Wiele mam wychodzi z założenia, że niemowlęta i małe dzieci jako istoty pozbawione zmysłu smaku, połkną wszystkie, przypadkowo zmieszane papki. Nic bardziej błędnego, bo to właśnie maluchy są największymi smakoszami i to właśnie one mają zaszczyt posiadać jedno z najbardziej wrażliwych podniebień spośród wszystkich zwierząt. Ciekawe czy wiecie, które spośród zwierząt posiada największą ilość kubków smakowych? Odpowiedź jest bardzo zaskakująca, gdyż absolutnie nie jest nią Magda Gessler :p

Smak jako zmysł chemiczny,

podobnie jak zmysł powonienia, charakteryzuje się reakcją receptorów smakowych na określone substancje chemiczne, znajdujące się w pokarmach lub napojach. Receptory smakowe zaliczane są do tzw. receptorów kontaktowych, gdyż odbierane informacje działają bezpośrednio na kubki smakowe, które rozmieszczone są głównie na języku, ale także na podniebieniu miękkim oraz tylnej ściance gardła. Umiejscowienie kubków smakowych w jamie ustnej czy przełyku jest czymś oczywistym i powszechnym, ale co ciekawe, kubki smakowe (choć niezbyt liczne) znajdują się także w górnej części przewodu pokarmowego, obejmując swym zasięgiem, górny odcinek żołądka, spełniając tam rolę specyficznych sygnalizatorów, informujących nas o ewentualnych truciznach zawartych w pałaszowanym pożywieniu.Zupki mniam, bo receptory smakowe mam.
Receptory smakowe odbierają podniety chemiczne, pochodzące wyłącznie z substancji rozpuszczonych w wodzie. Najszybciej reagują na substancje, które dostają się do jamy ustnej w postaci roztworów. Reakcja receptorów jest o wiele wolniejsza w przypadku substancji, które do jamy ustnej dostają się w postaci suchej, i dopiero nasza osobista ślina odgrywa rolę rozpuszczalnika.

Kubki smakowe, ale nie te instant.
Kubek smakowy jest podstawową jednostką czynnościowo- strukturalną zdolną do odbioru różnych wrażeń smakowych. Najwięcej kubków smakowych występuje na grzbietowej powierzchni języka, przez co odbieranie bodźców jest najważniejszą, ale nie jedyną funkcją tego organu. Pomimo morfologicznego, wzajemnego podobieństwa kubków smakowych do siebie, jesteśmy zdolni do rozróżniania czterech podstawowych smaków: słodkiego, słonego, gorzkiego i kwaśnego. Liczba kubków smakowych u człowieka zmniejsza się wraz z wiekiem, przez co w jesieni życia, mamy ich już o połowę mniej niż na początku (około 2000). U małych dzieci kubki smakowe występują nie tylko w brodawkach smakowych rozmieszczonych na języku, ale także na wargach w okolicy ust. To właśnie dlatego największą radość naszym pociechom sprawia, wysmarowywanie sobie jedzeniem całej buzi. Oczywiście w oku, w uchu czy na włosach komórek smakowych już nie uraczymy, ale pozwólmy maluchom na chwileczkę zapomnienia.

Oczywiście najbardziej docenianym przez dzieci jest smak słodki. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż już w trzecim trymestrze ciąży, nasze nienarodzone jeszcze maleństwo, próbuje wszystkiego co zjada jego mamusia. Im słodsze (zagwarantują to zdrowe i słodkie owoce, a nie tabliczka czekolady, czy ekler z kremem) tym lepsze, a swoją aprobatę maluch okazuje łapczywie zasysając, smakowite wody płodowe. Odbija mu się to później czkawką, na co mój mały cwaniak jest żywym dowodem. Swoją drogą ciekawe, czy Wasze maluszki w brzuszkach, też tak często czkały? Owe, płodowe zafascynowanie słodkim smakiem, znajduje odzwierciedlenie w preferencjach smakowych tuż po urodzeniu. Zarówno mleko mamy, jak i mleko modyfikowane, osładzają chwile naszym maluszkom, a mleczna, rozkoszna słodkość to smak kojarzony z bezpieczeństwem. Dlatego ważne jest pieczołowite i staranne pielęgnowanie, kształtujących się, kolejnych wrażeń smakowych.

Wiele mam, nie docenia potencjału dziecięcych pyszczków, podając potrawy pod względem smakowym „bylejakie”. Ja stosuję zasadę, że nie serwuję swojemu dziecku nic, czego sama bym nie zjadła. Niezgrabne połączenie ryby z nie pasującymi do niej warzywami (np. kalafiorem), może zaowocować wykształceniem się awersji do ryby forever. Do tego wszystkiego dochodzi mylne mniemanie mam, „że skoro ja nie lubię, to moje dziecko też nie”. Sprytnie skomponowane, doprawione szczyptą dobrego smaku i całą garścią maminego serca obiadki skradną serce, każdego nawet najbardziej wymagającego malucha.

Rodzic to dla malucha największy autorytet, również w dziedzinie wyboru smaków. Jeśli rodzic odżywia się wyłącznie „śmieciuchami” nie dziwmy się później, że dziecko automatycznie powieli szkodliwy wzorzec. Pamiętajmy też, że około drugiego roku życia, malec
przestaje być smakoszem, a do jedzenia zaczyna podchodzić w sposób ostrożny i dlatego coraz trudniej będzie go przekonać do nowych smaków. Wykorzystajmy więc, charakterystyczną dla okresu niemowlęcego i wczesnodziecięcego ciekawość, wrażliwość i chęć poznawania, kiedy jest ono „odkrywcą smaków” poprzez maksymalne urozmaicanie serwowanych mu potraw.

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Anonimowy

    Bardzo mądry wpis, popieram podejście i zachęcam inne mamy do wzięcia tego co tu piszesz mocno do serca….

  • Asia B.

    Czy Wy też posuwacie się bardzo nieetycznie do różnych podstepów? Jakieś przemycanie wierszyków o jedzeniu, figurki z jedzenia itepe a później pożeranie tego ziemniacznego albo mięsnego potworka? Tak tak.. robię tak… Ale co innego jeśli czasami nic nie działa i każdy posiłek to meczarnia i stres i dla mnie i dla córki? Przerobiłam już wszystkie dziecięce ksiażeczki o jedzeniu, poluję na każdą nową z nadzieją, ze ta akurat pomoże. Zośka ostatnio podspiewywała już nawet wierszyk z książki Pampi na talerzu: bardzo dobra jest pietruszka, zaproś ją do swego brzuszka. Skutek? Zgodziła się na wrzucenie pietruchy do rosołku a nie jak zwykle goły, jeśli w ogóle. Ale ile można? A może tylko ja tak świruję?

    • Ania Berger

      O! Macie tego Pampiego. Fajny? Mi koleżanka polecała, że fajne pomysły na jedzenie. Jakieś stawy mleczne tam są, chlebowe miasta i że można się fajnie bawić a dzieci chętniej jedzą. Zamówiłam ją ale jeszcze nie przyszła. Może u nas też pomoże,bo już czasem witki opadają.