Nocnik był moim priorytetem. Dopingowana przez najlepszą mamę na świecie (moją mamę), postanowiłam rozpocząć nocnisiową przygodę, od chwili kiedy Jaś zaczął pewnie siedzieć, czyli od mniej więcej 7 miesiąca Jasiowego życia. Łatwo nie było, nie obyło się bez wielu mokrych i brzydko pachnących niespodzianek, ale już dziś mogę powiedzieć, warto było.

Nie tylko dla własnej satysfakcji, dumy z synka i dbałości o środowisko, ale także, a może przede wszystkim dla zdrowia oraz ze zwykłej oszczędności. Jak wiemy, pieluszki tanie nie są, chusteczki do pupki też nie, a zaoszczędzone dzięki nocnikowi pieniążki, możemy lepiej rozdysponować, chociażby na coraz bardziej świadome dziecięce przyjemności.

 

Do rozpoczęcia nocnikowej przygody potrzebne nam będą:

Dziecko
Nocnik
Mama uzbrojona w niekończące się pokłady cierpliwości
Bawełniane majteczki, w nieograniczonych ilościach
Przybory toaletowe (woda, mydełko i ręcznik)
Mop lub ścierka do podłogi

Nauka siadania na nocnik powinna odbywać się stopniowo. Nie spodziewajmy się natychmiastowych efektów. Może zdarzyć się tak, że po całym miesiącu, odnotujemy jeden lub dwa niepełne sukcesy. Ważne by się nie poddawać i nie dać się omotać zwątpieniu i lenistwu. Przyznam się szczerze, że po paru dniach braku jakichkolwiek postępów, chciałam się poddać i przyjąć wygodną postawę „przecież Jaś jest jeszcze malutki, mamy czas”. Dobrze jeśli w Waszym otoczeniu znajdzie się osoba, która w chwilach zwątpienia i Was podniesie na duchu.

Problem pierwszyJak sprawić by dziecko, usiedziało na nocniku? 

Nikt nie zna dziecka lepiej niż jego mama. Nam pomogły bajki w telewizji. Dzięki nim Jaś potrafił usiedzieć bez marudzenia nawet do 15 minut. W tym czasie, udawało nam się już od samego początku upolować małe siusiu prosto w samo sedno 🙂

To nie muszą być bajki. Jeśli jesteście przeciwniczkami telewizora, zapewne wiecie co zajmuje Wasze brzdące na dłuższą chwilę. U nas po tym jak Jaś skumał po co siada na nocnik, przeprowadziliśmy się z „interesem” do łazienki. Tam podczas nocnikowania, bawimy się, wygłupiamy, śpiewamy, klaszczemy itp. Ważne by nocnik kojarzył się z czymś miłym i aby mama towarzyszyła maluchowi przez cały czas „wysiadywania”.

Zauważyłam, że Jaś uwielbia, gdy podczas jego nocnikowych rytuałów siadam na przeciwko niego na podłodze. Spróbujcie, może w Waszym przypadku to także zda egzamin.

Problem drugi Kupa, siku na komendę

Śmiejcie się lub nie, ale to działa. Jeśli tak jak mantrę, będziecie wypowiadały podczas nocnikowania słowa kupa i siku (lub sisi, eee, jak tam chcecie) maluch załapie, o co chodzi szybciej niż Wam się wydaje. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdzie maluch siedzi, a mama bez słowa patrzy na dziecko i czeka. Tak to nie zadziała. Do dziecka trzeba mówić, tłumaczyć, opowiadać, a nawet pokazywać, chociażby za pośrednictwem odpowiedniej lektury :p

Problem trzeciObserwacja

Dzieci uwielbiają uporządkowanie. Jeśli jedzą, śpią, wychodzą na spacer i bawię się zawsze o tych samych (lub mniej więcej tych samych), określonych godzinach, to i kupkanie będzie oscylować wokół jednej i tej samej godziny. Jeśli Wasz maluch do tej pory najczęściej załatwiał się ok. godziny 12, to właśnie o tej powtarzaj do znudzenia „kupa, kupa” i sadzaj no nocniku. W końcu się uda. Gwarantuję!!! Dziecko przed załatwieniem się, zachowuje się w określony sposób. Wyczekuj charakterystycznego zachowania, a potem leć, zdejmując pieluchę już w trakcie biegu i dokończ dzieła. Tym razem na pewno się uda 🙂

Pamiętaj, by posadzenie na nocnik było pierwszą rzeczą jaką zrobisz rano i ostatnią, którą zrobisz przed kąpielą. Sukcesywne powtarzanie z dzieckiem pewnych czynności, wytworzy w malcu nawyk, a to już bliżej niż dalej od upragnionego sukcesu.

Problem czwartyPokazuj sukces, nagradzaj i chwal 

Udało się, ale uwierz że jeśli Twój maluch naocznie nie przekona się o swym sukcesie, nie będzie wiedział o co chodzi i dlaczego mama odprawia nad nim taniec zwycięzcy. Pokazuj mu jego dzieło (nawet jeśli to dla Ciebie ohydne), zanim bezpowrotnie spłuczesz je w toalecie. Pamiętaj od widoku małej, dziecięcej kupki jeszcze nikt nie umarł.

Problem piątyNiedoceniane naśladownicto

Możecie się śmiać, ale Jaś długo, długo był moim toaletowym gościem. Opowiadałam mu co robię i dlaczego tak fajne jest rozstanie się z pieluchą. Musiało to wyglądać komicznie, ja na kibelku, on na swoim śpiewającym nocniku, ale wierzę, że podziałało.

Problem szóstyOdpowiedni sprzęt

Wybór nocnika. Sprzęcior musi być wygodny, ładny i zachęcający. W końcu nasz maluch ma go polubić. U nas Fisher Price okazał się strzałem w dziesiątkę. Mina Jasia, gdy po nasiusianiu jego nocnik zaczyna mu śpiewać jest bezcenna i po kilkunastu razach zauważyłam, że Jaś autentycznie złapał dlaczego nocnik śpiewa.  Zauważyłam też, że im nocnik wyższy tym lepszy. Któż z nas, chciałby siedzieć z nogami podkulonymi pod same uszy? Wygodny nocnik to połowa sukcesu, więc jeśli któryś z nich wygląda jak narzędzie tortur, darujmy sobie taki zakup, by dziecka niepotrzebnie nie zniechęcić.

Problem siódmy Latanie bez pieluchy? Przecież ubrudzi podłogi…

No i co? Mamy ściereczki, mopy i inne cuda techniki. Jak nie zobaczy, nie poczuje, że mokro czy śmierdząco, znaczy nieprzyjemnie, nie będzie widział potrzeby załatwiania się do nocnika. W tym właśnie celu, polecam zwykłe bawełniane majcioszki. Producenci pieluch prześcigają się w tworzeniu technologi chłonnych, które dają dziecku komfort wiecznie suchej pupy. Z jednej strony super, zwłaszcza w nocy, ale w ten sposób dziecko długo nie zrozumie potrzeby innego niż w pieluchę załatwiania się. Pamiętam, gdy Jaś po raz pierwszy siuśną w majtki na podłodze. Siedział w kałuży i płakał, bo zdarzyło się dla niego coś nowego i niespotykanego. I o to właśnie chodzi. Niech chodzi, niech sisia, niech widzi i czuje…

Problem ÓsmyZrozumiała pochwała

Punkt podobny bo punktu czwartego. Chwalmy nasze dziecko za jego sukcesy, nawet te najmniejsze. Nawet, jeśli na początku sukcesem będzie wyłącznie grzeczne wysiedzenie paru minut na nocniku. Pamiętajmy, nie od razu Rzym zbudowano.

Żelazna zasada! Nocnik to nie zabawka

Nie zakładaj go sobie na głowę, nie dawaj dziecku do zabawy, zadbaj by maluch wiedział, że nocnik ma swą określoną funkcję i koniec. Przecież my dorośli nie bawimy się klozetem i nie gryziemy dla rozrywki kostki toaletowej. Znajdź nocnikowi odpowiednie miejsce i dbaj, aby dziecko poznawało prawdziwe przeznaczenie nocniczka, nawet tego najbardziej uśmiechniętego i rozśpiewanego.

A jak tam u Was z tym nocnikowaniem?

 

  • Brawo, mądra mama…

  • a ja bym jednak odpuściła te tańce, nagradzanie;-) Bo przecież nam nikt nie klaska, że zrobimy siku, poza tym to może trochę pójść w kierunku – zrobię siku to dostanę nagrodę. Piszę o tym może dlatego, że sama jestem raczej przeciwniczką kar i nagród;-) Każde dziecko ma swój czas, właściwie koło 2,5 roku jest w stanie to kontrolować, a odpieluchowanie nie powinno się ciągnąć tygodniami, jeżeli dziecko jest gotowe to cały proces zakończy się w przeciągu kilku dni, jeżeli to się przeciąga, warto zostawić temat na kilka tygodni i znów do niego powrócić. No, ale to moje subiektywne zdanie;) Pozdrawiam!

    • Ja zaczęłam przygodę z kibelkiem…moje dziecko nie chciało na nocnik siadać…i akcja zawieszona w czasie po tygodniu…nie miało sensu stresowanie Młodej…przyjdzie czas zacznie wołać…

  • Moim zdaniem wszystko zależy od dziecka. Moje podczas letniego wyjazdu miało okazję nieraz zrobić to czy tamto pod siebie, nie w pieluchę i wcale płaczem nie reagowało, żadnego wrażenia. Poza tym choćbym przed nim pajace na głowie robiła, Olek jest na tyle ruchliwy, że na nocniku siedzi dokładnie tyle, ile zajmuje mu podnoszenie się z niego. Koleżanka poradziła, żeby poczekać, aż dziecko będzie bardziej świadome, zamiast się nakręcać i frustrować,a jak będzie czas to i załapie szybciej. Ale Jasiowi gratulujemy! 🙂

    • Rada koleżanki niekoniecznie dobra. Jeśli teraz w tak podstawowej kwestii dziecku Pani ulegnie, potem będzie tylko gorzej, proszę mi wierzyć. Dziecku kształtuje się charakter max do 2,5 roku. Każde "ulegnięcie " teraz – w przyszłości…..klapa.

  • Anonimowy

    Ja jestem nianią i z mamą dziewczynki, której się opiekuję zaczełyśmy działać w tej kwestii też zaraz po tym jak mała zaczęła pewnie siadać. Też miała ok 6-7 m-cy. Pamiętam, że pierwsze co to kupa…moment pojęła, że kupę robi się na nocniku i już w wieku 9 m-cy rzadko jej się zdarzało aby zrobiła w pieluchę. Miała niecały rok jak zaczęła wołać siku i kiedy byla w mieszkaniu rzadko się zdarzało aby zrobiła siku w majtki, potem doszło wstrzymywanie w nocy i wołanie na siku na dworku. Jak miała półtora roku już całkiem pożegnała się z pieluszką :))

  • Jakie mamy – takie ich dzieci…

  • Anonimowy

    Ja zaczęłam wysadzać małego jak miał 4 miesiące, ale nie sadzałam go na nocnik, tylko wysadzałam do dużej miski jakby na trawkę, żałuję teraz, że nie sadzałam go na nocniku, gdy umiał już siedzieć bo teraz w wieku 14 m-cy załatwia się (oprócz pieluchy) tylko gdy go wysadzę i mimo, że zna świetnie słowo "siiii" które powtarzam przecież od 10 miesięcy, do nocnika się załatwić nie chce, bywa, że siedzi na nocniku, bawimy się w coś, ja oczywiście powtarzam jak nawiedzona "siii" a on nic, więc go biorę i wysadzam do miski lub muszli i od razu sika. Aha, kiedy śpi to nie sika, drzemki mamy bez pieluch, tylko muszę być w pobliżu, bo jak zaczyna się wiercić to wiem,że trzeba wysadzić, wysadzam, młody półżywy sika i śpi dalej. Noce też się zdarzają o suchej pieluszce, ale muszę wysadzić 2, 3, wszystko zależy czy się obudzę gdy zacznie się wiercić, jak się nie obudzę, to mamy pieluchę do zmiany

    • Szkoda, że nie zaczynałaś wysadzać w dniu narodzin, sorry ale to jest już przesada.. serio. Chore.