Antybiotyki już od pewnego czasu, traktowane były jako uniwersalny lek na wszystko. Lekarze stosowali zasadę „pacjent stoi pacjent leży, antybiotyk się należy”.

Tymczasem, powyższa postawa doprowadziła do bardzo groźnej sytuacji, kiedy to skuteczność antybiotyków w przypadku coraz większej liczby szczepów chorobotwórczych drobnoustrojów stanęła pod wielkim znakiem zapytania. Od końca lat dziewięćdziesiątych obserwujemy niepokojący wzrost lekooporności drobnoustrojów o charakterze klinicznym, epidemiologicznym, społeczno- ekonomicznym i politycznym. 
Dlaczego? Przypomnijmy sobie jak wygląda większość wizyt w gabinecie lekarskim. Lekarz nie angażuje się w przypadek pacjenta, a każdego z osobna traktuje według ściśle założonego przez niego samego schematu. Osłuchanie z tyłu, osłuchanie z przodu, kontrola węzłów chłonnych, gardło, krótki wywiad i recepta. Ta ostatnia niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z infekcją wirusową czy też bakteryjną, w 99% przypadków opiewa na jakikolwiek preparat oparty na bazie antybiotyków. Na popularne przeziębienie czy grypę, swego czasu celebrytkę, antybiotyk nie pomoże, co gorsza zaszkodzi, bo wirusy to takie „stwory”, którym leki nie straszne, ale co tam… Ważne, że portfele kilku osób z firm farmaceutycznych uginają się od ciężaru grosza pacjenta, naiwnie wierzącego w kompetencje swojego lekarza pierwszego kontaktu. W efekcie, grypa leczona czy nieleczona trwa tyleż samo. Tak samo męczy i wycieńcza organizm, z tą tylko różnicą, że przyjmując antybiotyk, primo – wyniszczamy naszą naturalną, ochronną mikroflorę, sekundo – doprowadzamy do sytuacji, w której mikroorganizmy, w naturalny dla siebie sposób uodparniają się na niepotrzebnie przyjmowany przez nas antybiotyk.
Mądry lekarz po szkodzie. Opamiętanie w procesie przepisywania antybiotyków na wszystko, przyszło wraz z pierwszymi przypadkami lekoopornosci groźnych, chorobotwórczych mikrobów. Niestety, proces jest nieodwracalny i dziś istnieją szczepy bakterii wywołujących groźne powikłania zdrowotne, całkowicie uodpornione na jakiekolwiek znane nam antybiotyki.
Dramatyczna sytuacja wynika także z GŁUPOTY nas samych. Ileż razy zdarzało się nam zaleczać kolejne infekcje lekami, pozostałymi po poprzednich chorobach? Ileż razy zamiast udać się do gabinetu, zawierzaliśmy babciom, ciociom i życzliwym sąsiadkom, które bez mrugnięcia okiem, przynosiły nam lekarstwa, które kiedyś pomogły im samym? Co gorsza, pomimo wzrastającej świadomości konsumenckiej, zapominamy o zdrowym rozsądku. Zaszczuci problemami w pracy, wymagającym szefem, przytłoczeni obowiązkami, gubimy rozsądek, łykając kolejną garść podrzucanych lekarstw, spisując na straty lata prac nad lekami, które przez naszą lekkomyślność znikną z powierzchni ziemi. Przestaną leczyć i pomimo postępu naukowego, w dziedzinie antybiotykoterapii cofniemy się w czasie do lat, kiedy zapalenie płuc, szkarlatyna itp. choroby przemieniały ludzkość w skamieniałe katakumby.
Problem stał się na tyle poważny, że od 2011 roku na polecenie Unii Europejskiej, w krajach członkowskich prowadzona jest kampania, mająca na celu uświadomienie pacjentów, a także ochronę istniejących antybiotyków przed nami samymi. Niestety, ale w przeciwieństwie do innych państw, w których kampania odniosła zamierzony skutek (Francja, Wielka Brytania), przekorni Polacy jedzą antybiotyków coraz
więcej.
W żłobkach, przedszkolach, szkołach, przychodniach, obiektach użyteczności publicznej coraz częściej możemy spotkać uświadamiające plakaty. Nie bójmy się mówić. Jeśli następnym razem nasz lekarz zechce przepisać nam kolejny antybiotyk na katar, powiedzmy NIE. Zgodnie z ministerialnym programem NPOA zalecane jest, by najpierw wykonać posiew materiału od chorego (np.krew, mocz, wymaz z gardła itp.) w celu określenia jaka bakteria jest
odpowiedzialna za zakażenie i jaka jest jej wrażliwość na antybiotyki.
Na podstawie antybiogramu, można dokonać najwłaściwszego doboru
antybiotyku.
W niektórych przypadkach lekarz na podstawie stwierdzanych
objawów u pacjenta i aktualnej sytuacji epidemiologicznej jest w stanie
ustalić przyczynę zakażenia i odpowiedzieć na pytanie, czy ma do
czynienia z zakażeniem bakteryjnym, grzybiczym czy wirusowym. W przypadku ustalenia zakażenia wirusowego antybiotyk nie jest
potrzebny.
Gdy podejmujemy leczenie antybiotykiem, bez wyniku
badania materiału mikrobiologicznego od pacjenta (bez ustalenia
przyczyny zakażenia i antybiotykowrażliwości czynnika etiologicznego)
mamy do czynienia z tzw. terapią empiryczną. Gdy znamy drobnoustrój
wywołujący zakażenie i jego wrażliwość na antybiotyki mówimy o leczeniu
celowanym, które jest najbardziej skuteczne”.
Głównym źródłem problemów nabywania oporności przez szczepy bakterii,
jest intensywne i nieuzasadnione stosowanie antybiotyków. Nie da się całkowicie  wyeliminować antybiotykooporności, ale możemy znacznie ograniczyć jej rozmiar, spowolnić jej
powstawanie i rozprzestrzenianie, rozważniej stosując antybiotyki.
Jestem odwieczną przeciwniczką leków. Traktuje je jako wybór mniejszego zła między sztucznym wytworem firm farmaceutycznych, a chorobą. Istnieją setki zdrowszych metod wspomagających leczenie, a antybiotyk powinien być przez nas traktowany jako ostateczność. Wyjdzie nam to wszystkim na zdrowie.

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.