Dziś wpis z pogranicza kozetki u psychoterapeuty. Czy macie w sobie jakąkolwiek cechę, której nienawidzicie jak mało czego, która spija Wam sen z powiek i jej „obecność” odbiera Wam beztroskę codziennego egzystowania?

Ja mam i właśnie Wam o tym opowiem.Zwał jak zwał. Jedni nazywają to nerwicą natręctw, inni fanaberiami, jeszcze inni obsesjami, jedno jest pewne w dużym stopniu niszczą ludzkie życie, odbierając lwią część beztroskiego „niemyślenia” o niczym, wtedy gdy to „niemyślenie” możesz lub chciałbyś sobie zafundować.

Wyjaśniając tym z Was, którzy nie mają pojęcia o czym chcę Wam napisać, posłużę się cytatem ze strony abczdrowie.
Nerwica natręctw, czyli zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, charakteryzuje się występowaniem natrętnych myśli – obsesji (stąd nazwa nerwica natręctw myślowych) i czynności (kompulsji), którym nieodłącznie towarzyszy lęk. W przebiegu nerwicy natręctw można mówić o takich stanach psychicznych, jak: depresja,
derealizacja (poczucie, że świat jest w jakiś sposób zmieniony,
nierealny) i autoagresja. Inaczej nerwicę natręctw myślowych określa się
mianem nerwicy anankastycznej. Charakterystyczne cechy tego rodzaju nerwicy to przymus, z jakim pojawia się choroba oraz zależność – im mocniej pacjent walczy z objawami nerwicy, tym silniej się one manifestują. Osoba, która cierpi na nerwicę natręctw, odczuwa silny przymus
wewnętrzny, nakazujący jej wykonywać daną czynność. Jeśli jej nie
wykona, odczuwa lęk i niepokój. Osoby z najbliższego otoczenia chorego
powinny zauważyć natrętne wykonywanie przez niego określonych czynności,
np. mycie rąk.
Nie pamiętam momentu, w którym otaczająca mnie rzeczywistość zaczęła natrętnie determinować wszystkie moje działania. Pamiętam tylko, że zaczęło się dość niewinnie, od niepohamowanej potrzeby sprawdzania czy wszystko znajduje się na swoim miejscu. Czy portfel znajduje się tam gdzie trzeba (czyli w torebce) i czy w jego wnętrzu znajduje się wszystko co być powinno (pisząc to, oczywiście poszłam się upewnić czy wszystko jest na swoim miejscu). Potem doszło obsesyjne sprawdzanie drzwi (czy na pewno zamknięte). Potrafiłam cofnąć się sprzed szkoły, by sprawdzić czy na pewno pozamykałam wszystko tak jak należy. Wraz z dojrzewaniem, przybywało problemów, które bezlitośnie zajmowały moje myśli. Śmieję się, że jestem typem człowieka, który martwi się nawet tym, że się nie martwi. Uwierzcie, że jest to śmiech przez łzy, bo nie pamiętam chwili, w której „widzimisię” nie przejmowałoby kontroli nad moim życiem. Co gorsza, odnoszę wrażenie, że moje manie dojrzewają razem ze mną, przez co z biegiem lat przyjmują coraz bardziej upierdliwe formy.Wiecie, że codziennie sprzątam? Każdego, pieprzonego dnia latam ze ścierką w ręku i wycieram kurze, przecieram stół, blaty, parapety, odkurzam podłogi, które następnie przecieram mopem i niezadowolona z efektu poprawiam, przecierając ścierą na kolanach. Poleruję lakierowane fronty moich białych, kuchennych mebli po czym po raz n-ty w dniu przemywam zlew i przecieram kuchenkę. Każdego dnia robię pranie, które skrupulatnie składam wyciągając z pralki, by za chwilę równiutko rozwieszać na sznurkach, delektując się każdą dopraną plamą. Prasuję, absolutnie wszystko co da się uprasować. Najmniej starannie skarpetki, majtki i grube ręczniki, nad koszulami potrafię spędzać długie minuty, rozprasowując nawet mikroskopijne fałdki i zagniecenia, bo wszystko co robię muszę robić perfekcyjnie. Kocham zapach domowej chemii, a niemal ekstazę wywołuje u mnie zapach domestosa. Być może (mam nadzieję) jestem typem osobowości anankastycznej (lubiącej mieć wszystko pod kontrolą, uporządkowaną, pedantyczną), ale częstokroć jest tak, że ma codzienna rutyna obiera mi zdolność konstruktywnego myślenia. Bo jeśli nie umyję, to co? Czy kurzowy kot spod kanapy wylezie w nocy i rozszarpie mi tętnicę szyjną? Nie!!! Tyle, że świadomość braku namacalnego niebezpieczeństwa jest dla mnie niewystarczająca.

Jaś choruje. Odkąd chodzi do żłobka przynosi ze sobą przeróżne infekcje, które przez miniony rok toczyły naszą trójkę niczym gangrena. To właśnie wtedy moje obsesje zyskały na sile. To irracjonalne, bo jako mikrobiolog wiem, że nadmierna czystość to zdrowotne stąpanie po cienkim lodzie, ale nie mogę przetłumaczyć sobie, że moje dziecko mogłoby żyć w brudnym pokoju, spać w niewykrochmalonej pościeli i chodzić w niewyprasowanych ubrankach.

Zaburzenia obsesyjno – kompulsyjne dotyczą 2 proc. populacji i należą do najczęstszych schorzeń psychicznych obok uzależnień, fobii czy depresji.

Życie z kimś takim bywa trudne, gdyż wszystko co odbiega od mojej wizji uporządkowania wywołuje we mnie stres i gonitwę myśli. To samonakręcającą się machina podburzania samej siebie na swoje własne fanaberie. Nie znoszę tracić kontroli, nie lubię gdy ktoś lub coś zaburza moją przestrzeń, dokładając niekoniecznie lubiane przeze mnie „3 grosze”. To wariactwo, ale okruchy na podłodze czy ptasia sraczka na szybie okna wkurzają mnie jak mało co na świecie. Co więcej komplementy znajomych z rodzaju „jak Ty sobie świetnie radzisz z domem”, „jesteś Perfekcyjną Panią Domu”, „ale masz czysto” itp. sprawiają, że staram się być jeszcze lepszą. Ambicja, to cudna cecha, pod warunkiem, że nie rujnuje Ciebie jako człowieka, odbierając kontrolę nad samym sobą i własnym życiem. Jeśli to rzeczy determinują Twój sposób myślenia, humor czy plan dnia, to znak że masz problem.

Mój dzień to realny „Dzień Świra”. Jestem Adasiem Miauczyńskim w skórze kobiety, a to co napisałam to moje katharsis, swoiste oczyszczenie, które pozwala mi na poczucie, że sama świadomość moich obsesji trzyma mnie w ryzach jeszcze (na szczęście) zdrowego rozsądku.

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Wiem coś o tym ;/ mam bardzo podobne do Twoich problemy, ale staram się jakoś z tym walczyć 🙂 za Ciebie rownież trzymam kciuki!

  • Iza

    Powodzonka!!! 🙂

  • Ewa

    Gratulację i powodzenia 🙂

  • Bardzo dobry wpis ! :DD

  • Powodzenia i pozdrawiam! 😀