Pamiętacie chwilę, kiedy po raz pierwszy spotkałyście się ze swoim mężczyzną? Specyficzną chemię, która wypełniła całe otoczenie, rozpylając esencję sensualnego uniesienia?

Pamiętacie jego, studiującego każde drgnienie waszego, kobiecego ciała? Tropiciela każdego gestu, który mógłby zaprowadzić go do upragnionego celu. Pamiętacie uczucie wzroku śledzącego, ruch Waszej ręki podczas odgarniania włosów? Dziwne uczucie, towarzyszące chwili, gdy postanowiłyście udać się do toalety, a on odprowadzał was wzrokiem? Taksowanie wzrokiem w górę, pauza, w dół? Chwilę, gdy wasze dłonie spotkały się po raz pierwszy?  I usta, które spotkały się w nieoczekiwanym, pierwszym, eksplodującym endorfinami pocałunku?
Specyfika pierwszego spotkania, choć dotyczy milionów zakochujących się w sobie ludzi, zawsze jest prawie taka sama. W momencie, gdy dociera do nas, że chłopak/ mężczyzna, z którym udałyśmy się na spotkanie jest interesujący, wygadany, a Jego oczy są bardziej niebieskie niż nam się wydawało, wpadamy jak w studnię, owej głębi błękitu. Topimy się w niej, bez braku umiejętności zaczerpnięcia czystego, pozbawionego zgubnych fluidów miłosnego uniesienia powietrza. Dość powszechnym jest uczucie totalnego zatkania, wywołanego przez rozliczne czynniki. Opętane zauroczeniem serce, wali jak szalone, niemal wyrywając się z odsłoniętej kusym dekoltem piersi. Uczucie rozanielenia połączonego ze strachem, że wszyscy słyszą ową palpitację i wszyscy widzą, że nasz kandydat wpadł nam w oko. A przecież kobieta, na pierwszej randce, powinna choć udawać mniej zainteresowaną i całkiem niedostępną.
Polowanie. Zgodnie z teorią, która wgryzła się w powszechne rozumowanie stosunków damsko – męskich, mężczyzna to łowca. Uwielbia gdy się go wodzi na pokuszenie, prowokuje, tocząc walkę podjazdową, skazując go na wewnętrzne katusze, implozje i eksplozje, wywołane naprzemiennym podgrzewaniem i chłodzeniem atmosfery pomiędzy wami. W jednej chwili, dajemy się złapać w jego słodkie sidła, by za chwilę czmychnąć w całkiem inną stronę, udając nieświadome swojego uwodzicielskiego oblicza. W praktyce, facet odlicza minuty do momentu, kiedy wrzuci nas w rozgrzaną do czerwoności pościel, a my w zasadzie robimy to samo, tyle że w pościel z koronki.
Romantyzm, niby przereklamowany, troszkę niemodny, a jakże pożądany i mile widziany. Mężczyzna romantycznym jest przez kilka pierwszych spotkań, potem jest po prostu facetem. Pamiętacie waszą pierwszą randkę? Idę o zakład, że był szarmancki jak nigdy potem, przywitał Was kwiatami lub chociażby różą z metra, a pachniał tak, że jego zapach jeszcze długo po spotkaniu wiercił dziurę w waszych nozdrzach. Prawdopodobnie romantyzm gubił wprost proporcjonalnie z mechanizmem poznawania swojej wybranki. Im bardziej cię miał, tym mniej się starał, w końcu wiedział, że wpadłaś po uszy. Nie mylił się i ze słodko pachnącego przystojniaka z bukietem w dłoni, stał się facetem, który odkąd posiadł cię w całej twej rozciągłości, zamiast kwiatów na łące, sadzi skarpetki na podłodze, pierdzi, beka, chrapie, zapomina opuszczać deskę po sikaniu (przez co notorycznie wpadasz dupskiem w kibel), nie opłukuje zlewu po paście do zębów i stał się stąpającym po ziemi testosteronowym potworem. Życie kurde bele…Tak więc jeszcze raz sięgnijmy pamięcią do chwili, kiedy dopiero się poznawaliście. Kiedy przy każdym kolejnym spotkaniu eksplorowaliście swoje cechy, zakochiwaliście się w nich, a wasze rozmowy nie miewały końca. Po kilku latach spędzonych razem, te same cechy, miewają smak goryczy, a wyczekiwane rozmowy zawsze spełzają lub chociaż lawirują wokół wspólnych problemów, o których chcielibyście zapomnieć, a o których zapomnieć się nie da. Bywacie sobą zmęczeni, miewacie siebie dość, a motyle w brzuchu chwilami zastępowane są wiercącym dziurę w brzuchu wkurzeniem. Życie to nie bajka, wbrew oczekiwaniom nie wystarczy pałac utworzony z wykreowanego przez nas same wizerunku swojego wybranka, który targany problemami codzienności, zazwyczaj nie jest już tym kim był na samym początku. Kredyty, opłaty, nieoczekiwane wydatki, problemy w pracy itp. skutecznie wyniszczają beztroską relację, która od tej pory zyskuje status dojrzałej.

Cementem wszystkiego między wami są wspomnienia i krótkie chwile beztroski, które skutecznie chronią przed pomieszaniem się zmysłów, stanowiąc mentalny odpoczynek w drodze do niekończącej się gonitwy dnia codziennego, któremu chcąc nie chcąc bliżej do szarości, niż słodkawo – tęczowo – błyszczącego początku. Waszego początku. To nie znaczy, że jest gorzej. Bywa trudniej, inaczej, czasem irytująco. Czasem tak, że najchętniej utopiłabyś go w wannie wypełnionej po brzegi wzbierającym w tobie jadem. Śmiertelnym jadem. Ale są też chwile, w których zwykłe podanie pod nos pachnącej kawy z mlekiem, zwykły bukiet kilku omdlałych stokrotek, kanapka z serem, której przecież nie chciałaś i inne drobiazgi, które pozwalają wytrwać, są jedynym warunkiem odzyskania zagubionej po drodze równowagi. BO ZWIĄZEK TO WSPÓŁEGZYSTOWANIE, POLEGAJĄCE NA WZAJEMNYM  UŁATWIANIU SOBIE SAMEGO ŻYCIA, WBREW WSZYSTKIEMU CO NAM TO WSPÓŁEGZYSTOWANIE UPRZYKRZA.

Tak więc, drogi czytelniku jeśli jesteś na jednym z pierwszych etapów procesu zakochiwania się, bierz z niego ile się da, nie śpiesz się, bo wkrótce strasznie za tą beztroską zatęsknisz.

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Pamiętam pierwsze spotkanie jakby było wczoraj, a pomyśleć , że zaczęło się od głupich żartów telefonicznych 🙂 http://soundlymalinkaa.blogspot.com/

  • hehe, oj jak to prawdziwie napisane. Mój niegdyś romantyczny samiec, właśnie leży w łóżku i śmierdzi cebulą jak stary dziad. Ale to ja mu zrobiłam syropek z cebuli, żeby szybciej wyzdrowiał i mniej cierpiał 😛

  • spoko opowiadanie 😉

  • nieźle 🙂

  • Ladymami Paulina

    Genialnie to ujęłaś. Czas zauroczenia, zakochania jest niesamowicie ekscytujący. Życie wszystko weryfikuje ale to, że zauważa się w tej drugiej osobie coraz więcej wad, a wciąż się z nią jest świadczy, że spotkaliśmy prawdziwą miłość 🙂