Pamiętacie, kilka dni temu spytałam Was na facebooku, czy spotykacie na swej drodze matki, nakręcone na wzajemne porównywanie swoich dzieci do innych? Jednym chórem odpowiedziałyście, że i owszem i to właśnie im, nakręconym matkom, chciałam prosto z serca zadedykować dzisiejszy wpis.

Zaczyna się niewinnie, od z pozoru niegroźnego zaglądania w wózek. Kątem oka zerka taka, jedna z drugą, dokonując wewnętrznej analizy, opartej z początku wyłącznie na wrażeniach natury estetycznej (pojęcie względne). Nie wie, wariatka że tym oto sposobem rozpoczęła w swej „ambitnej” głowie proces dążenia do nieistniejącego ideału. Czyim kosztem? Dziecka oczywiście, choć sama, nie raz, nie dwa sięgnie wyżyn swej frustracji, wywołanej chwilowym otrzeźwieniem umysłu. Wewnętrzny głos, stanowiący echo uśpionej głęboko, normalnej kobiety kilkukrotnie da o sobie znać w postaci pewnego rodzaju wątpliwości, by po chwili ponownie wetknąwszy pióro w dupsko uznać wyższość nad innymi.
Od tej chwili jest już coraz gorzej. Rozwijające się pacholę, swymi postępami przyczynia się do lawiny matczynych porównań. „Idealna” czyta, słucha i ogląda, myląc wychowanie dziecka z pieczeniem ciasta według konkretnego przepisu. Zresztą nawet ten, z nieznanych nam przyczyn może dać nam coś zupełnie innego, niż pierwotne założenie.W końcu dziecko to nie robot wprost z taśmy produkcyjnej. To indywiduum, na którego „kształt” składa się wiele czynników i uwarunkowań. Jedno jest pewne. Nie ma jednolitego schematu wychowania, które pomimo usilnych starań chorobliwie ambitnych matek, zagwarantuje im robienie kupy na nocnik w wieku 6 miesięcy, bieg na przełaj w 8 miesiącu życia czy pełne, mleczne uzębienie wraz z dniem pierwszych urodzin. Zresztą, nawet gdyby owy schemat istniał, co by nam to dało? Czy tempo rozwoju mowy, nauki chodzenia czy wzrost ciała jest wytyczną potencjału jaki nosi w sobie młody człowiek? Bzdura!

Porównywanie to, sposób na sztuczne zaleczanie wewnętrznych kompleksów. Niestety, nigdy nie jest prawdziwe, gdyż tak jak zawsze i w tym przypadku, punkt widzenia zależy wyłącznie od punktu siedzenia. Co więcej, porównania to sposób na zaspokojenie jednej z najbardziej pierwotnych i perfidnych cech ludzkiego charakteru, jaką jest zazdrość. Należy pamiętać ludzkie odczucia, dyktowane najniższymi pobudkami, są wyłącznie wyimaginowanym tworem, który w zależności od podejścia porównującego, rujnuje go lub podnosi na duchu. Nigdy natomiast, nie stanowi odzwierciedlenia rzeczywistości taką jaką jest. Ktoś kto cierpi na ból istnienia, spowodowany wiecznym niedosytem dóbr doczesnych, zawsze znajdzie kogoś kto ma lepszy samochód lub większy telewizor, choćby o pół cala. W odwrotnej sytuacji, osoby cierpiące na „manię mniejszości” zawsze dowartościują swe poranione ego porównaniami do tych, którym po prostu powodzi się jeszcze gorzej. Matka dopytująca o liczbę ząbków w jamie ustnej Waszego dziecka, zawsze odpowie, że jej dziecko ma zębów jeszcze więcej, nawet jeśli podana przez nią liczba, będzie bardziej adekwatna do opisu stanu uzębienia rekina (jak wiemy, niektóre rekiny mają kilka rzędów zębów, stąd my ludzie nawet nie próbujmy się z rekinami porównywać).

Skupmy się jednak na przyszłości wiecznie porównywanego do innych dziecka. Matka, a właściwie wyrodna bestia, przyczynia się do całkowitej destrukcji jego pewności siebie. Co więcej, rozwój psychologiczny idealnego dziecka (idealnego w jej mniemaniu), może podążyć także w odwrotnym kierunku. Swym „niewinnym motywowaniem”, może przyczynić się do wychowania zapatrzonego w siebie sobka, którego nad wyraz pewna siebie postawa, będzie wyłącznie przyowdzianą przez niego maską, kamuflującą jego prawdziwe oblicze. W jednym i drugim przypadku, zrujnowane lub wybujałe ego dorastającego dziecka, będzie tym samym zrujnowanym lub wybujałym ego dorosłego człowieka, który wychowa kolejne pokolenia podobnych sobie „zdeformowanych charakterologicznie” dziwolągów. Co gorsza, „zdeformowane dziwolągi” jak gdyby nigdy nic, będą żyły pośród nas. Być może będą naszym pracodawcą, księdzem, albo głową Państwa i przez lwią część życia będą doprowadzać nas do białej gorączki swym irytującym sposobem bycia.

Jest jeszcze druga strona medalu. Matka próbująca podreperować wiarę w siebie własnego szkraba, może w prosty sposób przyczynić się do zrujnowania go, u porównywanego z jej dzieckiem małolata. Jeśli tematem porównań stanie się kwestia, np. wagi nastolatek, a bezmyślna taka, w celu zmotywowania własnej córki Madzi (wiemy co wybrukowano dobrymi chęciami?) wypali z tekstem – ooooo zobacz Madziu (dziewczynka solidnych wymiarów, od lat zmagająca się z nadwagą), Ania to ma nóżki o wiele grubsze od Ciebie (co jest oczywiście totalną bzdurą, bo od Madzi po prostu nie da się mieć grubszych nóżek) – przyczyni się tym samym do niemal całkowitego zburzenia wiary w siebie biednej Ani. Oczywiście zrodzone w ten bezsensowny sposób kompleksy, jeszcze długo będą palić jej dziewczęcą pewność siebie, co może znaleźć odzwierciedlenie w całej reszcie jej dorosłego życia.

Każde dziecko jest na swój sposób piękne i niepowtarzalne. Każde posiada w sobie cechy absolutnie wyjątkowe, godne pochwał i należytego szacunku. Pamiętajmy jednak, by budować w dziecku pewność siebie, z pełną odpowiedzialnością, z pominięciem przypadkowych ofiar w osobach trzecich, które zupełnie niesprawiedliwie mogą stać się źródłem, a także obiektem naszych bezpodstawnych porównań.

  • podsumowanie to kropka nad i całego tekstu!!!
    alexanderkowo.blogspot.com

  • Porównywanie robi więcej krzywdy niż korzyści! Wiele znam przypadków dzieci, będących porownywanymi z innymi i nic dobrego z tego nie wyniknęło :/

  • Anonimowy

    Naprawdę przejmujecie się takim gadaniem? Nie ma sensu. Tylko dzieci szkoda.

    • Myślę, że gadaniem nie ma się co przejmować, ale samo zjawisko jest niepokojące…

  • Piszesz: "Zaczyna się niewinnie, od z pozoru niegroźnego zaglądania w wózek. Kątem oka zerka taka, jedna z drugą, dokonując wewnętrznej analizy, opartej z początku wyłącznie na wrażeniach natury estetycznej (pojęcie względne)". No po prostu jakbym to widział. Naszą Igę tez to nie ominęło. Rozpisałem się o tym troche więcej tu: http://www.simed.pl/blog/talent-show-czyli-kto-ma-zdolniejsze-dziecko/. Niestety, jak widzę z Twojego wpisu, lepiej nie będzie, a pewnie raczej – tylko gorzej… Pozdrawiam serdecznie, Krzysiek.