Przyznam się szczerze… i bez bicia, że najchętniej bym do pracy nie wracała. Pozostało mi 5 miesięcy urlopu i na samą myśl trzęsę się jak galareta. Nie, nie mam stresującej pracy, a wszyscy moi współpracownicy to naprawdę przemili ludzie. Przerażają mnie ponowne zmiany, przyzwyczajenie się do nowej sytuacji, a ja jako kobieta lękliwa (czytaj panikara) zmian nie lubię.
Po pierwsze żłobek, do którego dzień w dzień będę Janka zaprowadzać i z niego przyprowadzać. Przyprowadzać będę jego i setki jego nowych przygód, które jako pierwsze podziwiać będą opiekunki, a ja co najwyżej dowiem się o nich z ich mam nadzieję, wyczerpujących relacji. W żłobku dzieci chorują, ciągle chorują i pomimo tego, że lepiej aby malec wychorował się wcześniej niż później to i tak moje matczyne serce pęka na samą myśl. I oczywiście, nie jestem jedną z tych sfrikowanych matek, które swe pacholę zamknęły by w klatce, bo wirus grypy, bo katar, bo kupa na chodniku itp. Jestem zwyczajną matką, które nie może znieść faktu, że jej maleństwu dzieje się krzywda, nawet jeśli ta krzywda ogranicza się do siąpiącego noska i zaszklonych oczek.
Żłobek ma w moim mniemaniu więcej plusów niż minusów, ale perspektywa nawet kilkugodzinnych rozstań z Jasiem, który jeszcze kilka miesięcy temu był integralną częścią mnie samej, trochę mnie przytłacza i rujnuje.  Mam nadzieję, że oswoję się z tym co nieuniknione, w końcu taki nasz los, nas Matek.

 

Narzekam. Narzekam na swój los kury domowej. Nie znoszę dnia świstaka, przez który każdy dzień zaczyna się i kończy o tej samej porze. Zwłaszcza zimą, kiedy atrakcji poza domem jak na lekarstwo. Przyjdzie wiosna będzie ogród botaniczny, zoo, zabawa w parku, dziś mam w głowie tylko plany, a nasze spacery są nudne i szare jak aura za oknem. Pracujący mąż, który wychodzi do pracy gdy otwieram oczy i wraca, gdy właściwie chcę je zamknąć, dolewa rozżarzonej oliwy do ognia. Ale ktoś zarabiać na dom musi, a że pod tym względem jestem wygodnicką tradycjonalistką, niech będzie to chłop, ja mogę zarabiać na przysłowiowe waciki ;PPowrót do pracy, po dłuuuuugiej przerwie. Strach się bać, gdyż w moim przypadku są to już prawie dwa lata. Pracuję w laboratorium mikrobiologicznym, przez co informacja o ciąży była równoznaczna z koniecznością pójścia na urlop. Praca z odczynnikami chemicznymi oraz z chorobotwórczymi mikroorganizmami w przypadku ciąży? Wykluczone, i o ile na początku była to wspaniała wiadomość, na dłuższą metę, jestem przerażona. Po dwuletniej przerwie będę jak dziecko we mgle, po raz drugi będę nowicjuszem, który wszystkiego musi nauczyć się od nowa.

I w mej głowie, aż roi się od pytań, jak to będzie? Jak dam radę być matką, żoną i panią domu? Wiem, że taki los prędzej czy później spotyka prawie każdą z młodych mam. Bo nie chcę siedzieć w domu, zakleszczona w czterościennej rzeczywistości, spisując na straty pięcioletnie, ciężkie studia i pragnienia z przed ciąży. Jednak dziś, doszły zwyczajne pragnienia kochającej mamy, która pomimo zmęczenia, znużenia i ciągłego narzekania, boi się kilkugodzinnych rozstań, które na dzień dzisiejszy wyobrażam sobie jak wyrywanie żywcem fragmentu mojego ciała.

I wiem, że ta ambiwalencja jest całkiem normalna, ale jeśli jest wśród Was choć jedna, która już przez to przeszła, niech napisze mi gotową receptę na to by przeżywać to trochę mniej.

 

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • oj cały czas o tym myślę, choć macierzyński kończy mi się w październiku. dlatego zdecyduje sie na urlop wychowawczy. boje sie pościć takie roczne maleństwo do żłobka. ale w końcu tam pójdzie i będzie ciężko.

    • Ja wybiorę cały mój zaległy urlop, ale w moim przypadku to odwlekanie, to kręcenie sobie bata na d…ę bo zaległości będą coraz większe, a i powrót coraz trudniejszy. Po cichu liczę na cud 🙂

  • Anonimowy

    Cuda się nie zdarzają a przez to przechodzą wszystkie mądre matki. Głupie siedzą w domach i z czasem są kwękającymi ,nieznośnymi kobietami bluszczami, zazdrośnicami – bo poza domem, dzieckiem ,obiadami – nic nie widzą. Nie wolno się tak ugotować w sosie własnym. ZAKAZ!!!!!!