Pomimo XXI wieku, temat wszy to wciąż temat tabu. Wstydzimy się o nim rozmawiać, tkwiąc w błędnym przekonaniu, że wszy dotykają tylko przedstawicieli specyficznych środowisk, które ja nazywam „personami z pod ciemnej gwiazdy”. Nic bardziej błędnego i aby pojąć to, w jak wielkim błędzie tkwiłam od zarania, musiałam przekonać się o tym na własnej skórze.Pamiętam telefon z przedszkola:

– Pani Aniu, mamy problem, Jasio ma wszy – ja prtole, pomyślałam – ale proszę się nie martwić, mamy w przedszkolu małą inwazję, proszę przyjechać po Jaśka, a po drodze wstąpić do apteki po odpowiedni preparat.

Nogi się pode mną ugięły, a w głowie, dotkliwie kołatała się tylko jedna myśl:
– Moje dziecko ma wszy. Poniosłam klęskę, dbam, pielęgnuję, a on ma wszy jak brudas jakiś…
Rozryczałam się jak głupia, jadąc tramwajem wertowałam strony internetowe z poradami jak pozbyć się tego dziadostwa z włosów mojego malucha. Preparaty, środki naturalne, ocet, olejki, grzebienie, wrzątek, piec na „trzy zdrowaśki”, cała masa informacji i tak na prawdę ani jednej metody, przy której napisano by o jej stuprocentowej skuteczności. Ułożyłam w głowie, szybki, wydawało mi się racjonalny plan działania:

Wizyta w aptece

i zakup dobrego preparatu. W tym przypadku na piątkę spisała się Pani w aptece, która poleciła mi na prawdę skuteczny preparat, który pozwolił nam się rozprawić z armią żywych osobników, przebywających w głowie mojego brzdąca. Polecam Hedrin, roztwór 1h, który jest łatwy w obsłudze i nie wymaga od nas zbyt wiele stresujących dziecko czynności. Nakładamy go na głowę, zakładamy jakieś nakrycie głowy, bo preparat jest tłusty i zostawia ślady na wszystkim, z czym zetknie się główka naszego dziecka, myjemy głowę jak zwykle i po krzyku. Zdechłe, przyduszone robaki, same wypływają z głowy, przez co nie musimy włosów szczotkować. Zabieg powtarzamy po 7 dniach i problem z głowy.

To by było na tyle w sferze marzeń, pogadajmy o konkretach. Hedrin, wart jest swojej ceny (ok. 22- 30 zł). Jest wydajny, skuteczny, bezpieczny, gdyż jest niczym innym jak 4% roztworem dimetikonu, który nie truje, a dusi owady, przez co pozbycie się żywych osobników jest dziecinne proste. Hedrin w całej swej

doskonałości, wbrew zapewnieniom na ulotce, nie uchroni nas przed jednym i w zasadzie najgorszym w całej przygodnie z wszami, gromadą żółtawych, maleńkich jaj (gnid), które uparcie trzymają się włosów i za Chiny ludowe, nie chcą nam odpuścić. To prawdziwa masakra.

Domowe sposoby,

o których poczytacie w internecie, dlatego ja nie będę zanudzać Was wachlarzem możliwości, a napiszę wyłącznie o tych, które sama wypróbowałam.

Olejek z drzewa herbacianego –  w teorii olejek ten jest naturalnym środkiem owadobójczym, który skutecznie zabija wszy a dodatkowo łagodzi swędzenie. Wystarczy, że zmieszamy 10 kropelek olejku z 50 ml przegotowanej wody. Miksturę najlepiej przygotować w buteleczce, która pozwoli nam łatwo aplikować specyfik, dlatego najlepiej sprawdzi się butelka z tzw. psikpsikiem po octenisepcie. Po kuracji preparatem z dimetikonem, spsikaj jeszcze mokre włosy, roztworem olejku i poczekaj aż wyschną. Kiedy wyschną rozczesz je gęstym grzebieniem by usunąć wszy. Roztworu używaj przez minimum dwa miesiące, gdyż olejek z drzewa herbacianego charakteryzuje się także działaniem odstraszającym na uciążliwe owady we włosach.

Innym sposobem jest wymieszanie trzech łyżek stołowych oliwy z oliwek z jedną małą łyżeczką olejku herbacianego. Mieszankę nakładamy na skórę i włosy i rozprowadzamy dokładnie pozostawiając na głowie około 30 minut. Po tym czasie należy umyć włosy codziennym szamponem, a kurację tę powtarzać dwa razy w tygodniu przez około dwa miesiące.

Uwaga: Należy zachować ostrożność podczas stosowania olejku gdyż jest on bardzo silny.

Ocet – w teorii jest prostym sposobem na wyeliminowanie wszy i gnid. Wysoka zawartość kwasu octowego z powodzeniem zabija owady, oraz dodatkowo rozpuszcza martwe jaja. Niestety w praktyce, polecam stosować go wyłącznie pomocniczo, gdyż jego skuteczność jest mocno przereklamowana. Ocet rozcieńczamy z wodą w stosunku 1:1 i roztworem tym płuczemy świeżo umyte włosy. Zabieg należy powtarzać 2 lub 3 razy w tygodniu przez około 2 miesiące.

Równolegle z powyższymi zabiegami regularnie i dokładnie szczotkuj włosy gęstym grzebieniem.

Niestety wszystko powyższe nie zagwarantowało nam obiecywanego sukcesu i po kilku dniach, ponownie znalazłam w głowie Jasia kilku nieprzyjaciół.

– o nie, GNIDY ze mną nie wygracie!!! Wygrałyście bitwę, ale wojny nie wygracie!!!

Wytoczyłam najcięższe działa. Tradycja, medycyna, wieloletnie doświadczenie firm farmaceutycznych, które jak wiemy jedyne co robią dobrze, to wyciągają kasę z naszych kieszeni, przeciwko zdesperowanej matce, która nie miała zamiaru załamywać rąk i brać kolejnych dni wolnego w pracy. Nie tym razem!!! Po krótkiej wyprawie do sklepu ze sprzętem rtv i agd, lżejsza o parę złotych przyniosłam do domu … PROSTOWNICĘ!!! Należę, do tych kobiet, dla których tego typu sprzęt do włosów, wydawał się zbytkiem łaski, za co wszem i wobec chciałam wszystkie czytające mnie prostownice przeprosić.

Prostownica do włosów

Moi mili, to moim zdaniem jedyna, w 100 procentach skuteczna metoda na pozbycie się tego gówna z włosów. Gnidy skwierczą aż miło po czym złuszczają się z włosów po każdym przeciągnięciu pasm grzebieniem. Poczucie satysfakcji jest tak wielkie, że czułam się przy tym tak, jakbym osiągała nirvanę. Wojna wygrana, a ja po kilku tygodniach frustrującej walki mogę odetchnąć z ulgą, że złowieszczo wyglądające, pojedyncze gnidy w czuprynie mojego dziecka, są tylko niemiłym wspomnieniem, które przestaje spędzać sen z mych, zmęczonych powiek.

Dodatkowo

Po uporaniu się z żywymi, a więc po wysmarowaniu dziecka preparatem zakupionym w aptece, należy wdrożyć w domu intensywne sprzątanie. To bardzo ważny element walki z pasożytem, którego pod żadnym pozorem nie wolno pominąć. Należy wyprać wszystkie pościele i to w minimum 60 st C. Nie należy pominąć koców, maskotek i ręczników, z którymi mogło mieć do czynienia nasze dziecko w czasie gdy nosiło na sobie „wszowe” osiedle mieszkaniowe. Należy wygotować szczotki, grzebienie czy ozdoby do włosów, a także czapki, szaliki i wszystko inne, z czym nasze dziecko mogło mieć kontakt podczas załapania lokatora. W dalszym etapie odkurzamy, wietrzymy, a rzeczy, których z jakiegoś powodu nie możemy uprać, izolujemy na jakiś czas od siebie, by odcięte od pożywienia szkodniki padły z głodu. Pamiętajmy, że wszy są wysoce zaraźliwe, zatem należy zachować wszelkie zasady ostrożności, by problem nie zaczął dotyczyć całej rodziny, klatki, a nawet osiedla 😉

Zdjęcia:
Wikipedia i strona producenta

 

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.