Pamiętam sytuację sprzed kilku miesięcy, kiedy to na placu zabaw do raczkującego jeszcze wtedy Jasia podbiegły trzy dziewczynki, jedna po drugiej i zacałowywały moje zdziwione dziecię, ku uciesze wszystkich obserwujących to mam. Wtedy to po raz pierwszy dotarł do mnie fakt, że jestem mamą małego przystojniaka.

Nic nie przeraża mnie tak bardzo, jak nietrafione wybory serca mojego syna w przyszłości. Porażki miłosne bolą najbardziej, a nam rodzicom nie wypada się wtrącać. Podobno. Ja nie gwarantuję! Nigdy nie obiecam nikomu tego, że nie będę psioczyć na dziewczyny, które nie przypadną mi do gustu. Dziś śmieję się z chłoptasiów, którym mamusie kreują cały świat, ale jednocześnie drżę, że kiedyś będę teściową z koszmarów, dowcipową jędzą, która spędza sen z powiek swoim potencjalnym synowym…
Różnice pomiędzy chłopcami i dziewczynkami rysują się już od najmłodszych lat. One od samego początku są z Wenus, a Oni wprost z czerwonego Marsa. Mój piętnastomiesięczny Marsjanin, co prawda nie ma czułków i zielonej skóry, ale  ma już swoją wenusJAŃSKĄ „przyjaciółkę” Hanię, która jako mała dama wyciąga z pudełka zawsze jedną zabawkę, do zabawy wystarczą jej tylko dwa, wybrane klocki i nie lata po domu jak proton w wielkim zderzaczu hadronów. W przypadku Jasia jest tak samo, tylko na odwrót :p Lata po domu, potykając się o porozwalane chwilę wcześniej zabawki. Oczywiście podejmuję próby uczenia go odkładania wszystkiego na miejsce, ale mężczyźni się tego nie uczą, NIGDY. Kojarzycie skarpetki koło łóżka, albo zapomniany T-shirt pod kanapą, który kurzył się tam od poprzedniego generalnego sprzątania? O tym właśnie mówię :p Faceci uważają, że bałagan nie istnieje, a żeby dla nich zaistniał musi być na prawdę ekstremalny.Tak więc, toczę nierówną walkę z wiatrakami. Sprzątam tony zabawek, przeklinając pod nosem na cholerę ich tyle?! W przeklinaniu wtóruje mi mąż, który na głos wypowiada moje myśli i co z tego jak w Jaśka mniemaniu to właśnie bajzel, chaos i rozpierducha są tym, czego mu do szczęścia potrzeba? Porządek jest nudny, a zabawki są po to, żeby nimi rzucać, przenosić z miejsca na miejsce i pozostawiać w przedziwnych miejscach, które swą osobliwością przerastają matczyną, bujną przecież wyobraźnię. Gumowa kaczka nurkująca w ubikacji (bo zapomniałam zatrzasnąć drzwi), wiecznie wyrzucane do kosza łyżeczki do herbaty (dlatego mam ich coraz mniej) czy pampers utopiony w wodzie po kąpieli (swoją drogą niesamowitą ilość wody jest w stanie pochłonąć) to moja proza życia. Mój mistrz świata w bałaganiarstwie, nie bez kozery zyskał miano Harpagana i nawet w żłobku jest znany z tego, że wszystkie zabawki muszą być tam, gdzie poniesie je Jasio.

Słowo harpagan stosuje się do określenia kogoś, kto jest porywczy, pełen energii a zarazem zachowuje się jak szaleniec. Wyraz ten może służyć również jako komplement (patrz-przykłady).

Źródło: http://www.miejski.pl/slowo-Harpagan

Jego chęć poznawania świata objawia się na każdym jego kroku. Je całym sobą, przez co codziennie przebieramy się z pięć razy i to od stóp do głów. Pewnego dnia w namacalny sposób postanowił zapoznać się z zawartością nocnika. Ma bzika na punkcie elektroniki, dlatego jest postrachem wszystkich pozwijanych skrzętnie i poukrywanych (myśleliśmy, że skutecznie) w szufladach kabli, zapasowych myszek od komputera i padów do PS4. Doniczki traktował jak piaskownicę, przez co wszystkie kwiatki powędrowały wyżej, a rozwieszone na suszarce pranie, lepiej żeby było rozwieszane w czasie, kiedy Jasio śpi.

I pomimo początkowego zapowietrzania się na widok Jasia umorusanego budyniem po same czubki jego krótkich włosków, dziś jako mama z ponad rocznym stażem cieszę się, że mój mały synek pochłania świat do tego stopnia, że postanowił go po swojemu poustawiać. Nawet jeśli założony przez niego sposób „uporządkowania” przestrzeni całkowicie mija się z pojęciem Feng Shui :p

Pozdrowienia dla małej Hani i jej supermamy, która jest twórczynią Jaśkowej ksywy :p i cudowną koleżanką.

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Anonimowy

    Koleżanka*
    Ale mają blad włoski oby dwoje: p

  • Czuję się zaszczycona 🙂 :*