Kobieto! puchu marny! ty wietrzna istoto!
Postaci twojej zazdroszczą anieli,
A duszę gorszą masz, gorszą niżeli!…
Przebóg! tak ciebie oślepiło złoto!
I honorów świecąca bańka, wewnątrz pusta!
Bodaj!… Niech, czego dotkniesz, przeleje się w złoto;
Gdzie tylko zwrócisz serce i usta,
Całuj, ściskaj zimne złoto!

Nie czarujmy się, każda kobieta ma w sobie coś z dziwki. Mentalnie, estetycznie, w sypialni, poza nią, whatever. Ważna jest nasza cena, którą zupełnie nieświadomie ustalamy gdzieś w odmętach naszej podświadomości, która sprawia, że możemy podzielić się na kilka odrębnych grup. Te bardziej ekskluzywne, ekonomiczne czy też bidulki zupełnie oszczędnościowe. Bywamy miłe i kochane, gdy uświęca nam wizja upatrzonej na wystawie sukienki. Robimy cuda, gdy ukochany obieca nam wymarzony prezent i potrafimy być wyjątkowo nieprzyjemne, gdy nam się nasz chytry plan nie uda.
Lubię tę część kobiecej natury, która niczym kocica pręży grzbiet, wyraźnie zaznaczając swoje miejsce w przestrzeni domowej, a w chwilach nieporozumień wysuwa ostre jak brzytwa pazury i szarpie, odrywa po kawałku, stawiając na swoim, choćby nie wiem co. Ów foch, to nasza broń kobieca, która poza osławionym i nieco przereklamowanym seksapilem, gwarantuje nam naszą autonomię, niezależność, asertywność i wszystko to, co może uczynić nas istotą szczęśliwą. Banał? Założę się, że każdy facet drży na samą myśl o kobiecym fochu i tysiąc razy bardziej wolałby karczemną awanturę niż nasze tajemnicze ciche dni.
Nikt tak jak kobieta nie daje się wykorzystywać. Rodzimy, wychowujemy, pracujemy, gotujemy, pierzemy, sprzątamy, prasujemy, chodzimy po przychodniach, aptekach, urywamy ręce od nadmiaru siat z zakupami, nie śpimy po nocach, leczymy, przyszywamy pourywane guziki i robimy wszystko to co niezauważalne, a tak pracochłonne, że w zasadzie życie przecieka nam pomiędzy palcami. Poniedziałek zamienia się w piątek, ten transformuje w niedzielę i od nowa, tak przez całe życie. Mamy gorsze chwile, w ciszy ronimy łzy, chcemy uciec, czasem otrząsamy się w ostatniej chwili w jednym kapciu na klatce schodowej, pytając same siebie „gdzie? Moje miejsce jest tutaj”. Ale czy na pewno?
Pamiętacie film „Niemoralna propozycja”, w której główna bohaterka, szczęśliwa żona wpada w oko paskudnie bogatemu milionerowi, który składa jej propozycję co najmniej trudną do odrzucenia? Odmówiłabyś, gdyby obcy mężczyzna zaproponował Ci sto tys. zł w zamian za jedną noc? A milion? Może dwa? Jaka jest Twoja cena? Jedna noc, po której wszystkie problemy odpłyną w siną dal. Jedna noc, która otworzy Ci drzwi do spełnienia Twoich najskrytszych pragnień. Jedna noc, która pokaże jak wiele warta jest Twoja kobiecość.
Podnoszę poprzeczkę. Ciekawa jestem, czy wybrałabyś opcję, w której mąż, partner, chłopak wie o dobrze płatnym skoku w bok? Opcję podwójnie obciążającą sumienie zdradą, kłamstwem i sprzedawaną łudą, że nic się nie stało, a okrągła sumka na koncie bankowym to zwykły fart w pewnej loterii no name. A może lepsza byłaby wersja rodem ze wspomnianego filmu, w którym wchodzicie w to razem, po wielogodzinnych konsultacjach, dzieląc się piętnem po połowie? To pozornie łatwiejsze rozwiązanie zrobiłoby kochającemu facetowi papkę z mózgu i to dosłownie. Przez resztę Waszego krótkiego, wspólnego życia myślałby wyłącznie o tym, jak Ty i tamten, razem… Jak tamten dotykał Twoje nagie ciało, które odpowiadało na jego dotyk budzącym się do życia podnieceniem. Jak Twoje „nie chcę” z każdym jego  pocałunkiem dojrzewało do natłoku myśli, że jest Ci dobrze, nad wyraz dobrze . Jak Twoje z początku szczelnie ściśnięte uda, uchylały się pod naporem jego nabrzmiałej męskości, która bezwstydnie pragnęła zaznaczyć w Tobie swą obecność. Jak początkowy opór przeradzał się we wzajemne zadawanie sobie przyjemności, która podjudzana kolejnymi porcjami adrenaliny, doprowadzała Cię na skraj rozkoszy zupełnie innej, od tej którą zadawał Ci on sam. Dotychczasowe uczucia zamieniły by się w pomieszanie wstrętu do Ciebie i siebie oraz ciekawości czy jego wyobrażenia miały cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. Natrętne myśli nie pozwoliłyby o sobie zapomnieć. Nigdy, przez co Wasz związek nabyłby skazę, która zbroczona gangreną doprowadziłaby do psychologicznego końca waszej jedności. Milion dolarów na koncie, może dwa miliony, wspólne, samotne wakacje, które stanowiłyby spektakularne upamiętnienie waszego końca.Ale przecież zawsze można wyłączyć sumienie…

Destrukcja, to potrafimy najlepiej i potwierdzi to każdy zraniony przez nas samiec.

Chciałabyś być  bohaterką mojej opowieści? A może nie mam racji, a mój tok myślenia, aż kipi od nadmiaru romantyzmu, który był w modzie w epoce Mickiewicza, którego fragment przytoczyłam we wstępie?

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Sporo prawdy z tą dziwką 😉

  • Spotkałem pare osób które nie miały sumienia ja bym tak nie potrafiła naprawdę ile w sobie trzeba mieć tej nienawiści żeby być takim człowiekiem to nie mam pojęcia