Odkąd (czyli mniej więcej od roku) jestem regularną bywalczynią placów zabaw, obserwuję mocno niepokojące zjawisko. Wymagamy od dzieci, zapominając o sobie, w związku z czym dochodzę do wniosku, że co poniektórym rodzicom trzeba zafundować przyspieszony kurs savoir vivre obowiązującego podczas wyjść „do ludzi”.


Moje jest moje, a to że leży swobodnie nie znaczy, że jest wspólne!

Nie
ma bardziej irytującej sytuacji niż optymistyczne podejście ogromnej
większości rodziców, że skoro moje dziecko (czyli Jasio) aktualnie nie
bawi się swoją łopatką, wiaderkiem czy inną foremką to znaczy, że bez pytania można
nam je podprowadzić.  Zresztą cwaniactwo niektórych rodziców idzie o
krok dalej i rozpieszczeni liberalnym podejściem mało asertywnych
rodzicieli, nie noszą swoich zabawek wcale. Bo po co, skoro piaskownica,
pełna jest zabawek dzieci, których rodzice taszczą ze sobą siaty
różnokształtnych czasoumilaczy? Przecież braku zagarniętej ukradkiem
zielonej foremki w kształcie serduszka nikt nie zauważy, zresztą kto
dziecku zabroni?
Tak
więc drogi rodzicu! Nie bój się spytać czy też poprosić, bo swym
bezmyślnym zachowaniem pokazujesz dziecku, że za kilka lat zupełnie
legalnie, ukradkiem będzie mogło podprowadzić Ci z portfela gotówkę,
kluczyki od auta i tym podobne. Co więcej, nie staraj się wychować
cwaniaka, który w trosce o własną wygodę będzie żerował na uczciwości
innych. Nie zakładaj optymistycznej wersji, że na placu zabaw wszystkie
mamy są sympatyczne i koleżeńskie, bo możesz spotkać mnie i mocno się
rozczarować :p
Publiczne odsikiwinie lub co gorsza „odkupianie” dzieci nie jest w porządku!
Rozumiem,
że dziecko musi tu i najlepiej natychmiast, ale można zrobić to w
bardziej dyskretny sposób. Są krzaki, drzewa z grubym pniem, czy inne
naturalne parawany, które zapewnią dziecku minimalne poczucie
intymności. Nigdy nie zapomnę widoku małej ok. 3 letniej dziewczynki,
która zrobiła kupę w trakcie zabawy na zjeżdżalni i zbiegowiska dzieci
wokół niej, podczas oscentacyjnego przebierania jej na ławce. Za sprawą
bezmyślnej matki, która zwyzywała ją od „obsrańca” tymże „obsrańcem”
była nazywana przez wszystkich małoletnich obserwatorów owej krępującej
sytuacji. Koszmar?
Gadu, gadu

Kolejny irytujący grzeszek ogromnej ilości „placowych rodziców”.
Zamiast skupić się na aktywności swoich dzieci, całymi godzinami gadają przez
telefon, konserwują na facebooku i w nosie mają wszystko z wyjątkiem swojego
smartfona. Nie ważne, że ich pociecha bez opamiętania sypie piachem lub okłada
inne dzieci metalową łopatką. Przecież jest tyle innych, ważniejszych spraw do
załatwienia.

 

Wspólne ucztowanie i dzieci częstowanie
Pewnie wiele z Was uzna, że się czepiam, ale takich dobrotliwych i
koleżeńskich rodziców uważam za wyjątkowo nieodpowiedzialnych. Po pierwsze,
skąd pewność, że częstowane dziecko nie jest alergikiem? Po drugie, skąd
pewność, że rodzice tolerują podawania dziecku słodkości? Po trzecie, chyba
każdy z nas uczy swoje maluchy, że nie wolno brać od obcych? Po czwarte, to
zwyczajnie niehigieniczne. Dzieci całymi dniami brodzą rączkami w brudnym
piasku, a potem tymi samymi rękami mają zajadać ciasteczko? Fuj…

Na ławce fetowanie, przy maluchach piwa polewanie

Nie rozumiem rodziców, którzy palą, przeklinają i drinkują na placach
zabaw. To nie tylko skrajnie niewychowawcze, zahaczające o patologię
zjawisko, ale także potencjalne źródło niebezpieczeństw. Jasio kilka
razy wyciągnął z piasku peta, którego w pierwszym odruchu chciał wziąć
do buzi. Chyba nie muszę mówić jak bardzo nieodpowiedzialne jest
porzucanie puszek czy szklanych butelek, a i to się zdarza? Przeklinanie
to także temat rzeka. Krzyczę o to na męża, który czasem (w emocjach)
mówi zanim pomyśli. Będę bez pardonu zwracać uwagę rzucającym mięchem
rodzicom, bo nie chce by moje dziecko podłapało słowa, które później
trudno wytępić z codziennego języka. Zresztą jak to wygląda?
Pieskownica czy miejska kuweta?

 

Niedopuszczalne! Nie rozumiem jak można wyprowadzać zwierzęta tam, gdzie później bawią
się dzieci. Najgorsze pod tym względem są mamy, które odbębniają w ten
sposób 2 w 1. Biorą na spacer i psa i dziecko i nie szkodzi, że
czworonóg w międzyczasie wali klocka pod huśtawką lub o zgrozo! w
piaskownicy, osikuje każdy przeznaczony do zabawy sprzęt i oszczekuje,
strasząc biegające w koło dzieci.
Praźródło wszelkiej wiedzy…

 

Ojej, nie założyła mu pani czapeczki? Ile ma? Prawie dwa latka i tak mało
mówi? Moja w wieku 3 lat, napisała doktorat z fizyki kwantowej :p Wszystko wiedzące matki to moje ulubienice. Wiedzą
wszystko, mają nieprzeciętnie mądre dzieci, a w ich ustach wszystko
jest proste jak „konstrukcja cepa”. Uwielbiają wpychać się z buciorami w
twoje metody wychowawcze, które mają za nic, a ciebie uważają za
wyrodną matkę, bo masz inne zdanie niż one same. Bo przecież schemat
wychowywania dziecka jest tylko jeden, ich własny, a wszystko inne
podciągają pod status delikatnej patologii. Wszystko wiedzące wyrocznie
to także osoby o niezwykle niskim poziomie kultury osobistej, wścibskie,
bezczelne i dalekie od jakiejkolwiek tolerancji. Jednostki wysoce irytujące.
Szpanerstwo
Nie wnikam w to jak rodzice ubierają swoje dzieci. Jeśli ktoś chce stroić
dziecko do piasku w najnowsze buty za kilkaset złoty lub wyjściowe
jeansy i skórzane kurteczki w wersji dla krasnoludków, mnie nic do tego,
ale podobnego podejścia oczekuję w drugą stronę. Jeśli ktoś puszcza
malucha w samych rajtuzkach i bluzeczce, w starych trampkach przetartych
na paluszku czy zmechaconym sweterku, to też jego sprawa. Ja stawiam na
wygodę i tym kieruję się, wybierając garderobę do podwórkowych zabaw,
ale to wyłącznie moja sprawa i innym nic do tego.

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • 111 próba

  • Niestety mnóstwo rodziców nie wie jak się zachować, skoro oni mają dzieci to znaczy, że robią wszystko najlepiej..

  • ciekawy materiał

  • super historia 😉

  • super

  • super