Jeśli jesteś w ciąży i nie wiesz co robić z nadmiarem wolnego czasu? Śpij, śpij ile wlezie, bo już za kilka tygodni będziesz żałowała, że nie wyspałaś się na zapas. Oczywiście, pomimo tego, że ja zarówno na początku, jak i pod sam koniec ciąży z powodu przesypianego czasu, miałam problem z odróżnieniem jawy o fazy REM, sztuka zmagazynowania snu niczym bulwa, zakończyła się niepowodzeniem. Dziś, żyję sobie ze swoją przemęczoną cerą i worami pod oczami do pasa, ale i tak mogę krzyczeć, że to właśnie teraz jestem szczęśliwa jak nigdy w życiu, a życie moje od samego zarania należało do udanych.

Po ośmiomięsięcznym matkowaniu jestem tak przemęczona, że mogłabym spać wszędzie. W kolejce po mięso, w przymierzalni, nad garnkiem uwarzonej zupy, wszędzie by choć na chwilę włączyć swój naturalny wygaszacz i choć na chwilę zamknąć powieki. Co więcej, permanentne przemęczenie daje o sobie znać w jeszcze jeden dobitny sposób. Spowolniona reakcja przybliża mój stopień oceny sytuacji do zera, przez co prawie odcięłam sobie palec (i to nie jeden raz), spaliłam włosy, ba… ja prawie zjarałam dom. Nie uznaję mikrofalówki. Ten sprzęt w domu nie ma u mnie racji bytu, a że mój elektryczny podgrzewacz do butelek, podgrzewa latami, wygodniejszą i szybszą okazuje się być stara, dobra metoda naszych mam „na garnek z wodą”. Metoda o tyle niebezpieczna, że jeśli jesteś niewyspaną matką, to możesz doprowadzić do prawdziwej tragedii. U nas skończyło się na stopionej butelce, ale jak widać na załączonym obrazku, wesoło nie było.

 

Obrazek przedstawia tragiczną śmierć Jaśkowej butelki z króliczkiem 🙁
Nie wiem czy wiecie, ale nasz mózg podczas snu oczyszcza się z toksyn, które powstają podczas procesów myślenia. Ja w takim razie, mam na prawdę brudne myśli, gdyż od urodzenia mojej perełki nie przespałam w całości, ani jednej nocy. Jasio jako „noworod”, miewał uciążliwe problemy z brzuszkiem, które nie pozwalały spać biedulkowi, a ja cierpiałam razem z nim. Teraz, gdy mój synuś jest już prawie 8-miesięcznym szkrabem, problemem stał się smoczek. Bezczelny wypada z buzi, a spanie bez gumiaka stanowczo przerasta możliwości mojego synka. Co więcej, skubaniec dalej woła o nocną butlę, tak więc latam tak między łóżkiem a łóżeczkiem, szukając po omacku zawleczki, która zabezpieczy moją tykającą bombkę zegarową.
Mówi się, że sen jest niezbędny w procesie zapamiętywania. Drodzy naukowcy, jestem żywym dowodem na to, że nie mylicie się w tym względzie. Moja pamięć w ostatnim czasie jest tak zawodna, że obawiam się, wkrótce nie będę wiedziała jak się nazywam. Zgodnie z doniesieniami, podczas snu komórki mózgu kurczą się, otwierają się luki pomiędzy neuronami, dzięki czemu możliwe jest „wypłukanie” toksyn. Jeśli proces oczyszczania mózgu zostanie zakłócony, mogą wystąpić zaburzenia w jego funkcjonowaniu, podobne do tych z jakimi mamy do czynienia w chorobie Alzheimera. W przebiegu wspomnianej choroby w mózgu gromadzą się patologiczne białka, które wywołują dalszą degenerację tkanki mózgowej. Drogie mamy, w naszym przypadku skleroza na prawdę boli i potrafi skomplikować nawet najprostsze, domowe czynności.
Moje uparte dziecię, od kilkunastu minut walczy tu obok, o przedostanie się do klawiatury, bezcenne 🙂
A jak tam ze spaniem u Was? Czy tak jak u mnie, nie marzą Wam się buty z czerwoną podeszwą, perfumy kwieciste i inne cuda, a zwykłe ciepłe łóżeczko na wyłączność przez co najmniej 48 godzin? Rozmarzyłam się…

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.