Dziwne mamy czasy. Czasy internetowego ekshibicjonizmu, tyle że co gorsza najwięcej pokazują Ci, którzy nie mają zbyt wiele do zaoferowania. Internet roi się od psudoliterackich paszkwili, będących grafomańskim wytworem nudzących się ludzi, dla których jedyną motywacją są darmowe gadżety, mamona z reklam czy nieuzasadnione parcie na szkło.

Co gorsza, formują oni towarzystwa wzajemnej adoracji, w których agitują się i motywują do dalszego zaśmiecania. Są wśród nich psudoblogerzy frustraci, którzy w swej internetowej przestrzeni, dają upust swoim niezliczonym kompleksom. Ostrym, ale jednocześnie chamskim językiem starają się nadrobić siano w głowie oraz całkowity brak pomysłu na siebie. Samodzielnie piszą wyłącznie o pierdołach, językiem dalece odbiegającym od kanonu języka pisanego, a wszystko to okraszają marnymi przeróbkami grafik, ukradzionymi z innych blogów lub internetu. W ich mniemaniu własność intelektualna w sieci nie istnieje, a ich tupet przerastający poczucie przyzwoitości, posuwa ich do podkradania cudzych treści, pod którymi śmią się podpisać własnym pseudonimem. W końcu sami niewiele mają do powiedzenia, a sklecenie nawet kilku sensownych zdań, stanowczo przerasta ich możliwości intelektualne. Niestety tego typu blogi pojawiają się jak grzyby po deszczu, przez co coraz częściej blogowanie kojarzy się z totalną głupotą i najzwyklejszym w świecie obciachem.
Wiem, narażę się tym co napiszę, ale że mam wiele z kota, to nie zważając na nic, chadzam wyłącznie swoimi drogami, nie oglądając się na to co pomyślą i powiedzą inni. Dobija mnie ilość blogerek kosmetycznych, dla których całym światem są tusze i lakiery do paznokci. Ileż można? Oczywiście, nie piszę tu o przypadkach dziewczyn z prawdziwym talentem, które swoimi blogami starają się spopularyzować swoją osobę, bo na prawdę coś potrafią. Mówię tu o blogach w stylu „Byłam dziś w rossmanie, było bardzo fajnie, kupiłam sobie mydło i płyn do higieny intymnej”. DŻIZAS! Co gorsza rozpleniło się to to, jak jakaś choroba i dzięki temu mamy tysiące nastoletnich blogerek, dla których największym problemem świata jest kwestia koloru błyszczyka czy cienia do powiek. Blogi te na początku, nawet potrafiły mnie rozśmieszyć, ale co za dużo to nie zdrowo!
Kolejna grupa „intelektualnych inaczej” to szafiary, które w większości reprezentują poziom intelektualnego rowu mariańskiego. Oczywiście są wśród nich, tak zwane potwierdzenia reguł, ale lwia część to pozbawiona szarych komórek masa przeciętnych, wręcz bezbarwnych dziewczyn, którym się w dupach poprzewracało i wydaje im się więcej niż wydawać się powinno. Szorty, legginsy, tregginsy, botki, srotki, wrotki, siano we łbie i totalne nierozumienie otaczającej rzeczywistości.
Innymi, dość licznymi osobliwościami, są blogi stworzone tylko po to by coś dostawać i o tym czymś „pisać”, choć to pisać, to chyba za dużo powiedziane. Nawet jeśli to kostka masła, albo próbka słynnego płynu do dezynfekcji rur. Jak można cenić swój czas, aż tak nisko? Choć nie reprezentują raczej wyżyn internetowego design, zdjęcia najczęściej robią „kalkulatorem”, a treść ogranicza się wyłącznie do dwóch, trzech zdań z całą masą błędów, to jakimś cudem znajdują się firmy, które chcą, aby taki „spryciarz” wspomniał o nich na swym arcyciekawym blogu (ironia)? Moim zdaniem to antyreklama i widząc pochlebną opinię (tam są zawsze pochlebne) na tego typu blogu, omijałabym produkt szerokim łukiem.
Przejdźmy do moich „ulubieńców”. Blogów o mydle i powidle, które w zbyt swobodny sposób opisują siebie kategorią lifestyle. Być może interpretują temat zbyt dosłownie, albo prowadzą mało ciekawy tryb życia, przypominający bardziej bierną wegetację mchu? Nie wiem, ale opisywanie wypadu do biedronki, okraszane dokładną analizą zakupionych tam produktów (w tym szynki, sera, mleka i preparatu na sraczkę), to dla mnie zbyt wiele. Jeśli „bloger” taki ma grafomańskie zapędy, niech kupi sobie brulion i opisuje wszystko do szuflady. Niech nie katuje czytelnika, bo strach pomyśleć, że po raz kolejny zdarzy mi się do takiego delikwenta, przypadkiem zbłądzić.A zblądziłam w ten sposób już nie jeden raz…
Założyć bloga jest bardzo łatwo (zbyt łatwo), pisać o niczym, to też żadna sztuka, ale po jaką cholerę robić coś, do czego nie ma się serca i krzty talentu? Po jaką cholerę?
Pisząc to, chciałam niektórych obrazić i zmotywować do zaniechania swych nieuzasadnionych, blogowych zapędów…

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • nie wiem czy się nie łapię w którąś kategorię, ale Twój postulat popieram 😀

    • Pewnie Ci co się wpisują, będą temat hejtować, a nie popierać 🙂

  • Co racja, to racja. Wiadomo, że każdemu ciężko jest ocenić samego siebie, ale niektóre rzeczy są mocno przesadzone i wyolbrzymione na poniektórych blogach. Ciekawa jestem czy kiedyś stworzysz swój osobisty ranking tego typu blogów.

    Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że aż tak z moim pisaniem źle nie jest 🙂

    ewa

  • Szkoda, że nie napisałaś tego kilka dni wcześniej 🙂 Mogłabym powiedzieć, że dzięki Twojemu postowi porzuciłam blogowanie 🙂

    • Kropa, akurat Ty do tej grupy nie przystajesz 🙂

    • Fakt, teraz nie należę do żadnej 🙂

  • Na jedną wartościową stronę przypada sto śmieciowych. Tego się nie uniknie, niestety. Lepiej je po prostu omijać łukiem i niech sobie żyją własnym fejmem 😉

  • A mi nie przeszkadzają takie blogi. Niech sobie będą, ja po prostu tam nie zaglądam 🙂
    Nie każdy ma talent do pisania (tu się zgadzam), ale praktyka czyni mistrza 😀 Znam blogerki, które teraz sobie świetnie radzą, a początki miały słabe. Poza tym, jeśli ktoś lubi w taki sposób spędzać swój wolny czas (nawet nie mając talentu), to jego sprawa. Mi nic do tego 😉
    Ale rozumiem Twój przekaz i masz prawo mieć takie zdanie, a nie inne.

  • Muszę poprzeć Mamiczkę, aczkolwiek blogi tylko do testowania wszystkiego niezbyt lubię.

  • Moje blogowanie jest dalekie od ideału jednak im dłużej w tym siedzę tym więcej rozumiem na czym to wszystko polega. Znam blogi bardzo znane, które królują w internecie a które mnie totalnie nudzą, znam takie o których mało kto słyszał a jak dla mnie są świetne. Są gusta i gusta. Niech każdy robi to co uważa za słuszne. Jednak osobiście nie znoszę tego, że dostaje komentarze typu "obserwuję – liczę na rewanż" czy też blogerów płacących portalom społecznościowym w celu wylansowania swojego bloga lub piszą do firm o współpracę. Dla mnie to poniżanie siebie i takie zakładanie bloga nie ma sensu.

  • Mnie śmieszy "obs-obs", "kom-kom", totalna żenada, a znalazłam coś takiego przypadkiem na blogu jakiejś nastolatki… 🙂

    • Z tego co zauważyłam na kilku blogerskich grupach na Fb to norma. To właśnie to zjawisko, sprowokowało mnie do wylania powyższego jadu.

  • Ha! To jeszcze nic! Niektórzy kom i obs potrafią kupować najzwyczajniej! Za pieniądze, żeby była jasność 😀 To jak Aniu, 5 zł czy będziesz targować? hehe

    • Myślę, że 5 zł to uczciwa cena :p

  • w tym tygodniu wystartował nowy agregat zBLOGowani, umożliwiający: generowanie ruchu na blogi które dołączyły, dający możliwość obserwowania blogów i ulubionych wpisów. zapraszamy do rejestracji na http://www.zblogowani.pl

  • O! Chyba jesteś moim odkryciem! 🙂

  • Anonimowy

    Witaj. Trafilam na Twoj blog przez przypadek z FB – ktos ze znajomych polubil Twoj wpis… i poczytalam troche. Twoj styl pisania bardzo mi odpowiada, teraz wpisujac w google szukalam nazwy tego bloga, aby tu ponownie wejsc… To znaczy, ze Twoj wpis zapadl mi w pamiec. W 100% zgadzam sie z Twoja opinią o blogerach… Nie chce tu podawac przykladu bloga, na ktorym ostatnio musialam wylac swoj jad, ale najbardziej przykre są mimo wszystko blogi szafiarskie. Do tego tlumaczenie, ze bloga prowadzi dla przyjemnosci i checi zainteresowania innych swoimi pomyslami… ale jakie to sa pomysly. No bo ani nic nie projektuje… ani nie szyje… wzronictwem tez sie nie zajmuje… kto to "kupi"? Po co to jest? Blog lajfstajlowy? Do tego posty zywcem zerżnięte z wikipedii i wujka google'a, aż żal czytac aby czasem nie obnizyc swojego intelektu zanadto… Natomiast Ty masz cięte pióro, w sposob zadziorny ale i zabawny opisujesz realia, bez zbednego wstepu rodem z pracy maturalnej… bez lukru! Pozdrawiam i takim osoba jak Ty zycze abys w zasmieconej przestrzeni internetowej zostala coraz czesciej zauwazana! Gośka K.

    • Bardzo dziękuję za tak miłe słowa. Naprawdę bardzo, ale to bardzo miło przeczytać taką opinię 😀