Rando: idiotyczne, ale wciąga

Jedną z pierwszych aplikacji, jakie zainstalowałem w smartfonie, był programik o nazwie Rando, słusznie nawiązującej do przypadkowości. Idea jest prosta: robimy telefonem zdjęcie i wysyłamy w świat, nie wiedząc, kto je otrzyma. W zamian otrzymujemy inne, również od „anonimowego darczyńcy”.

W moim przypadku najpierw jakieś indywiduum trzykrotnie przysłało mi swój portrecik:
???

(c) InterJAK

Skąd się wzięło – nie wiem, bo nie włączyło lokalizacji. Potem przyszło coś z Meksyku, ale zupełnie nieciekawe. Lepszy był już użytkownik z Korei Południowej:
Dach pagody

(c) InterJAK

Ale moim faworytem okazało się to zdjęcie młodej damy:
Dziewczyna – portret

(c) InterJAK

…ex aequo z tym wyznaniem:

Love…

(c) InterJAK

Moje zdjęcia trafiały m.in. do Japonii, Chin, na Białoruś (sic!) i Ameryki Południowej. Tak czy owak – zabawa jest śmiesznie prosta. Robimy zdjęcie, wysyłamy, po chwili otrzymujemy inne. Jeżeli jego nadawca włączył lokalizację, to po puknięciu w zdjęcie otrzymujemy mapkę z przybliżonym miejscem pochodzenia fotki. Każde zdjęcie można zapisać lub usunąć, można też zgłosić „nieodpowiednie treści”, gdyby ktoś nam przysłał coś paskudnego. Nie ma żadnych lajków, nie ma żadnego follow etc. No chyba, że ktoś sfotografuje kartkę ze swoim adresem – wtedy można się z nim skontaktować.

Twórcy Rando napisali w swojej witrynie internetowej, że ich intencją było stworzenie narzędzia do wymiany czegoś w rodzaju dziurek od klucza: każdy użytkownik udostępnia innemu, nieznanemu, jakąś migawkę ze swojego życia lub otoczenia. Sama nazwa nawiązuje do przypadkowości i to się sprawdza: jeśli coś w tej zabawie wciąga, to chyba właśnie fakt, że kompletnie nie wiadomo, do kogo trafi nasze zdjęcie ani skąd dostaniemy fotkę w rewanżu. Ot, coś dla zabicia czasu, przerywnik, chwila telefoniczno-internetowego relaksu.

Aplikację Rando na iPhona można pobrać ze sklepu iTunes, a wersję androidową z Google Play. Dobrej zabawy!