Wspominałam Wam już kiedyś (KLIK) o moim wybujałym instynkcie obserwatora. Dopada mnie wszędzie, a już w szczególności podczas samotnych spacerów z moim ośmiomiesięczniakiem. Ostatnio, niczym „z liścia w twarz” uderzyły mnie dziwactwa współczesnych matek, które chwilami rodziły we mnie chęć podejścia i wykrzyczenia takiej prosto w twarz – KOBIETO OPAMIĘTAJ SIĘ!!

Publiczne „wypróżnianie” dziecka na placu zabaw

Dla mnie to wręcz chora sytuacja i pal licho, jeśli mowa o siusianiu (choć prawdę powiedziawszy, można to zrobić w bardziej dyskretny sposób, idąc z dzieckiem za krzaczek, a nie na oczach wszystkich, tuż koło ławki czy piaskownicy), ale byłam świadkiem sytuacji, kiedy dziecko za przyzwoleniem matki waliło klocka, tuż przy huśtawce na ogrodzonym placu zabaw. Dla takiej bezmyślnej baby, powinno zamieszczać się na placach poniższe znaki, bo na wrodzoną inteligencję i poczucie przyzwoitości nie ma co liczyć.
Bezmyślność matek w tym względzie jest o tyle niepokojąca, że nigdy nie wiemy, kto może być przypadkowym obserwatorem naszej siusiającej publicznie pociechy. Taka na pozór, niewinna sytuacja, dla dewiantów (których nie brak) może być źródłem erotycznych inspiracji i doprawdy dziwię się, że tak wiele rodziców, nie bierze tego pod uwagę. Oprócz tego, to skrajnie niewychowawcze. Rozumiem, że w przypadku maleńkich dzieci, które dopiero uczą się kontrolowania swoich potrzeb fizjologicznych, to trudne zadanie, ale napiszę jeszcze raz, można to zrobić dyskretnie, za krzaczkiem, ucząc malucha, że ludzie załatwiają się jak ludzie, a nie jak piesek, gdzie popadnie.
Małe dziecko i fast food
Takie zachowanie nie tylko wpaja dziecku złe nawyki żywieniowe, ale najzwyczajniej w świecie malucha „rozpieszcza”. Nic dziwnego, że potem takie kilkuletnie pacholę, woli zagryzać frytki niż surową marchewkę, czy ugotowaną z serca zupkę mamy.
Z przerażeniem obserwuję sytuację, kiedy to większość klientów Mc Donald’s to ledwo odrosłe od ziemi podrostki, które za przyzwoleniem rodziców wsuwają nuggetsy, przegryzając frytą, popijając barwionym koszenilą, sztucznie aromatyzowanym „mlekiem” o smaku truskawkowym. To, że coś jest o smaku owoców, nie znaczy, że jest tak samo zdrowe i aż dziw ile matek nie przywiązuje do tego żadnej uwagi. Ważne, że żołądek ich pociechy został napełniony. Moim skromnym zdaniem, lepiej jakby dziecko nie zjadło nic, niż zostało nafaszerowane „pożywką dla raka”. Im później zetknie się z tego typu „smakołykami” tym lepiej, bo całkowite uchronienie przed przepojonymi tłuszczem, bezsensownym kaloriami i ulepszaczami potrawami jest dzisiaj prawie niemożliwe.

Rewia mody

Być może kogoś moim zdaniem urażę, ale matki przebierające swoje dzieci w miniatury ubrań dla dorosłych, nie wyrosły z etapu zabawy lalkami. Nie mam nic przeciwko słodkim sukieneczkom, spodenkom na szelkach, zabawnym T-shirtom itp., ale obserwując szaleństwo niektórych z rodziców, aż drżę, co z takich hodowanych od małego modnisiów wyrośnie.

Pstrykanie maluchowi milionów zdjęć

Bo się uśmiechnął, bo miał śmieszną minę, bo ma śliczną czapeczkę, bo to, bo sro… sama zaliczam się do tej grupy, mając na dysku niezliczoną ilość zdjęć Jasia. Nic w tym groźnego, pod warunkiem, że nasz model, nie jest przez nas traktowany jak manekin lub żywa lalka.

Jak spacer, to do galerii handlowej, a co?

Oczywiście, sama niejednokrotnie byłam w sytuacji, że spacer był jednocześnie pretekstem do zakupów lub też odwrotnie, są jednak mamy, dla których spacer z dzieckiem do galerii to codzienność. Niestety większość owych mam nie wie, że w tego typu miejscach, aż roi się od bakterii, realnie zagrażającym zdrowiu naszych dzieci. Oprócz tego, hałas, wszechogarniające kolory, setki przechodniów itp. to przeogromna ilość informacji, trudnych do przetworzenia przez maleńkie móżdżki naszych pociech. Nie dziwota, że maluchy mają potem problemy ze spaniem, a stopień ich dekoncentracji podczas codziennych sytuacji sięga zenitu.

Spacery z noworodkiem

Brak wyobraźni matek, które spacerują z maluszkiem już w trzeciej dobie maleńkiego życia jest nie do pozazdroszczenia. Zastanawiam się, jak to możliwe, że powódki w rodzaju „nie mogę się doczekać” biorą u tych matek górę nad „to nie jest dobre dla mojego dziecka”.

Seksi mama

Nie ma nic złego w byciu seksi, ale w odpowiednim czasie i miejscu. Plac zabaw to nie miejsce na szpilki i kusą mini. Nie ma nic zabawniejszego niż wystający „mercedes”, z pod spódniczki mamy, która schyla się po grzechotkę swojej pociechy. No może widok matki goniącej po placu zabaw w 10 cm szpilach, które z każdym krokiem, zdają się grzęznąć w piachu na głębokość piekła.
Matka przyklejona do telefonu
Niestety to coraz popularniejszy widok.O konsekwencjach tego typu nieuwagi, chyba nie muszę pisać.
Koniec odcinka pierwszego, ale już wkrótce, po dokonaniu wnikliwej obserwacji, wrócę by zdemaskować kolejne, mniejsze lub większe matczyne wariactwa 🙂

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Podpisuje się pod twoimi słowami, jestem opiekunką do dzieci i spędzając czas z dzieci jestem odnotować wszystkie te punkty. Jeszcze dodałabym punkt o przekarmianiu i czyszczeniu dzieci jak tylko dotknie czegokolwiek.

    • Dziękuję za podpowiedzi. Na pewno wykorzystam w kolejnej części 🙂

  • Powiem, że post twardy i hardy, ale wydaje mi się że zapomniałaś dodać jednej ważnej rzeczy a mianowicie "NIE GENERALIZOWAĆ" bo jedna to nie wszystkie.

    • A, w którym momencie napisałam, że to dotyczy wszystkich? Opisałam, tylko opisane przeze mnie przypadki. Sama też bym się do takich mam nie zaliczyła, no może poza reporterką 🙂

  • Słuszne uwagi, choć co do spacerów z noworodkiem to się nie zgodzę 🙂 Ja urodziłam w czerwcu i miałam przykaz prosto ze szpitala w trzeciej dobie właśnie z małym na krótki spacerek wyjść. Nie siedzieć w domu. Oczywiście mam tu na myśli zdrowe, donoszone dziecię bez żadnych przeciwskazań i dogodne warunki atmosferyczne 🙂

    • A mnie w szpitalu powiedzieli coś zupełnie odwrotnego. Zresztą krótki spacer, na pewno nie szkodzi, ale ja widziałam parkę z kilkudniowym noworodkiem w Manufakturze O_o

    • Wszystko ok, ale też się nie zgodzę co do tego punktu. Wiosenno-letnie dzieci wręcz specjaliści zachęcają do spacerów. Werandowanie jest dla dzieci jesienno-zimowych.

    • Anonimowy

      urodzilam dziecko w styczniu i gdyby nie to ze lezałam z dzieckiem 9 dni w szpitalu to tez wyszlabym na spacer w 3 dobie. niestety, ale wyszlam pierwszy raz w 10 dobie zycia na 15 minut a juz na nastepny dzien na 3 godziny, efekt? moje dziecko nie choruje i ma super odpornosc bo nie zaraża się nawet
      od przedszkolnych rówieśników.

  • Anonimowy

    Zgodzę się ze wszystkim oprócz spacerów, bo mnie denerwuje odwrotny trend, czyli trzymanie miesiąc czasu malutkiego człowieczka w domu, a najlepiej trzy miesiące, albo słyszałam też o trzymaniu do chrzcin… Później jak już po tych chrzcinach w końcu dziecie, może zaczerpnąć trochę tlenu na spacerze, to jest mu to utrudniane przez miliony szalików i czapeczek. Ooo wszędobylskie czapeczki też mnie wkurzają do granic 🙂