Jesień to zdecydowanie dyniowa pora roku. To pękate warzywo było jednym z pierwszych, które zaserwowałam mojemu Jasiowi podczas jego przygody z poznawaniem smaków. Moja wiedza o jej potencjale, nie zatrzymała się na poziomie dyniowej papki, dlatego dziś pragnę Wam zaprezentować papkę z dyni z dodatkiem polskich jabłek :p

Połączenie słodkiej dyni i kwaskowatych jabłek to niezwykle zgrabny duet. Jeśli dodatkowo dodamy odrobinę marchwi, por i pietruszkę uzyskamy witaminową bombę, która pomoże przetrwać nawet najbardziej nieprzyjemne słoty bez uszczerbku na zdrowiu.
Składniki na 2 porcje:
2 średniej wielkości marchewki
Połówka niewielkiego pora
1 pietruszka
Dynia piżmowa
2 średniej wielkości jabłka
Nóżka z kurczaka z kością
Liść laurowy
Sól
Łyżka masła
Sposób przygotowania:
Jedynym minusem dyni jest jej obieranie. Dynia to twardzielka i trzeba wziąć się na sposób by ją oskórować. Następnie pozbywamy się jej pestek i kroimy w równą kostkę. Obieramy jabłka, wycinamy gniazda nasienne i kroimy w mniej więcej równe kawałki. Marchew, pietruszkę i pora dusimy chwilę na maśle, zalewamy 150 ml wody i dodajemy pokrojoną dynię i jabłka. Dusimy pod przykryciem do miękkości.
W osobnym garnku gotujemy nóżkę z liściem laurowym. Gdy nasze warzywa zmiękną, dodajemy je do gotującego się wywaru mięsnego, chwilę gotujemy i pozostawiamy chwilę do przestygnięcia. Miksujemy na jednolity krem i gotowe.
Część swojej zupki przełożyłam do słoików, spasteryzowałam dzięki czemu mam zapas zupy na czarną godzinę.
 
Smacznego

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.