Podejmę dziś jeden z trudniejszych tematów z jakim przyszło mi się mierzyć podczas mojego słodkiego matkowania i blogowania tutaj. Długo zastanawiałam się czy w ogóle warto, bo wiem że moje zdanie może wywołać falę oburzenia wśród matek, dla których edukacja religijna jest najważniejszym elementem kształtowania dziecięcej osobowości.

Problem wiercił mi dziurę w brzuchu już wtedy gdy z owym brzuchem chodziłam. Chrzest Święty! Wiedziałam, że przyjdzie mi mierzyć się z problemem wyboru między byciem hipokrytką, a działaniem wbrew własnym przekonaniom w imię wyższego celu, jakim jest święty spokój (nomen omen) mojego dziecka. Wiedziałam, że jeśli nie ochrzczę, przypnę do Jaśka „szkarłatną literę”, o której wznoszące modły, „troskliwe” matki na pewno prędzej czy później nie pozwoliłyby nam zapomnieć. Wiem, że wśród żarliwych katolików, znalazła by się spora grupa, która w typowy dla siebie, bezlitosny sposób dałaby odczuć memu dziecku jego „inność”. To tego właśnie w naszych czasach pojąć nie mogę. Nie rozumiem, dlaczego spora grupa osób utknęła mentalnie na poziomie średniowiecza, kiedy to siłą i karą cielesną zmuszano ludzi do wiary w „Jedynego Boga”? Dlaczego pomimo postępu intelektualnego, są wśród nas ludzie, opętani chorą wręcz wiarą, która odległa jest od pojęcia jakiejkolwiek tolerancji? Dlaczego w XXI w. osoba, dokonująca innego, być może niezrozumiałego dla niektórych wyboru, podsumowywana jest przez nich najgorszymi epitetami? Wybierając swoją rację, nie potępiam postawy innych ludzi. Kieruję się tym co mnie samej w duszy gra. Widząc rodziców prowadzących dziecię do Kościoła, nie uważam ich za dziwadła i nigdy przenigdy, nie wpajałabym dziecku nienawiści do nich, tylko dlatego, że nasze zdania różnią się w tej sprawie. Szanuję ich poglądy i w żadnym najmniejszym nawet stopniu nie uważam, że moja „prawda” jest lepsza od ich. Jest po prostu moja i chcę mieć do niej prawo.W kwestiach religijnych postawiłam na rozsądek i wiarę, w wybory mojego pisklęcia. Uznałam, że jako dorosły chłopak sam zdoła pokierować tą częścią swej duchowości w kierunku, który uzna za stosowny. Wiedziałam, że jeśli zdecyduję się na „szkarłatną literę” przyjdzie mi sprostać wyzwaniom, którym nie wiem czy umiała bym stawić czoła. Religia w przedszkolu, szkole (w owym czasie kojarzona raczej z przyjemnym przedmiotem nauczania), przygotowania do komunii, prezenty, garniturek itp. Może powierzchownie, ale to właśnie te ostatnie, skumulowały we mnie całą gamę różnobarwnych wątpliwości. Bo jak wytłumaczyć ośmioletniemu dziecku, że wszyscy jego koledzy szykują się do czegoś, co dla dziecka ma zazwyczaj typowo konsumpcyjny wymiar, a jego to wszystko przez mamę omija? Omijam fakt, że jako duchowa ignorantka nie chadzam i nie będę chadzać z synem do kościoła, nie będę mu tłumaczyć sensu pisma świętego i nie będę uczyć Jasia słów całej książeczki przeróżnych modlitw, przekonując że Bóg i modlitwa do Boga, ma na nasze życie jakikolwiek wpływ. Oczywiście, nie będę wpajała mu awersji i nie będę starała się przekonać Go, że wiara jest człowiekowi do niczego nie potrzebna. Wręcz przeciwnie, dla Jego dobra postanowiłam być w tej materii całkowicie neutralną, a część edukacyjną postanowiłam powierzyć w ręce katechetów czy innych osób, które uważam za bardziej kompetentne w tej materii, z którymi mój syn spotka się na swej drodze w trakcie kolejnych szczebli swej przyszłej edukacji.Poczekam cierpliwie na Jego decyzję i zaakceptuję każdą, tak jak moi rodzice zaakceptowali moją. Wiem, że taki schemat postępowania „rodzi” dobrych ludzi, którzy niekiedy wbrew większości, żyją w zgodzie z własnymi ideałami. Dzięki temu, wyrastają z nich później szczęśliwi ludzie, którzy swym szczęściem pragną zarazić wszystkich, których spotkają na swojej drodze. Nawet jeśli nie odmówią w tej sprawie, nawet jednego pacierza…

Czy jestem ateistką? Nie wiem, chyba nie, ale mój sposób postrzegania wiary w jakąkolwiek energię rządzącą ogólnym porządkiem wszystkiego co nas otacza, ma dla mnie wymiar absolutnie indywidualny i osobisty. Nie potrzebuję świątyń, wyuczonych formuł i ofiar w przeróżnych nominałach przynoszonych coniedzielnie na złotą tacę. Jeśli czegoś potrzebuję, to wiary w głębszy sens naszego istnienia, ale sens ten nie ma dla mnie wymiaru spersonifikowanego Bóstwa, do którego trzeba się modlić w obawie przed Jego złością.

  • moje dzieci są nie ochrzczone. Stoczyłam batalię na początku z rodzinką ale nauczyło mnie to asertywności na najwyższym poziomie:) Jeszcze czasem coś słyszę ale potrafię dość szybko ucinać takie rozmowy. Mój brat ma już wydeptaną ścieżkę przeze mnie 🙂

  • Moje dziecko też nie ochrzczone. Ba z mężem mamy tylko ślub cywilny. Po co robić coś na pokaz, wielkie wesele i chrzciny dla polowy rodziny? To nie dla nas. Jak córka będzie chciała iść w strone kościoła chrześcijańskiego to nie będziemy jej tego utrudniać, ale po co z góry zakładać że dziecko bedzie katolikiem..

  • Nasz syn też nie chrzczony. I decyzji nie zmienimy.
    Dobrze piszesz, że niektórzy chcą zmusić innych do swojego zdania i nie szanują tego, że drugi człowiek chce postąpić inaczej. Dla mnie niepojęte jest namawianie mnie do kłamania przed ich bogiem, że wychowam dziecko w wierze, jak sama z mężem w żadnego boga nie wierzę. Chyba tego nigdy nie zrozumie.

  • No widzisz nikt Cię nie zlinczował 🙂 Też jestem nie wierząca.

  • A ja dla świętego spokoju ochrzciłam. I teraz mam święty spokój przynajmniej do komunii 😁 Czasem ulegam wpływom, a ochrzciłam żeby mojej mamie humor poprawić. Okropna ze mnie matka.

    • ja wzięłam ślub kościelny żeby rodzince fajnie było. Ale w kwestii dzieci już nie popuszczam 🙂

    • Beata Bujdasz – własnie dlatego, że wzięłam ślub kościelny żeby rodzince było fajniej, to mam teraz przechlapane, bo nie chce ochrzcić dziecka. Teraz jest gadka, że "a ślub kościelny był". I szczerze żałuję tego.

  • Ja ochrzciłam dla swojego spokoju, ale póki co nie mam powodu żałować swojej decyzji…

  • Anonimowy

    Myślę, że najważniejsszą rzeczą na poczatek jest poznanie sensu Chrztu Świętego w ogóle. Jeżlei zgadzamy się z tym i podejmujemy kolejne kroki w edukacji religijnej dziecka, to taki Chrzest ma sens..,.podobnie jest z innymi sakramentami. Natomiast, jeżeli nie ma się pewności co do istoty Chrztu ale nie jest się jego kategorycznym przeciwnkiem to myślę, że taka próba nie skutkuje niczym złym na pewno. Może być poczatkiem drogi wiary lub jej końcem. Jestem pałna podziwu i szacunku dla ludzi, którzy nie robią czegokoliwke na pokaz i z hipokryzją. Dla mnie tacy ludzie, którzy mają swoje zasady i nimi sie kierują sa autentycznymi ludzmi, nie udawającymi. Jeżeli nie chcę chrzcic dziecka- nie chrzczę, jesli nie chcę ślubu kościelnego- nie biorę go. Po co robic skoro nie ma to dla nas żadnego duchowego wymiaru? Dzięki Ania za ten wpis, był bardzo potrzebny! Gratuluję takiegio podejścia do sprawy i wyrażam pełen podziw dla innych którzy są autentcyznymi ludzmi. Osobiście jestem osobą wierzącą,a ludzie autentyczni (wierzacy, czy nie, ma to znaczenia, ważne że są uczciwi w tym co robią) są dla mnie wielkim przykładem! Dzięki i pozdrawiam, czekam na więcej…:)

    • chyba pierwszy raz w życiu przeczytałam anonimowy komentarz na poziomie 😀

  • Anonimowy

    Ja podgladalam syuacje mojego brata. Jest jehowym i nie ochtrzcil dzieci. One strasznie przezywaly komunie rowiesnikow i pytaly czy one tez moga miec takie swieto. Mysle ze dzieciom chodzilo bardziej o wymiar wlasnie konsumpcyjny. Ponadto mamy spoleczenstwo w wiekszosci katolikow. Ochrzcilam dziecko bez przekonania ze to super i ma oogromne znaczenie w jego zyciu, mysle o tym akcie wrecz odwrotnie. Ochrzcilam dziecko zeby kiedys moglo przyjac komunie jak rowiesnicy zeby moglo wziac slub koscielny jesli bedzie miec taka fantazje chociaz ja zyje w konkubinacie, wszystko po to zeby nie musiala kiedykolwiek przechodzic tych koscielnych formalności gdy uzna ze wierzy w boga. Gdy stwierdzi jak ja , ze jest agnosta po prostu nie skorzysta z koscielnych uslug. Wybor ma ciagle czy ma chrzest czy tez nie. Kazda decyzja uwazam ze jest zatem wlasciwa. Licze sie z tym ze to hipokryzja chrzcic dziecko jako agnostyk.

  • Ja też zdecydowałem się na chrzest, mimo że chrześcijanin ze mnie żaden. Uważam, że religia jest ważna w życiu młodego człowieka (w moim była) i jest z typu "nie zaszkodzi, a może pomóc". A jak dorosną, sami podejmą decyzje w którym kierunku chcą iść.