Dziś, podczas niewinnych zakupów w Hebe, moją uwagę zwróciło dość niepokojące zjawisko. Zbombardowana reklamą nowych pomadek, uwielbianej przeze mnie firmy Bourjois poleciałam ją zniuchać i niczym dzieciak z nosem przyklejonym do szyby cukierni, oglądałam, macałam, próbowałam. Nagle, zza moich pleców dobył się głos uprzejmej pani ekspedientki, która oznajmiła mi, że „dwa brakujące testery znajdują się u niej na toaletce”.
Ku mojemu zaskoczeniu, OBA TESTERY zostały przez tą panią użyte, do pomalowania ust kobiety, która zapłaciła za zrobienie jej wieczorowego makijażu. Zatkało mnie, gdyż na samą myśl, o ilości pomazianych pedzelkiem pomadki nieumytych rąk, opryszczek i innych zaraz, aż przeszły mnie dreszcze i doprawdy nie wiem, jak tego typu proceder przechodzi w HEBE bez większego echa. Nie wiem, czy podobnie dzieje się w przypadku innych kosmetyków i czy używane tusze, cienie itp, to też testery, ale fakt, że do pomalowania ust, użyto produktów wystawionych do prezentacji, zapominając o fundamentalnych zasadach higieny, skutecznie zniechęcił mnie do dalszych zakupów. To skandal i doprawdy współczuję kobiecie, która w swej nieświadomości, została przez makijażystkę tak paskudnie potraktowana.
Swoją drogą otworzyło mi to oczy i z większą uwagą, obserować będę tego typu usługi w innych znanych sieciach.

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.