Eksperyment „Antypost”, czyli: jak rozpuścić blogowego wirusa

Od czasu do czasu grupy blogerów, a zwłaszcza blogerek, dają się wciągać w zabawy, które nieodparcie przypominają szkolne trendy z dzieciństwa. Wtedy wystarczyło, by ktoś przyniósł np. „fifkę” i zaczął strzelać kulkami z plasteliny, a już następnego dnia robiło to pół szkoły. „Skoble” wystrzeliwane z procy? Tak samo. Polewanie się wodą? Takoż. I parę innych zabaw mógłbym sobie przypomnieć. Ich wspólnym mianownikiem było niejako wirusowe rozprzestrzenianie. Podobnie bywa z blogami.
Mężczyzna, w tle monitor z napisem „wirus”

Fot. Martina Taylor / pixelio.de

Wirusem, aktualnie atakującym blogi (niemal wyłącznie – kobiece) jest „Versatile blogger”. Jakoś trudno mi znaleźć źródło tej infekcji a zasad zabawy, mogę się jedynie domyślać. W każdym razie chodzi o napisanie o sobie iluś (siedmiu? dziesięciu?) rzeczy oraz zaproszenie iluś (nie wiem, ilu, bo chyba nikt tej zasady nie przestrzega) blogerów do tego samego. Niech się „wyspowiadają” i poproszą o to innych.

Czegóż to się człowiek przy okazji nie dowie… Blogerka X preferuje staniki czarne i białe. Blogerka Y ma mocną głowę i żłopie jak stukilowy chłop. Blogerka Z czasami straszliwie przeklina. I tak dalej. Informacje kompletnie niepotrzebne, czasem przyprawiane nutką intymności („ach, jak ja się tu przed wami obnażam”) i mogące zainteresować jedynie stałą publikę, czyli krewnych i znajomych blogującego królika.

Oczywiście ma to swoją dobrą stronę, bo podsuwa gotowy pomysł na tekst, a z pomysłami bywa czasem krucho. Ba, zauważyłem nawet, że niektóre blogerki zaproszenie do tej zabawy traktują jako swoiste wyróżnienie, nagrodę. Ciekaw jestem bardzo, czy rozpuszczenie takiego wirusa to rzecz łatwa, czy niekoniecznie, stąd eksperyment: spróbujemy w gronie Czytelników InterJAK-a zapuścić własnego?

Moja propozycja to zabawa w ANTYPOST. Zasady: należy podać siedem absolutnie nieprawdziwych informacji na temat właściwy dla danego bloga, koniecznie zaznaczając, że jest to ANTYPOST. Oraz zaprosić do niej swoich czytelników. Zacznę od siebie, a że to jest blog o Internecie, zatem:

1. Uwielbiam blogi kulinarne. Każdy dzień zaczynam od ich przejrzenia, następnie planuję zakupy, po czym z zapałem wytwarzam muffinki albo, jak dziś, cukinię ze smakiem musztatołowca.

2. Nigdy nie wchodzę na strony erotyczne ani pornograficzne. Ba, nie znam nawet adresów takich stron. Uważam, że powinny być zakazane, blokowane, a ich twórcy skazywani na wieloletnie więzienie.

3. Jestem bardzo wdzięczny premierowi Tuskowi i Platformie Obywatelskiej za zakaz korzystania z usług zagranicznych bukmacherów internetowych. Dzięki niemu uwolniłem się ze szponów hazardu, który jak rak trawił moje finanse, zrywał moje więzi rodzinne i pozbawiał czasu na działania naprawdę wartościowe, np. na modlitwę.

4. Na prowadzeniu blogów nie zarabiam ani grosika, ponieważ jestem zdania, że w Internecie wszystko powinno być za darmo, a cokolwiek się w nim tworzy, ma wynikać z pasji i przekonania.

5. Obsługę mojej poczty powierzam wyłącznie Google / Gmail i jestem Amerykanom niezmiernie wdzięczny za to, że całkowicie bezinteresownie, za darmo umożliwiają mi prowadzenie korespondencji poprzez pojemne i praktycznie wolne od spamu konta. Oczywiście zachowując jej całkowitą poufność.

6. Nigdy nie używam filtrów blokujących reklamy: jestem zdania, że w gospodarce wolnorynkowej trzeba umożliwiać każdemu przedsiębiorcy dotarcie do nas z ofertą jego produktów czy usług, a reklamy, zwłaszcza w postaci wyskakujących okienek, to miłe niespodzianki, dodające każdej stronie internetowej wartościowych treści.

7. Z Internetem nie rozstaję się praktycznie ani na chwilę – gdy wstaję od komputera stacjonarnego, towarzyszy mi zawsze jakieś urządzenie mobilne, z którego surfuję i nadaję nawet z ubikacji w pociągu. Każdą chwilę offline uważam za straconą.

No, to tyle moich antypostowych „wynurzeń”. Do zabawy zapraszam Jasną8, Mirka i marzatelę. Ale i wszystkich pozostałych Czytelników, zarówno komentujących jak i czytających cichaczem. Kiedy uznam eksperyment za udany? Wtedy, gdy znajdę ANTYPOSTA na blogach, o których nigdy przedtem nie słyszałem.