Inwazja pozycjonerów, czyli: jak nie pisać komentarzy

Komentarze cieszą blogera, bo są (a przynajmniej: powinny być) dowodem na to, że nie pisze on wyłącznie sobie a muzom, że ktoś bloga odwiedza, czyta, może też i chwali. Ostatnio jednak mam do czynienia z prawdziwą inwazją chytrych lisów, którzy dodają swoje trzy grosze z jedną jedyną intencją: żeby zamieścić link do własnej strony, a czasem i jakieś słowa kluczowe. Nic w tym złego, link jest podziękowaniem dla komentatora, ale trzeba też mieć za co dziękować. Ten wpis dedykuję więc rozmaitym lisom-chytrusom, którzy chcieliby mieć coś za nic.
Chytrus chciałby pozycjonować własną stronę za darmo

Fot. dyet / sxc.hu

No bo tak się składa, że od jakiegoś czasu (być może w związku z dodaniem InterJAK-a do wyszukiwarki blogów, stosujących tzw. dofollow, coraz częściej miewam gości, dodających – chyba masowo, w różnych blogach – jakieś pojedyncze, uniwersalne, nic nie znaczące zdania typu „Tak tak, rzeczywistość potrafi czasem zaskakiwać”. Plus, ma się rozumieć, linki do własnych witryn. I nie są to bynajmniej ani boty, ani anglojęzyczni, pardon, durnie, robiący to od lat, lecz rodzimi internauci.

Jak umieszczać linki do swoich stron w cudzych witrynachOtóż, drodzy pozycjonerzy i autopozycjonerzy: najlepszym sposobem na dodawanie linków do własnej witryny jest skorzystanie z wyspecjalizowanych serwisów – ot, choćby takich jak ten, którego banner prezentuję obok. Wystarczy kliknąć, założyć konto i można szaleć, ile dusza zapragnie. Nie trzeba wymyślać uniwersalnych zdań, pasujących do niemal każdego wpisu na każdym blogu, nie trzeba udawać, że się coś przeczytało, zrozumiało i skomentowało: za – dosłownie – grosze można pozycjonować własne dzieła do woli, przy okazji dając zarobić blogerom.

Zwłaszcza, że blogerzy potrafią być wredni. Ot, choćby ja: gdy widzę takie pseudokomentarze, wpychane tylko po to, by wcisnąć link do własnej strony, zbiera mi się na psikusa. WordPress daje mi mianowicie do ręki znakomite narzędzie, pozwalające edytować komentarze: „genialne” zdanko pozycjonera może się więc ukazać, ale link już nie, bo go w sekundę wycinam – i cała robota na marne. Oczywiście potrafię też być bardziej wredny i posłać cały „komentarz” do piachu, czyli do kosza. I nierzadko to robię, z sadystyczną wręcz przyjemnością, bo wiem, ile pracy kosztuje mnie pozycjonowanie mojego bloga, a więc nie mam ochoty dzielić się jej skromnymi owocami za darmo.

Dodaj link w tekście lub w specjalnym boksieTymczasem korzystanie z wyspecjalizowanych serwisów ma i tę zaletę, że za parę groszy można umieszczać linki do własnych stron nie tylko pod wpisami, nie tylko w specjalnych boksach reklamowych, ale nawet w tekstach, o ile tylko znajdzie się tam odpowiadające nam słowo lub fraza. Ten obrazek z lewej strony prowadzi właśnie do takiego serwisu.

Co, oczywiście, wcale nie znaczy, że nie można promować własnej strony poprzez komentowanie wpisów w blogach, także i w tym. Można, a nawet trzeba – byle z głową. Postaram się wkrótce napisać o tym, jak pisać i umieszczać komentarze tak, by wilk był syty, a owca cała. Komentarze mogą być bowiem korzystne i dla blogera, i dla komentatora – byle tylko przestrzegać pewnych zasad.

O jednej wspomnę już teraz: warto pamiętać o przestrzeganiu prawa. Wiadomo na przykład, że adwokatom nie wolno się reklamować. Na co więc liczył „pozycjoner”, starający się wepchnąć mi link „Doświadczony adwokat [tu nazwisko] wygra każdą sprawę”? Pojęcia nie mam. Albo inny, starający się promować tutaj stronę, która zawiera zakazane w Polsce reklamy zagranicznych serwisów bukmacherskich?

Komentarze to ogromny potencjał, zarówno dla blogerów, jak i dla komentujących – szkoda go marnować. Już wkrótce nowy wpis – o tym, jak efektywnie z tego narzędzia korzystać.