Jako zapracowana mama, która z racji bycia żoną korpomęża pracującego ponad 200 km od domu, przez 5 dni w tygodniu jestem wolnym strzelcem z dziedzinie gastronomii. Jako, że do domu docieramy grubo po godzinie 16, a Jan jako zwolennik żłobkowego menu jest po całkiem solidnym obiedzie, zazwyczaj nie poświęcam swym codziennym posiłkom zbyt wiele czasu.

Dlatego właśnie, eksperymentuję z ekspresowymi potrawami, które nie zmuszają mnie do nadmiernej eksploatacji rąk skalanych pracą w laboratorium, która tak na marginesie nie wiele różni się od pracy w kuchni właśnie (masło maślane). Poniżej zaprezentuję Wam przepis na kluchy, których zrobienie zajmie Wam dokładnie tyle czasu, ile minut zajmuje ugotowanie makaronu do konsystencji al dente. Do tego jest na prawdę pyszny i zasmakuje dzieciakom.

Składniki na 2 talerze:

  • ok. 250 g ulubionego makaronu
  • 250 g szpinaku (może być mrożony)
  • 100 g serka topionego o smaku sera (gouda, maasdamer … jaki preferujecie)
  • pół szklanki śmietanki 30 % (nikt nie mówił, że będzie dietetycznie) :p
  • sól i pieprz do smaku
  • ząbek czosnku
  • szczypta cukru
  • łyżka sosu sojowego
  • łyżeczka oleju rzepakowego
  • 2 łyżki masła

Sposób przygotowania:

  • Ulubiony makaron gotujemy wg przepisu na opakowaniu
  • Na rozgrzany olej, wrzucamy pokrojonego w kostkę kurczaka i delikatnie go podsmażamy. Mięso po podsmażeniu przenosimy do osobnej miseczki i odkładamy na bok.
  • Na tej samej patelni, rozpuszczamy masło, ostrożnie podsmażamy czosnek przeciśnięty przez praskę i dodajemy szpinak.
  • Po podduszeniu szpinaku, dodajemy sos sojowy, sól, pieprz, szczyptę cukru, pokrojony w kostkę serek topiony i wszystko zalewamy śmietaną.
  • Po rozpuszczeniu się serka i zgęstnieniu naszego sosu, dodajemy kurczaka, przykrywamy pokrywką i dusimy ok. 15 minut.
  • Makaron nakładamy na talerz, nakładamy sos i…

Gotowe, smacznego 🙂

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.