy

    No ale idac Gwlim tokiem myslenia, najlepiej usiasc i nic nie robic, bo jak wyjde moze mnie walnac auto i bede wachac kwiaty od spodu, nie bede planiwac wakacji bo przeciez moge ciezko zachorowac, nie pojde na sthdia bo kiedys i tak umre to szkoda mi czasu, nie pojde do pracy bo kiedys i tak umre i szkoda zycia… Nie widze wiekszego sensu w tej notce. Fakt to Twoj blog i Twoje przemyslenia, ale chyba powinnas miec jakies zajecie bo widze po tym niepokojacy objaw, ze przestajesz widziec w zyciu sens. Wiesz jakbys wiedziala ze poronisz pewnie bys nie poszla na to USG masz absurdalny tok myslenia… Wypadki i tragedie zdarzaja sie wszedzie. To jeszcze powiem Ci tak… Teraz piszesz blog, masz syna a wiesz o tym ile dzieci nieuleczalnie choruje? Ile jest tragedii rodzinnych? Naprawde to co napisalas jest zastanawiajace z punktu widzenia psychologii…

    • Jeśli nie widzisz różnicy między rozpowszechnianiem swojej intymności, a wrzuceniem zdjęć z wakacji, to już Twój problem. Właśnie dlatego, że ludzie nie czują tych niuansòw, bez pardonu wrzucają do sieci zdjęcia dzieci w kąpieli, na nocniku. A jak to mądrze kiedyś powiedziano "internet pamięta".

  • Ida

    Ciekawy temat

  • Obecnie wszędzie panuje swoisty ekshibicjonizm, ludzie piszą na facebooku o wszystkim, o sukcesie na polu zawiązywania sznurowadeł w swoich butach i porażkach w zagotowaniu wody na herbatę. Czasem się zastanawiam dokąd ten świat zmierza i czy jest to na pewno dobry kierunek

  • ciekawe

  • spoko news 😉