Kontrowersyjny tytuł miał kontrowersyjnym być. Bo tylko dobitnie można nazywać to jak w naszym zbożem płynącym kraju traktuje się matki i ich dzieci. Posiadanie dziecka, to dziś przeszkoda w normalnym egzystowaniu. Bo jak pokonać metrowe krawężniki, zaśnieżone chodniki, przez które spacer przypomina bardziej prucie pługiem, sklepy po cholernych schodkach czy tramwaje do których trudno wsiadało by się nawet rosyjskim gimnastyczkom? Matka jest dziś koniem zaprzęgowym, który ciągnie, pcha i dźwiga, ciągle dźwiga, a społeczeństwo na to nic. Oczywiście, spotykam się z przejawami szeroko pojmowanej empatii, kiedy to, np. panowie od remontu na klatce z uśmiechem na twarzach znoszą mi wózek, a potem jeśli zdążę przed końcem ich dnia pracy wniosą mi go z powrotem. Ale co z tego? Jak wychodząc z bramy rozjeżdżam prawym kołem wózka psi klocek, którego swąd ciągnie się za mną do samego, obranego przeze mnie celu. Co gorsza po drodze slalomem omijam jeszcze kilkanaście psich min, które co kawałek wyrastają niczym grzyb po deszczu.
Nie ma nic gorszego niż rozwrzeszczany dzieciak w kolejce na poczcie, w sklepie czy w przychodni. Wkurza to wszystkich i czy jesteś matką czy nie, widząc takiego wyjącego buczka, masz ochotę eksplodować, a jego matkę zwyzywać od nieudolnych. A nikt nie pomyśli, że pisklę w wózku, obsrane po szyję, ugrzane w swej zimowej czapie, zlane łzami i potem, chce wyjść i ucichnie dopiero gdy ponownie poczuje swąd miejskiego powietrza. A matka? Matka tego obsranego, musi w tej kolejce stać, bo gówniarz z paczką był pierwszy, młódka z avizo – druga, kobitka z siatkami – trzecia, itp. I tak patrzą na Ciebie spod byka i gdyby mogli to rzucili by gromem, w ciebie i w twe niewinne dziecię. A przecież, do cholery mogliby Cię przepuścić. Wszyscy byliby zadowoleni.  Tak niewiele trzeba.
Na pewno wielu z Was zauważyło na większych parkingach (głównie w centrach handlowych), specjalne miejsca parkingowe dla rodzin, matek z dziećmi itp. Niestety, niemal zawsze są one zajęte i to prawie zawsze przez osoby, które stają tam tylko i wyłącznie dlatego, żeby mieć bliżej do wejścia. Nie pomyśli taki, że miejsca te stworzone, wydzielone są w konkretnym celu. To pewnie ci sami imbecyle, którzy śmią zajmować miejsca przeznaczone dla niepełnosprawnych. Ciekawe czy naprawdę chcieliby się z niepełnosprawnymi zamienić?Na wstępie swych „gorzkich żali” wspomniałam o tramwaju. Po łódzkich torach prują prawie wyłącznie tramwaje starej generacji (a przynajmniej tak wygląda to w przypadku interesujących mnie linii). Dla czytelników z poza Łodzi wyjaśnię, że jest to miasto o specyficznym podejściu do tego środka transportu publicznego. Autobusy, owszem jeżdżą, ale i tak najlepiej po zatłoczonych drogach miejskich przemieszczać się rozklekotanymi, czerwonymi parówkami, do których zazwyczaj wsiada się jak na konia. Stopnie przy wejściach są tak wysokie, że robiąc krok w górę, podarłam już niejedną spódnicę, a wnoszenie do środka wózka z dzieciątkiem, to istne szaleństwo. Ileż razy, ku przerażeniu, byłam świadkiem upadku i sturliwaniu się staruszek, podczas pokonywania tych szczebli do samobójstwa. Oczywiście, zazwyczaj znajdzie się ktoś skłonny do pomocy, ale to prawdziwy wrzód na tyłku, musieć poruszać się czymś tak nieprzystępnym i tak niewygodnym jak wyżej opisane wehikuły.

Kupienie chociażby butelki z wodą, okazuję się być dla spacerującej matki nie lada wyzwaniem. Latam z wózkiem i z jęzorem do ziemi, w poszukiwaniu choć jednego sklepu, do którego wejdę z marszu, a nie po kilku, najczęściej 2-3 upierdliwych schodkach. Mój syn wraz z wózkiem to ok. 20 kg słodkiego, lecz jednak ciężaru. Nie ważne, że Matka, wtaczając swe dziecię, wypluje macicę i wyzionie ducha. Spytacie, a podjazdy? Czasem są, ale częściej niż czasem, zagracone szperaczami, tablicami informacyjnymi itp. Czasem zastanawiam się, dlaczego niektórzy nie potrafią robić pożytku z wypełnienia swych czaszek, bo mózgiem tego nazwać nie mogę. Nie używany gąbczeje, pokrywa pleśnią i zamienia się w niwecz. To jedyne usprawiedliwienie dla postępującej w geometrycznym tempie ludzkiej bezmyślności.

Na sam koniec zostawiłam wisienkę na torcie. Łódzkie przejścia podziemne, w których ani podjazdów, ani windy, a jedyną możliwością  przedostania się na drugą stronę ulicy jest pokonanie okrężnej mozolnej drogi przez kilka bardzo ruchliwych ulic często bez świateł. Bycie współczesną matką to sport ekstremalny, ciągłe pokonywanie przeciwności losu i nierówna walka z bezmyślnością innych i własną bezsilnością.

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Och, jak ja Cię rozumiem, z miasta przeprowadziłam się w małą miejscowość i wiesz, czuję różnicę, sklepów jest mniej, ale za to są bez schodków 🙂 Nawet gdy nie dałam rady wjechać wózkiem do niektórych, to dało się " dokonać " zakupu tuż przy wejściu 🙂
    Na szczęście dzieci szybko rosną, mam już te problemy za sobą, teraz chodzimy nóżkami 🙂