Czy obcy człowiek ma prawo wtrącać się w wychowanie obcych dzieci? Jeśli własny rodzic nieodpowiednio się o to wychowanie zatroszczył, to dlaczego nie?

Byłam dziś świadkiem dość powszechnie spotykanej sytuacji. Wsiadając do tramwaju, wiedziałam że tuż za mną wsiada też mama ze śpiącym na rękach dwulatkiem. Wiem, że brzmi to nielogicznie, ale każda matka wie, że sen do pewnego wieku dopada dzieci w najbardziej nietypowych, życiowych sytuacjach. Zapewne z taką mieliśmy do czynienia i tym razem. Ale nie o tym chciałam napisać. Otóż, przekonana o sile empatii otoczenia, posadziłam Jasia na jedynym wolnym siedzeniu w tramwaju. Zdarzało mi się jeździć z młodym, gdy ten stał, nieudolnie trzymając się barierek, ale wiadomo, że jest to ekstremalnie niebezpieczne i wręcz niedopuszczalne w przypadku dwulatka. Właśnie dlatego najczęściej proszę o ustąpienie Jachowi miejsca. Prawie zawsze spotykam się z życzliwością. No może z wyjątkiem jednej sytuacji, kiedy zrugałam dziewuszysko z góry na dół (kulturalnie lecz dobitnie) za jej ignorancką postawę. Nie dlatego, że uważam że należy mi się miejsce i koniec kropka, tylko dlatego, że sytuacja w której życie mojego, ale też każdego innego małego dziecka jest narażone, dla wygody jakiejś zaczytanej fruzi doprowadza mnie do eksplozji. Tym razem było podobnie. Obejrzawszy się za siebie, zauważyłam, że biedna mama ze śpiochem na rękach stoi, jednocześnie pilnując ledwo utrzymującej równowagę córeczki, która walczyła z grawitacją tuż pod nosem zaczytanej w książce studentki. Czułam wyrzuty sumienia, chciałam ściągać Jasia z siedzenia, by ten (podkreślam dwulatek) ustąpił miejsca biednej kobiecie. Bluźniłam w głowie na niewychowaną dziewuchę, układałam w zdania myśli, które za chwilę chciałam wylać na nią wiadrem pomyj, gdy me myśli głosem się stały i rozniosły echem na cały pojazd.

– NIE WIDZI PANI, ŻE OBOK STOI MAMA Z DWÓJKĄ MAŁYCH DZIECI?!!!!!
– JEEEEEEZU – odrzekła, bezczelnym tonem dziewucha
– Nie Jezu, tylko niech pani wstanie i pozwoli jej usiąść. Jest pani niewychowana?
– Pani jest niewychowana, że drze się pani na mnie na cały tramwaj!
– Nie krzyczę, tylko mam donośny głos, poza tym…
– To współczuję, jest pani chamska i niech się pani nie wpierdala w nie swoje sprawy!!!

Normalnie myślałam, że pęknę. Gdyby nie fakt, że za chwilę mieliśmy wysiadać, a poza tym staram się nie awanturować przy Janie, dołączyłabym się do „opitolenia” siksy z góry na dół.

Z całym szacunkiem, o ile ustępowanie miejsca staruszkom zapitalającym galopem do wolnych siedzeń (skoro zapitala, znaczy że kobita z werwą, zdrowa, silna itp.) uważam za nadgorliwość, a młody nie jest synonimem dla zdrowego i nie zawsze musi mieć ochotę ustępować starszym bo tak, to ustąpienie miejsca matce z dwójką dzieci, w tym z jednym na rękach, uważam za sprawę bezdyskusyjną. Oczywiście, zaczytana siksa mogła być zmęczona, mieć PMS, okres czy po prostu zły dzień, ale chamstwa i niewyparzonego języka nie usprawiedliwi w moich oczach nic. Jeśli zwrócono jej uwagę, do tego w słusznej sprawie, powinna przyjąć to z pokorą i z kulturą się ze zdaniem zwracającej jej uwagę nie zgodzić, ale forma z jaką zaznaczyła swą pozycję, jest delikatnie mówiąc kontrowersyjna i nie usprawiedliwia jej nic, nic i jeszcze raz nic.

Można się spierać o zasadność grup uprzywilejowanych, które społeczeństwo zmuszone jest traktować niczym święte krowy. Jednak każdej normalnej matce zależy na jak najlepszym wychowaniu swoich dzieci, a wychowanie to małe gesty właśnie. To empatia, koleżeństwo, to wszystko to, co pozwala przyjemnie, wzajemnie funkcjonować, bez stawianie siebie samego na piedestale. Właśnie takie wartości powinno posiewać się w naszych małych dzieciach, aby drobne gesty przychodziły im bez trudu, w sposób naturalny i aby robiły to odruchowo bez chęci poklasku z ich przykładnych postaw.

Zgadzacie się?

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.