Pamiętam najbardziej wkurzającą, powtarzaną niczym mantra kwestię mojej mamy – „zobaczysz jak to jest, jak będziesz miała swoje dziecko”. To wtedy, jako młoda, dopiero rozkwitająca do życia dziewczyna postanowiłam być „inną”, mniej upierdliwą mamą.

I co? Mój Jasio ma rok, a ja wiem że moja mama jak zwykle miała rację. Co więcej po części jestem swoją mamą i chcę nią być jeszcze bardziej.
Nie znosiłam sytuacji, gdy po całej masie rzeczowych i bardzo mądrych (moim zdaniem mądrych) argumentów, moi rodzice zgodnie stanowili ścianę, od której cały mój skrzętnie planowany tok rozumowania rozbijał się w drobny maczek. Wydawało im się, że wiedzą lepiej co jest dla mnie dobre, a co nie. Wkurzało mnie to, zwłaszcza że wszyscy w koło nie mieli podobnych do mnie problemów, a ich rodzice zdawali się nie wtrącać do ich młodocianego życia. Nie rozumiałam dlaczego większość koleżanek ma luz, podczas gdy ja o prawie wszystko musiałam pytać, obowiązywały mnie ramy czasowe i nie mogłam wyglądać tak jak chciałam wtedy wyglądać (o zgrozo).
Z perspektywy czasu wiem, że moi najdrożsi rodzice ze wszystkich sił chronili mnie przed światem, bo ich miłość do córki nie pozwoliła im na zawierzenie roztrzepanej nastolatce. Wiedzieli, że moje „chcę” nie idzie w parze z tym co „jest dla mnie dobre” i za wszelką cenę starali się uchronić mnie przed popełnianymi błędami.

Dziś i ja jestem matką i wiem, że wszystko co postanowiłam wtedy nie ma racji bytu. Drżę na samą myśl o spuszczeniu Jasia z oczu, a co dopiero o pozwoleniu mu na bezasekuracyjne popełnianie decydujących o jego przyszłości błędów. Przecież biologicznie zaprogramowano mnie inaczej. Zaopatrzono mnie w instynkt, który bezbłędnie pozwala mi przewidywać co jest dla Niego dobre, a co złe. Wiem, że jako matka będę starała się chronić Jasia przed całym otaczającym Go złem. Wiem też, że moja ingerencja musi być na tyle dyplomatyczna by mój syn nie czuł, że podcinam mu skrzydła, odbierając możliwość podejmowania własnych decyzj . Z luźnej mamy nici, o ile luźną nie można nazwać matki rozsądnie kochającej.

Musiałam skosztować owej gorzkiej słodyczy, by zrozumieć to co wówczas było dla mnie niepojęte. Musiałam poczuć strach (ową gorycz) i przepełniającą mnie troskliwość, by pojąć jak bezcennym skarbem jest dla mnie moje dziecko. Tego nie da się wyobrazić, to po prostu trzeba poczuć, by w końcu zrozumieć postępowanie naszych rodziców. Jako matka muszę przewidywać, być kilka kroków przed każdą chwilą naszego życia, a najbardziej przerażającą mnie wizją, jest ta, w której mojemu synkowi mogłoby się coś stać. Nie ważne czy teraz czy kiedykolwiek później. Żyjemy w chorych, bardzo niebezpiecznych czasach, w których zło czai się na każdym kroku, chcąc dorwać nas dosłownie z każdej możliwej szczeliny naszej egzystencji. Któż jak nie rodzice, powinien otoczyć dziecko parasolem ochronnym, nakierowując Go na tory bezpiecznego dorastania? Najchętniej zamknęłabym Go w swoich ramionach, nie wypuszczając ani na chwilę, pilnując każdego Jego oddechu. Tylko wtedy byłby na prawdę bezpieczny, bo prędzej padłabym trupem, niż pozwoliłabym aby spadł mu chociaż włosek z głowy. Wiem, też że moim obowiązkiem jest usuwanie zagrożeń tak, by nauczyć Go życia, wychować Go na człowieka odważnego, a zarazem takiego, który samodzielnie dokonywał będzie mądrych wyborów. To właśnie dlatego, tak często otwierając usta słyszę wydobywający się z nich głos mojej mamy. Bezwiednie cytuję teksty regularnie zasłyszane w młodości, które wyryły w mej pamięci wizję idealnej nauczycielki życia. Chciałabym choć w części być tak dobrą mamą, jaką jest i była dla mnie moja mama właśnie i chciałabym dla Jasia właśnie takiego życia, jakie miałam szansę mieć. Beztroskie dzieciństwo, w którym jedynym mym zmartwieniem było inne zdanie, mądrzejszych ode mnie rodziców.

Wiem, że do powyższego trzeba dorosnąć, ale marzę by za 20 lat móc przeczytać lub usłyszeć o sobie podobne słowa. Zrobię wszystko by właśnie tak się stało…

 

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Anonimowy

    Córciu,……za te słowa :)) masz wybaczone wszystkie nieposłuszeństwa. Znaczy, że matryca w Twym cennym dla nas móżdżku powstała a już czasami wątpiliśmy.
    Twoja Mama ( jesteś cudną mamą)

  • I o to chodzi, żeby wnieść do swojego życia trochę z doświadczenia własnej mamy… Bo mam ma zawsze rację 😉