Różnice między przedstawicielami obydwu płci są tak intuicyjne, że niemal trudno o nich nie napisać, a jednak pisanie o rzeczach prostych, paradoksalnie bywa najtrudniejszą sztuką. Jak zwykle przy takich tematach posłużę się przykładami z życia, gdyż to właśnie one ukazują odmienność naszych mniej (to o facetach) lub bardziej złożonych umysłów. Z góry zaznaczam, nie jestem feministką, bywam wredną żoną, a moje żarty mogą uchodzić za nieodpowiednie. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Pustka w głowie to cecha każdego, KAŻDEGO mężczyzny

I nie jest to bynajmniej obelga czy zarzut w  kierunku mężczyzn. Wręcz przeciwnie. Facet w odróżnieniu od kobiet potrafi nie myśleć. Tak drogie Panie! Ja wiem, że brzmi to niemal jak science fiction, ale jeśli znacie wyraz twarzy swojego wybranka podczas czynności pieszczotliwie zwanej „zawiechą”, to wiedzcie, że to jest ten czas, gdy w Jego myślach nie dzieje się nic. Wytłumaczenie zjawiska jest niezwykle proste, bo gdy w tym samym czasie w głowie kobiety kiełkuje 15 innych myśli, a dodatkowo od każdej z 15 głównych kiełkuje co najmniej kilka pobocznych, w głowie mężczyzny umiera jedyna myśl w danym momencie, a następna potrzebuje chwili na krótkie rozeznanie się w niezbyt skomplikowanej męskiej istocie szarej. To żadna tajemnica, że męski mózg, nieco większy i cięższy od filigranowego organu myślącego u kobiet, jest też jednocześnie zdecydowanie bardziej „wyprasowany” przez co jego powierzchnia jest o wiele bardziej „śliska”. To właśnie dlatego myśli dosłownie prześlizgują się po jego powierzchni i to właśnie dlatego, tak wiele z nich bezpowrotnie przepada, a kwestia wyegzekwowania pewnych naszych próśb, wymaga od nas kobiet anielskiej cierpliwości (której przecież nie mamy). Co więcej, tak jak w oku mamy plamkę ślepą, tak mężczyzna ma w głowie plamę plamkę pustą. Jest to zdecydowanie najczęściej używany fragment ich jestestwa, dlatego jeśli następnym razem na pytanie „o czym myślisz?”, usłyszysz od swojego mężczyzny odpowiedź „o niczym” to wiedz, że choć dla nas kobiet to matrix, dla faceta to normalny stan umysłu, w którym czuje się jak ryba w wodzie. Oczywiście nie oznacza to, że mężczyznom brak intelektualnej finezji, po prostu inna konstrukcja, a także odmienny sposób rozumowania sprawia, iż są po prostu mniej skomplikowani, do perfekcji opanowali umiejętność skupiania się na niczym i robienia jednocześnie jednej, jedynej wybranej przez nich rzeczy, zamiast tysiąca, których natłok fundujemy sobie na własne życzenie doprowadzając do wrzenia wszystkie nasze, zbolałe zwoje nerwowe.

Od nitki do kłębka

Myśl faceta jest taką nitką właśnie, która w przeciwieństwie do sposobu upakowania neuronów w mózgu kobiet sprawia, że myśl ich zawsze trafia do odpowiedniego ośrodka wykonawczego. I to w sposób czysty i klarowny, bez zbędnego „a co jeśli”, „a może by tak”, „albo” etc. Oczywiście są wyjątki, gdyż jak wiadomo facet to mądra istota, dopóty, dopóki myśli głową a nie główką, bo gdy centrum dowodzenia przejmie główka właśnie… no cóż, mamy wtedy do czynienia z kryzysem egzystencjalnym, przejawiającym się totalnym poplątaniem zmysłów, kolokwialnie zwanym ochujeniem. Zatem, jeśli wspomniałam już o poplątaniu, to u kobiet, mamy do czynienia z sytuacją, w której kora mózgowa, która bądź co bądź składa się z substancji szarej, jest  grubsza i bardziej „skomplikowana”. Co więcej, jeśli zdamy sobie sprawę, że neurony są w niej o wiele gęściej niż  u naszych mężczyzn upakowane, to dojdziemy do wniosku, że określenie „ciasny umysł” nie jest dla nas obraźliwe, a jedynie w obrazowy sposób opisuje realną sytuację, z którą mamy do czynienia w naszych głowach właśnie.

Większy nie znaczy lepszy

gdyż jak wiemy, wielkość nie zawsze idzie w parze z jakością lub chociażby sposobem wykorzystania tejże wielkości. Ze zjawiskiem tym możemy spotkać się w wielu aspektach damsko-męskiego pożycia (zupełnie nie wiem co może przychodzić Wam do głowy), jednak nigdzie nie ma ono, aż takiego znaczenia jak w procesach myślowych. Powszechnie wiadomo, że przeciętny mózg faceta jest o ok. 10% większy od mózgu przeciętnej kobiety. Nie oznacza to bynajmniej, że różnimy się od panów pod względem inteligencji. Różnicą jest jakość i finezja z jaką matka natura postanowiła wykreować mózg kobiet, opierając się na przeświadczeniu o „kompaktowości” i minimalizowaniu strat energetycznych w filigranowym ciele płci pięknej. Kojarzycie Kinder z Niespodzianką? To nasze mózgi są taką właśnie niespodzianką. Niby niewielka, a jest w stanie pomieścić całkiem spory i do tego kreatywny gadżet do samodzielnego składania (no chyba, że trafimy mało wyszukaną figurkę).

Niezdecydowanie

to zdecydowanie (nomen omen) największa bolączka naszej kobiecości. Facet zazwyczaj wie czego chce, a nawet jeśli nie wie, szybko decyduje się na jedno z proponowanych rozwiązań. Z kobietami jest inaczej. Zresztą same popatrzcie…

On: Kochanie idziemy coś zjeść?
Ona: Ok. Mam ochotę… Co ja bym zjadła? Może pierogi? Nie, pierogów nie bo jedliśmy je ostatnio. Chińskiego też nie, bo nie mam ochoty, pizza odpada, meksykańskie też, na makaron też nie mam chęci. Tam jest niemiły kelner, tutaj brudna łazienka, tam za rogiem nie mają piwa, tam za daleko, tu byliśmy ostatnio (never ending st0roy)… nie wiem co zjemy, masz na coś ochotę?
On: O.o

Brzmi znajomo?

Powyższy przykład to i tak pikuś w porównaniu z wybieraniem dania z menu :p

Z igły widły

Kobiety to niekwestionowane mistrzynie w wywoływaniu burzy w szklance wody. Techniki wyolbrzymiania problemów i nakręcania się na dany temat opanowałyśmy do poziomu MASTER! Faceci nie widzą problemu, pałętających się pod nogami kłębów kurzu na podłodze, góry prasowania, niedoprasowanej fałdy na koszuli czy tłustej plamy na świeżo upranych gaciach Waszego malucha. Kobieta natomiast to mistrzyni greckiej tragedii. Biedulka, schwytana w ramy konfliktu tragicznego, którego przebieg ciągnie ją na samo dno jej osobistej otchłani rozpaczy, targana przez trudne do okiełzania uczucia bezsilności, wymieszane z ludzkim zwątpieniem we własne jestestwo, wzbiera gorzką żółcią, której apogeum zalewa ją potem, łzami i gilem do pasa. To nic, po otarciu łez nadchodzi katharsis, które przynosi ulgę i chwilowe ukojenie (zazwyczaj bardzo krótkie). Niestety, to także chwila, gdy wtulone w obsmarkaną (przez nas same) koszulę partnera zaczynamy kiełkować, tworzyć w głowie nowy problem, a jeszcze częściej kilka problemów, które tworzą sytuację na wzór dnia świstaka. Nasza płaczliwość i ogromna wrażliwość manifestuje się w najbardziej nieodpowiednich momentach życia. W pracy, w drodze do pracy, w tramwaju, na myśl o zbliżających się 3 urodzinach dziecka, na dźwięk ulubionej piosenki, przy której popatrzyliście sobie w oczy po raz pierwszy, na widok pierwszych zielonych listków itp., itd. Wszystko to ma swoje uzasadnienie naukowe, gdyż to właśnie u kobiet  stwierdzono większą objętość substancji szarej w obszarach tzw. neuronów lustrzanych, które odgrywają istotną rolę w odczuwaniu empatii. Współodczuwamy, śmiejemy się i płaczemy o wiele częściej niż nasi partnerzy, jednak nie oznacza to, że panowie ci są z betonu i nie czują wcale. Wręcz przeciwnie, lecz i w tym wypadku, górę bierze analityczny i trzeźwy pogląd sytuacji, który nie zamienia gostka w rozpulchnioną uczuciami galaretkę, tylko twardo stąpającego macho, który jeśli już ociera łzę, to wyłącznie w ukryciu. W końcu facet to ofiara stereotypu, którego piętno nosi  na swych szerokich barach od niepamiętnych już czasów. Nie płacze, nie czuje tylko chodzi i truje 🙂 A kobieta…

Nie dość, że płacze i czuje, to na śmierć zatruje,

gdyż kobieta i problem to wyrazy bliskoznaczne. Najprostszym przykładem naszego problematycznego sposobu egzystowania jest proces pakowania się na wyjazd. Facet bierze ze sobą kilka par majtek i skarpetek, zgrzewkę piwa i papier toaletowy. Kobieta… łatwiej byłoby napisać czego nie bierze… TEŚCIOWEJ.  A wszystko spakowane na wszelki wypadek. Oczywiście dla kobiety nie ma problemu jak się z tym wszystkim zabrać (logistyka i organizacja spada tym samym na analitycznego samca) lecz palącą myśl, rodzącą się w jej głowie w pół drogi do celu „czy na pewno wyłączyłam żelazko?”. Miłych wakacji 🙂

W drugie prawo czyli w lewo

ciekawa jestem ile z czytających mnie pań bez problemu odróżnia prawą i lewą stronę. Piszcie w komentarzach czy jesteście regułą (ja jestem regułą) czy wyjątkiem potwierdzającym tę właśnie regułę?

Różnic międzypłciowych jest oczywiście o wiele więcej, ale próba opisania i objaśnienia ich po swojemu, mogłaby zmieścić się w całkiem pokaźnej rozmiarowo księdze. Niezależnie od tego jak bardzo różnimy się od panów, mamy z nimi wspólny mianownik. Zarówno oni jak i my, niezależnie od tego jak głośno będziemy temu zaprzeczać, nie możemy żyć bez siebie. To owe przeciwieństwa przyciągają nas niczym magnes i to właśnie one dodają naszym związkom nutkę pikanterii, która zdejmuje nieco mdłego smaku z różowego lukru naszej miłości.

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.