Jest kosmetykiem wszechczasów. Być może sukces tego odwiecznego kosmetyku tkwi w tym, że kobiece usta od dawien dawna, uważane są za niezawodny wabik, kropkę nad i kobiecego piękna. Być może wiele lat potępiana, stała się symbolem kobiecej emancypacji i buntu przeciwko nakazom i zakazom. Jedno jest pewne, kobiety od dawna były na nią gotowe, jednakże to świat musiał dojrzeć do decyzji o wypuszczeniu na ulicę istot świadomych, które z pełną determinacją podkreślają to co natura dała im najpiękniejszego.
Dawno, dawno temu, przed naszą erą…
Cofnijmy się w czasie o 5000 lat do starożytnej Mezopotamii, bo to właśnie tamtejsze kobiety były pierwszymi, które poczuły chęć upiększania swych ust intensywnym kolorem. „Szminki” tamtych czasów to nic innego jak, zmielone, półszlachetne minerały nakładane w tej postaci na usta oraz w okolice oczu. Później bo ok. 3000-1500 r.p.n.e do przyozdabiających swoje usta kolorem, dołączyły kobiety ze starożytnej cywilizacji Doliny Indusu. Ale to Egipcjanie poczęli rozwijać „szminkowy przemysł” na dużą jak na tamte czasy skalę, tworząc pierwszą w historii mieszaninę o funkcji pomadki. W jej skład wchodziły poza czerwonym barwnikiem, pozyskiwanym z alg i 0,01 % jodyną, również toksyczne związki, które doprowadzały do licznych chorób i powikłań zdrowotnych. Sama Kleopatra, która po dziś dzień uważana jest za najpiękniejszą kobietę w dziejach ziemi, używała szminki, w której skład wchodziły sproszkowane karminowe pancerze chrząszczy i mrówek dla uzyskania głębokich czerwieni. Perłowe szminki, a raczej ich prototypy tworzono, poprzez dodanie sproszkowanych muszli (ciekawostką jest, że w dzisiejszych czasach perłowy połysk uzyskuje się dokładnie w ten sam sposób).
Jak przez szminkę spłonąć na stosie i uczynić z siebie żelazną dziewicę?
Do XVI wieku naszej ery szminka, była uważana przez Kościół, a co za tym idzie także przez większość ówczesnego społeczeństwa, za atrybut kobiet uprawiających najstarszy zawód świata. Dopiero gdy do akcji wkroczyła znana ze swego zamiłowania do pociemniałych ust Królowa Elżbieta, która jak by nie patrzeć była ikoną tamtych czasów, narodził się na kobiecych wargach nowy trend. Szminka czasów elżbietańskich była mieszaniną wosku pszczelego i pigmentów pochodzenia roślinnego. Szminkowa sielanka nie trwała długo, a jedynie do czasu gdy na tron wskoczyła królowa Viktoria, która uznała makijaż za niegodny i na długie lata wtrąciła go do celi zapomnienia. Po raz kolejny upiększającym się kobietom przypięto łatkę „Prostytutka”, a jedyną grupą zawodową – poza tą na P – która bez przeszkód mogła dekorować się makijażem były aktorki. Co więcej nagonka na makijaż, była na tyle silna, że malowanie się przed ślubem, było podstawą do zerwania zaręczyn, a nawet mogło kończyć się rozwodem. W 1770 brytyjski parlament, wydał akt, wedle którego za wiedźmy uważano kobiety, których usta malowane były szminką.
Tam tadamta tamta taaaaaramta (to miała być Marsylianka)
Pierwsza komercyjna szminka została wynaleziona w 1884 roku przez paryską firmę słynącą przede wszystkim z wyrobu perfum. Był to oczywiście produkt niezwykle luksusowy, wykonany z łoju jelenia, oleju rycynowego, oraz wosku pszczelego, pokryty jedwabnym papierem. Pod koniec XIX wieku francuska firma Guerlain rozpoczęła „masową” produkcję szminek, które to zapoczątkowały nową epokę w makijażowej historii.
I z górkiiiiiiii…
Rozpoczęła się szminkowa rewolucja, a mały sztyft nadający ustom kuszący i charakterystyczny dla tamtych czasów kolor, stał się absolutnym must have modnej kobiety.
Myśląc o produktach do ust, pierwszym co nasunie się nam na myśl jest oczywiście MAX FACTOR – artysta w dziedzinie makijażu. To właśnie on w 1930 roku stworzył pierwszy błyszczyk do ust. Błyszczyk zaskarbił sobie serca kobiet, ale badania przeprowadzone w 1950 roku, wykazały że 2/3 ankietowanych kobiet nosiło szminkę na ustach przez cały dzień!!! Utrzymywanie koloru na ustach było koszmarem, poprzez niekończące się poprawki. Kobieta tamtych czasów, to kobieta przeglądająca się we wszystkim w czym da się zobaczyć. W 1949 roku, kobieta Hazel Bishop wyszła na przeciw oczekiwaniom kobiet, tworząc pierwszą, trwałą, nie ścierającą się szminkę.
Hazel Bishop urodziła się w 1906 roku. Jako dziewczynka ukończyła Bergen School for Girls w Jersey City. Dzięki kursom wieczorowym w Columbia University uzyskała wykształcenie chemika. W 1930 roku podjęła pracę jako asystent w laboratorium dermatologicznym przy Kolegium Lekarzy i Chirurgów. Tam przy współpracy z A.B. Cannon, zrodził się pomysł stworzenia linii kosmetyków hipoalergicznych znanych jako Almay!W czasie wojny pracowała dla Standard Oil Development Company, jednak w myślach nie porzuciła swych kosmetycznych planów. Po pracy spędzała długie godziny, eksperymentując, wyszukując idealnej formuły trwałej szminki, która miała zrewolucjonizować kobiecy świat.

W 1949 roku jej dzieło, którego głównym składnikiem był kwas bromowy, było gotowe by ujrzeć światło dzienne. Produkt o nazwie stay-on, czyli nierozmazująca się szminka, sprzedała się w niewiarygodnej ilości egzemplarzy, a zyski firmy, której Bishop była właścicielem, wzrosły z $49,527 w 1950 do $10,100,682!! w 1953, co było dowodem spektakularnego sukcesu.Wprowadzenie przez firmę Revlon w 1951 i 1953 roku, alternatywnych szminek, inspirowanych pomysłem Bishop było początkiem jej końca. Współwłaściciel, niezadowolony z efektów pozwał kobietę, pozbawiając ją prawa do sygnowania firmy jej własnym nazwiskiem. Ta nie poddała się i w 1980 roku przeszła do firmy, która przyczyniła się do jej wcześniejszego upadku.

Zmarła w 1998 roku w wieku 92 lat pozostawiając po sobie kobiecy atrybut – szminkę w czystej formie, która po dziś dzień jest podstawą wyposażenia statystycznej kosmetyczki.

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.