Prawdopodobnie każda z Was kieruje się jakimś, specyficznym i charakterystycznym dla siebie planem dnia. Wstajemy rano, myjemy zęby, pijemy kawę itd. Cokolwiek robimy, kierujemy się pewnym schematem lub przyzwyczajeniem, które sprawia że owszem czujemy się czasem jak w „Dniu Świstaka”, ale tak naprawdę nie wyobrażamy sobie, że mogłoby być inaczej.

 

A nawet gdy już dzieje się inaczej, czujemy się zdezorientowane i niepewne, a czasem wręcz tęsknimy za swym dotychczasowym rytuałem. To właśnie dlatego większość z nas nie lubi spać w nowych miejscach, a w weekend pomimo wolnego poranka, przebudzamy się dokładnie o tej samej porze, co każdego dnia, gdy wybieramy się do pracy. Oczywiście, są wśród nas dusze artystyczne, wybijające się z wszelkich konwenansów, nie dające wbić się w ramy codziennej rutyny. Jednak i one, kierują się pewnymi, przewidywalnymi tylko dla nich schematami, które potwierdzają ową regułę. Dzieje się tak, ponieważ wbrew opinii niektórych, Homo sapiens to zwierzę i jak u większości zwierząt nasze organizmy, najlepiej funkcjonują w warunkach pewności. Pewności, że o pewnej godzinie zostaną zaspokojone nasze podstawowe potrzeby. Lubimy też wiedzieć co zdarzy się w dalszej kolejności. Uwielbiamy niespodzianki, ale wyłącznie te przyjemne, a te które wiążą się z burczeniem w brzuchu, niedospaniem, czy kilkugodzinnym wypatrywaniem pana od zepsutej kablówki, najchętniej wymazalibyśmy ze swojego życiorysu.
Z niemowlakami i starszymi dziećmi jest dokładnie tak samo, a nawet ośmielę się stwierdzić, że o ile my lubimy pewien stopień uporządkowania naszej codzienności, to one nie potrafią bez niego funkcjonować.
Ja, Plan Mojego Synka wprowadziłam już w dniu, w którym przywieźliśmy go ze szpitala. Zgodnie z zaleceniami mojej najmądrzejszej na Świecie Mamy, wszystko co wydarzało się w życiu mojego pierworodnego, skrzętnie notowałam. Dzięki temu w razie ewentualnych komplikacji, bez problemu mogłam odtworzyć fakty z dnia poprzedniego, a nawet takie które miały miejsce tydzień temu, a nawet dużo, dużo wcześniej. Zapisując wszystko (co tylko na samym początku jest nieco upierdliwe), mamy mniej problemów z trzymaniem się ustalonego planu lub z ustaleniem go po raz pierwszy. Dodatkowym atutem, jest fakt, że tego typu notatnik stanowił będzie cudną pamiątkę, dzięki której bez problemu odtworzę we wspomnieniach wszystkie momenty z życia mojego dziecka.
Pomimo, iż mój syn ma dziś już 6 miesięcy, ja nadal skrzętnie notuję poszczegolne elementy jego powtarzalnego dnia. Począwszy od godziny 0:00 (czasem jest to kilka lub kilkadziesiat minut po), o której to mój mały szkrab wcina sobie nocne mleczko, każdy dzień mojego dziecka składa się z powtarzalnych zdarzeń. Posiłek + Zabawa + Sen = Zadowolony dzidziuś, pięknie zasypiający we własnym łóżeczku = wolny wieczór dla rodziców. Mój syn zasypiał, zasypia i będzie zasypiać w swoim łóżeczku i nigdy nawet w najtrudniejszych chwilach, nie zaniechałam tego elementu codziennej układanki. Pamiętajcie, że plan to nie konkretne godziny, lecz określone pory dnia, w których dziecko spodziewa się posiłku, zabawy, drzemki, kąpieli itp. Na moim przykładzie widać, że konsekwencja działa cuda i mój syn niczym ze szwajcarskim zegarkiem w dupce, zjada, kupka i zasypia zawsze, dokładnie o tej samj porze.
Plan Mojego Synka to sposób na przeżycie naszego wspólnego dnia, w taki sposób byśmy wszyscy byli zadowoleni.
Po pierwsze – POSIŁEK

 

To właśnie papu rozpoczyna każdy kolejny dzień maleństwa. Oczywiście ta część codziennej rutyny ulega modyfikacjom, gdyż najpierw podajemy malcom wyłącznie mleczko, stopniowo wraz z wiekiem wprowadzając dziecku zwyczaj śniadankowania. Stosując się do stałych pór karmienia, chronimy dziecko przed niedojadaniem lub przejadaniem się. Malec znając porę kolejnego posiłku, zje dokładnie tyle ile uzna za stosowne.

 

Po drugie – ZABAWA

 

Absolutnie odradzam usypianie dzieci tuż po posiłku (poza karmeniami wieczornymi i nocnymi), gdyż grozi to skojarzeniem przez maleństwo jedzenia ze spaniem. Może doprowadzić to do sytuacji, że nasze dziecko nie będzie umiało zasnąć nie przyssane do piersi, butelki, lub bez uciążliwego kołysania przez rodziców. Ważnym jest dostosowanie zabaw do wieku malucha. Noworodek „bawi się” wpatrując się w swojego opiekuna. W żadnym wypadku nie fundujmy maluszkowi bomby połączonych ze sobą dźwięków kilku grzechotek, zabawek interaktywnych, szeleszczących maskotek itp. Mama lub tata, pieluszka przy buzi i delikatny dźwięk ulubionej karuzelki zupełnie wystarczą. Maluszki szybko męczą się otaczającym światem i tego typu stymulacja jest najodpowiedniejsza. Począwszy od 3 miesiąca, nasze coraz bardziej ciekawe świata maluszki polubią kolorowe grzechotki i inne zabawki, natomiast 4 miesięczne smyki już z powodzeniem docenią moc maty edukacyjnej, którą serdecznie polecam.
Po trzecie – SPANKO

 

Uwielbiam chwilę gdy Jasio zasypia, a zasypia mniej więcej o stałych porach. Po pośniadaniowej zabawie, po poobiedniej zabawie, oraz po wieczornej kąpieli. Tego typu praktyki, sprawiają, że moje dziecko nie tylko ładnie je, ślicznie się bawi i zasypia bez pomocy (bez smoka się nie obyło), ale także mnie pozwala na zaplanowanie moich codziennych czynności. Poranna drzemka oznacza dla mnie pospanie razem z nim, w końcu snu nigdy dość (pomimo, że mały przesypia mi do 7 czasem 8 rano). Popołudniowa drzemka, która przy dobrych wiatrach potrafi potrwać nawet 2,5 godzinki, to czas kiedy mogę zająć się domem. Wieczorem, po kąpieli (u nas specjalistą od pluskania jest tatuś) wraz z chwilą gdy Jasiowe powieczki zamykają się, ja wiem, że dalsza część wieczoru należy do nas… dorosłych i zazwyczaj kończy się pod kocykiem, na kanapie, z dobrym filmem w tle 🙂 Niestety, przez wychodzące ząbki i wypadającego smoka, Jaś nie posiadł jeszcze sztuki przesypiania pełnej nocy, ale co tam i tak nie narzekam, bo synuś jest na prawdę grzeczny.
Pamiętajcie, niemowlęta rosną we śnie, a porządne drzemki w ciągu dnia, wbrew powszechnym opiniom przygotowują maluszka do coraz dłuższych okresów snu w nocy. Pomocnym jest także wyciszenie malca przed położeniem Go spać. Karmmy maluszka z dala od telewizora, przy delikatnych dźwiękach lubianych przez maluszki kołysanek, większym dzieciom warto poczytać. Dbajmy o atmosferę pokoiku, w którym stoi łóżeczko. Zadbajmy o delikatne oświetlenie, a z łóżeczka usuńmy wszytskie zbędne, kolorowe zabawki, które najzwyczajniej będą malca rozpraszać. Mój maluszek najlepiej zasypia, gdy jest zupełnie sam, ale to sprawa indywidualna i czasem pomocnym może okazać się delikatne głaskanie maleństwa po główce. Dziecko ukojone i zrelaksowane będzie spało jako przysłowiowy suseł.
Tego typu plan, pozwala też na lepsze rozumienie potrzeb własnego dziecka i sprawdzi się zwłaszcza w przypadku początkujących rodziców. Wprowadzenie dziecka, nawet noworodka na tory codziennej rutyny jest nadspodziewanie proste i pozwala na świadome cieszenie się z faktu bycia rodzicem. Bo przecież nie ma niegrzecznych dzieci, są tylko niekonsekwentni rodzice.
Oto przepis na zadowolonego Dzidziusia 🙂 Czy ten uśmiech może kłamać?

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.