W zeszłym roku zaginęło blisko 9 tyś. dzieci w różnym wieku. Statystyki nie pozostawiają złudzeń, codziennie w naszym kraju ginie ok. 11 nieletnich. Część z nich nigdy nie zostaje odnaleziona. Co gorsza porwań i porwanych z roku na rok przybywa i to w zastraszającym tempie.

Mały biegł przed siebie co sił w nogach. W spodenkach z aplikacją misia na pupie, koszulce w paski i czapeczce z daszkiem na kwintę wyglądał tak uroczo, że oglądał się za nim niemal każdy przechodzień. Jego małe stópki odrywały się od ziemi w wyjątkowo urokliwy sposób, a dzielnie stąpająca za kicającym malcem mama, nie spuszczała oka ze swego skarbu nawet przez chwilę.
– Biegniesz do mnie mały? – spytała przechodząca chodnikiem staruszka, jednocześnie rozkładając ręce w kierunku bądź co bądź obcego dziecka. Na twarzy matki wymalował się grymas nieskutecznie maskowanej złości. Coś pomiędzy uśmiechem przez zaciśnięte zęby, a malującą się na twarzy pogardą na zachowanie osoby, która z racji wieku powinna być przecież logicznie myślącą. To jedna z tych sytuacji, kiedy nie wiesz jak się zachować. Wbrew różnicy wieku, zrugać z góry na dół pomijając szacunek do starszej, być może samotnej, spragnionej towarzystwa osoby? Czy też uśmiechnąć się sztucznie i udać, że przecież nic się nie stało?

 

Chwilka po wyjściu ze żłobka. Tuż przy bramie rozgościło się stado paskudnie upasionych, brudnych gołębi. Nie umknęło to uwadze małego ornitologa, który za punkt honoru postawił sobie gonitwę za wszystkim co ma skrzydła. Minęło 10, 15 minut, pół godziny, a człowieczek dalej nie zamierzał ruszyć na przód swoich czterech liter. Do domu.
– Synku, starczy już zabawy, chodź do domku, mamę boli głowa, jest strasznie gorąco, a musimy jeszcze obiadek ugotować…
Cisza…
– Synku, proszę zostaw gołąbki i chodź ze mną do domu,
– Nie!…
Zdecydowane „Nie” w ustach niespełna dwuletniego dziecka, zmusiło matkę do podjęcia bardziej radykalnych metod. Pełna wiary we własne możliwości odparła głosem nieznoszącym sprzeciwu.
– Daj mi rączkę i chodź natychmiast do domku. Ileż można biegać za ptaszyskami? – W tym momencie z wprawionej w bojach gardzieli wydobył się potworny wrzask – manifest ogólnej niesprawiedliwości, której ogrom przygniótł małe ciałko do brudnego chodnika. Świadkiem zajścia okazał się przesiadujący nieopodal żulik, oddający się kontemplacji szkarłatnego trunku, którego odór przywodził matce na myśl środki do dezynfekcji cieplarek w laboratorium u niej w pracy.
– Nie płacz mały, chodź do wujka, masz tu cukierka. Niedobra mama nie da Ci się bawić, tak?. Chodź z wujkiem. No masz, weź! – kontynuował, wysuwając w kierunku dziecka brudną, obdrapaną łapę z różowym, szeleszczącym cukierkiem, galaretką w czekoladzie.
– Przepraszam, on nie jada słodyczy – odparsknęła przerażona matka, która oczami wyobraźni widziała swoje dziecko zajadające to coś od obcego człowieka, który nie wiadomo co robił i gdzie trzymał ów kontrowersyjny łakoć.

 

Poczekalnia w przychodni rejonowej. Zniecierpliwiony sytuacją maluch, prezentował wirtuozerię swoich „muchów w nosie”.
– Proszę malutki – odezwała się do malca kobieta, która postanowiła nakarmić obce dziecko cukierkiem w typie krówki.
– Mama da – odrzekł brzdąc wymownie wyciągając cukierek w stronę swojej rodzicielki.
– Jasiu, ty nie jadasz cukierków, poza tym zaraz wchodzimy do pani doktor…
– da, da, da, mammmmmma – rozległ się płacz na całą poczekalnię, a wszystko dlatego, że pewna pani postanowiła wtrącić swoje „wychowawcze” trzy grosze.

 

Mogę dodać do tego dziesiątki innych, podobnych sytuacji, w których obcy ludzie zagadywali lub próbowali chwytać za rękę, głaskać po główce,  zaczepiać lub częstować mojego synka. Zdarza się, że częstują go słodyczami nie pytając mnie o zgodę, doprowadzając do prawdziwie niezręcznych sytuacji (przecież mógłby być cukrzykiem lub alergikiem, poza tym co to za spoufalanie?), w których muszę tłumaczyć dorosłym ludziom oczywiste oczywistości. Nie chcę wychować odludka, ale też nie chcę wytworzyć w dziecku nadmiernej ufności wobec obcych ludzi, szczególnie w czasach, w których warto jak najwcześniej wytworzyć w dziecku zasadę ograniczonego zaufania do nieznajomych, a już tym bardziej gdy ci częstują lub ot tak wręczają maluchowi jakieś niespodzianki. Nieważne jakie kierują nimi pobudki: szczerość, samotność czy faktyczna sympatia do słodkich maluszków, to niedopuszczalne, że ktoś ośmiela się naruszać nietykalność osobistą mojego dziecka. Czy tak samo zaczepiają mnie lub jakiegokolwiek dorosłego przechodnia, nawet jeśli ten ma ubraną najbardziej przyciągającą wzrok sukienkę w groszki? Dlaczego niektórzy uzurpują sobie prawo do zagadywania małych dzieci, nie biorąc pod uwagę tego, że swoją bezmyślnością mogą doprowadzić do niebezpiecznej sytuacji w przyszłości, kiedy to maluch oswojony z natrętnymi przechodniami, może paść ofiarą osoby z nieszczerymi intencjami. Doskonale ukazuje to zaprezentowany na filmiku eksperyment, który powinien stanowić przestrogę dla każdego rodzica. Maluchy, łatwowierne z natury, dopiero z czasem nabierają do obcych dystansu. Zadbajmy o bezpieczeństwo naszych dzieci, chroniąc je przed „życzliwymi” gestami ludzi, których lekkomyślność oswaja w nich przeświadczenie, że wszyscy ludzie są mili i przyjaźnie nastawieni do świata, a zło nie istnieje lub przynajmniej ich nie dotyczy. Przecież wszyscy wiemy, że to nieprawda.

 

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Sebastian

    Daje do myślenia, a ten filmik zwłaszcza, który zamieściłaś. Swoją drogą trzeba by sprawdzić, czy i u nas coś takiego nie mogłoby się zdarzyć.

  • W 100% się z Tobą zgadzam, strasznie irytuje mnie takie wtrącanie się. Najgorsze są takie podstarzałe już panie. A gdy im się powie, że nie, bo sobie tego nie życzysz, to taką listę (czasem i obelg) się usłyszy, że witki opadają…

  • Sebastian

    Jeszcze jeden filmik gościa o porywaniu już nastoletnich dziewczyn, dobry jest…

  • Starsza..

    Nie martwcie się..niedługo wymrze te nachalne pokolenie, a zostanie te, które nie będzie reagować gdy Waszemu dziecku będzie się działa krzywda..

    • Sebastian

      Osoby, o których tutaj mowa, same są zagrożeniem. Chyba nie zrozumiałaś przesłania tego tekstu. Ewidentnie nie zrozumiałaś. Ruszanie komuś na ratunek a narzucanie się komuś to dwie różne rzeczy.

  • F.

    Hmm… strasznie zdziwił mnie początkowo i zasmucił zarazem ten wpis. Uważam, że to bardzo niewłaściwe, że musimy tak bardzo chronić nasze dzieci przed obcymi. To takie nienaturalne, z jednej strony.
    Mieszkałam rok w Mongolii i tam, kulturowo jest to jeszcze mocno osadzone, że dziecko jest dobrem wspólnym. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś obcy tam mógł skrzywdzić dziecko. Wręcz przeciwnie. Matka podróżująca sama pociągiem z dwójką dzieci bez wahania oddaje je pod opiekę dowolnemu innemu pasażerowi i może mieć pewność, że nic mu się nie stanie, gdy będzie musiała iść do łazienki czy coś kupić. Tam o dzieci bardzo się dba i dba o nie całe społeczeństwo. Dzieci się po prostu nie krzywdzi!
    Uważam, że to powinno być naturalne, lecz niestety nierealne jest to w naszym kraju.
    Zaledwie dwa tygodnie temu jakaś kobieta próbowała w sklepie porwać córeczkę mojej znajomej. Teraz boję się spuścić na sekundę oko z syna.