Pamiętam dzień, w którym na teście ciążowym zobaczyłam dwie kreski. Pamiętam radość przemieszana w równych proporcjach z niewyobrażalną obawą i strachem. Czy podołam? Czy razem damy radę i czy wszystko będzie tak jak być powinno?

Od tamtej pory rozpoczął się w mym życiu czas wicia gniazda. I to dosłownie. W kilka tygodni kupiliśmy mieszkanie, porzuciliśmy naszą wynajmowaną kawalerkę i uczyliśmy się dorosłości w kursie o przyspieszonym profilu nauczania. Chciałam przyjąć królewicza w domu pełnym wyczekiwania, gotowym na jego przyjęcie i udało się. Moje małe zawiniątko zamieszkało w ślicznym pokoiku, w którym wszystko zostało stworzone dla niego i z myślą o nim. On sam rósł, z dnia na dzień zmieniał się i chłoną wiedzę oraz otaczający go świat niczym mech krople rosy.

Tutaj wspominałam Wam już o mojej manii chwytania chwil w formie pamiątkowych fotografii. Mój mały chłopczyk zmienia się tak szybko, że unikatowe chwile z jego życia ulatywałyby w przestrzeń niczym mgła. Dzięki mojej niekończącej się kolekcji zdjęć Jasieczka, na swój sposób cofam się w czasie, odtwarzając w mej pamięci pierwszą zjedzoną przez synka marcheweczkę, pierwszy sukces na nocniku, pierwsze „mama” i jego pierwsze, niezdarne kroczki. A chwile warte zapamiętania mnożą się z każdą nawet najmniejszą chwilą, przez co dysk na komputerze, a także specjalnie zakupiony dysk przenośny o ogromnej pojemności pękają w szwach. A co by było gdyby nagle zniknęły? Komputer może się zepsuć, dysk może paść pogrzebując wraz z sobą wszystkie najważniejsze pamiątki z naszego życia. Umarłabym z żalu…

Dlatego cieszę się, że mogę swe skarby zamknąć w formie sentymentalnej książki. Co więcej postanowiłam każdy kolejny rok życia mojego synka uwieczniać właśnie w takiej formie. Mam już dwie części i zbieram materiał na tą następną z okazji trzech lat synka, które za nieco ponad rok, a to przeraźliwie szybko zleci.

Jeśli chcielibyście stworzyć własną fotoksiążkę (gwarantuję to nic trudnego), zachęcam do zapoznania się z ofertą firmy Printu (www).

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.