Zanim urodził się Jaś byłam szaloną, spontaniczną i zwariowaną dziewczyną, która częściej i szybciej podejmowała działanie niż „ruszała głową”. Pomimo dobrych ocen, studiów, egzaminów, prac dorywczych itp. miałam 7 wiatrów w pewnej części ciała i doprawdy trudno było mi sobie wyobrazić, że moje życie mogłoby wyglądać inaczej. Pewnego dnia na teście ciążowym zobaczyłam 2 kreski i w jednej chwili z mentalnego podlotka stałam się matką z krwi i kości.

To całkiem normalne, że nasz gagatek przysłania nam dotychczasową rzeczywistość i w sposób naturalny staje się całym naszym światem. To też całkiem normalne, że po awansie na matkę, nasze tematy spełzają we wcześniej nieeksplorowane przez nas rewiry: kaszki, pieluchy, butelki, kolki, nocnik, plucie, zupki, kupki i tysiące innych codziennych pierdół, a to przecież wierzchołek góry lodowej. Dlatego ja, całkiem z dystansu (tia, zwłaszcza że sama jestem matką) postanowiłam przyjrzeć się z bliska matczynym dialogom.

Matka to:

Pogodynka

Temat pogody to najlepszy temat zastępczy innych tematów. Temat pogody pomiędzy matkami to już wyższy stopień wtajemniczenia. Wchodząc do żłobka, codziennie mijam się z kilkoma przypadkowymi mamami, dziadkami czy tatusiami dzieci z synkowej gruby. Niezależnie od wieku, czy różnic poglądowych, wymiana spostrzeżeniami dotyczącymi warunków atmosferycznych jest zawsze na czasie i pozwala wypełnić zapewne wszystkim znaną „niezręczną ciszę”.

– Och, jaka dziś piękna pogoda, prawda?
– Rzeczywiście, ale mimo wszystko jest dość chłodno
– Założyłaś Martusi rajtuzki?
– Oczywiście. Czapeczkę też.

Nostradamka

Odniesienia do przyszłości to jeden z naszych ulubionych tematów. Zdanie rozpoczynające się od słów „jak te dzieci szybko rosną” to jedno z najczęstszych prologów rodzicielskich dyskusji. To sformułowanie bardzo uniwersalne, gdyż może odnosić się zarówno do „zamałych” ubranek, problemów wychowawczych czy też nostalgii nad bezlitosnym przemijaniem.

– Jak te dzieci szybko rosną. Nim się obejrzymy będą mieć swoje dzieci, owczarka niemieckiego o imieniu Atos, dobrze płatną pracę i kredyt hipoteczny…
– Byle nie we Frankach…

 

Świntucha

Taaaaak, to jeden z ulubionych tematów kobiecych rozmów. Kobiety świntuszą, oj bardzo świntuszą i obiektywnie rzecz ujmując, nie ustępujemy w tym względzie zanadto płci brzydszej. Lubimy pogadać o sprawach łóżkowych, przyziemnych czy akcjach z rodzaju stoliczku nakryj się (i pokryj mnie). Kluczowym jest tu stopień zażyłości, gdyż wiadomym jest, że nie będziemy rozmawiały o tym czy o owym z Panią Krysią z warzywniaka. No ale już z prawdziwą przyjaciółką wprost od serca już tak i to w prawdziwie zbereźny sposób.
– Wiesz kochana, ostatnio ma strasznie zwiotczałego,
– Tak, a próbowałaś go nawadniać?
– Oczywiście. Trzymałam go nawet kilkanaście minut w letniej kąpieli, niestety wciąż jest zwiędły i nawet lekko żółknie.
– No cóż, storczyki tak mają , że raz na jakiś czas gubią liście. ( a Wy co myślałyście?)


Sprawy damsko- męskie, to także ciągłe narzekanie na partnera. Kobieta w pojedynkę to niedościgniony ideał, przynajmniej we własnym mniemaniu. Nawet jeśli robi coś źle, to podziwia kunszt z jakim jej to nie wyszło. No tak już mamy, że przerasta nas odkręcanie słoików i zauważanie własnych niedociągnięć, ale z drugiej strony kto by sobie zawracał głowę takimi głupotami. Zarówno do otwierania słoików jak i wypominania jego niedociągnięć jest facet, który prawie zawsze wszystko robi źle. Jako istoty o bardziej pofałdowanej istocie szarej naszych mózgów jesteśmy wprost mistrzyniami teorii, dlatego jako władza ustawodawcza i zadaniotwórcza, potrzebujemy silnych rąk, które nasze „chciałabym”, „nie mam siły” lub „trzeba by to zrobić” zamienią w faktyczny stan rzeczy. Nic z tego, że w naszym mniemaniu, zrobiłybyśmy to lepiej lub przynajmniej szybciej, albo chociaż zrobiłybyśmy przy tym mniejszy bałagan:

– Cześć Asiu!
– Aniaaaa, super że dzwonisz, Wiesz jaki ten mój Marian jest nienormalny? (pytanie retoryczne)
– Co się stało?
– Poszedł z kolegami na miasto i zgubił portfel ze wszystkimi dokumentami. Do tego następnego dnia, cały dzień bolała go głowa, a mieliśmy jechać do IKEA, po tą taką zasłonkę z rombami. Wiesz o którą chodzi?
– No wiem…
– No i my do tej IKEA, pojechaliśmy i wiesz co się stało?
– No, że Marian nie ma portfela i nie masz czym zapłacić?
– Dupa!!! W zgubionym portfelu miał naszą kartę lojalnościową i musieliśmy zapłacić za kawę 🙁

Melancholistka

Melancholia zwana samonakręcaniem się, czyli płynnym przejściem od przyziemnych jak pranie brudnych majtek spraw, do tematów egzystencjalnych, dotyczących rzeczy całkiem niezbadanych. Oratorstwo pełną parą z licznymi odniesieniami literaturowymi, okraszone licznymi cytatami i rozbudowanymi metaforami.

– Przeszłam ostatnio na zupełnie inny proszek.
– Taaaak?
– No. Ten stary był do bani. Pranie nim to walka z wiatrakami, którą można se od dupę potłuc. Ten nowy to poezja, spiera ślady po jabłku, jagodach, a nawet po kupie. Seryjnie, polecam 😀

dobra rada czyli matka wszystkowiedząca

Wiadomo, że wydając na świat potomstwo (w dowolnej liczbie, gdyż sam fakt wydania, pozwala zaliczyć Cię do grona osób posiadających wiedzę tajemną) posiadłaś wiedzę tajemną, stając się jednocześnie praźródłem wszelkiej wiedzy. Nieważne, że Twoje dziecko ma dwa dni. O wychowaniu wiesz już wszystko, a swoją nieomylnością pragniesz dzielić się ze wszystkimi, a przede wszystkim z inną matką, bo w swoim mniemaniu jesteś matką the best.

A Ty założyłaś dziś dziecku czapeczkę?

Niecierpliwość

Będąc ​młodą mamą, a raczej mamą małego brzdąca, zwłaszcza jeśli tą matką jest się po raz pierwszy, kobieta odczuwa niekończącą się ambiwalencję. Ja wręcz dziwie się, że kobieta w swej dwubiegunowości, przez większość życia swojego dziecka pozostaje przy zdrowych zmysłach (poza tymi momentami, kiedy po prostu je traci). Z  jednej strony nie możesz doczekać się wieczora, gdy nakarmisz, wykąpiesz i położysz spać, a gdy już położysz nie możesz doczekać się poranka, gdy maluch obudzi się i zacznie wesoło człapać po domu. Z jednej strony narzekasz na totalny brak czasu dla siebie, a gdy już czas się znajdzie, lecisz do sklepu z zabawkami, by dokształcić się w dziedzinie najnowszych i najbardziej odjechanych metalowych autek. Z jednej strony narzekasz na niekończącą się lawinę domowych obowiązków, a gdy już siądziesz,  no nie posiedzisz, choć mogłabyś chwilkę, ale nie możesz, bo nie… A do tego wszystkiego:

Rodzisz dziecko:
– ojej jaki on malutki, już nie mogę się doczekać, aż wyjdziemy do domku.
Jesteście w domku:
Maleństwo tylko je, śpi i robi kupkę, już nie mogę się doczekać, aż zacznie siadać i raczkować.
Maleństwo  je, śpi, robi kupkę, siada i raczkuje:
– Nie mogę się doczekać, aż zacznie chodzić.
Chodzi:
– Kiedy wreszcie zacznie gadać i robić na nocnik.
Jednocześnie, gdy z maleństwa staje się coraz większym dzieckiem, rozckliwiamy się nad tempem tego świata, który pozwala na to, by nasze maleństwo, tak szybko rosło.

 

Zakupoholiczka

Komentarz zbędny​, bo zapewne każda (KAŻDA) z Was przyzna mi rację.

– Widziałaś najnowszą kolekcję ZARA?
– Cudowna jest,
– Widziałaś buty?
– No ba, oszalałam na punkcie brązowych z główką lisa, ale obawiam się, że nie mają już Jaśkowego rozmiaru 🙁

 

Dom aukcyjny

Temat rzeka. Niewyczerpalne źródło matczynych frustracji. No bo jak to tak, Zosia lepsza od Jasia? Poza tym to przecież JA jestem najlepszą matką, a MOJE dziecko jest naj, naj, pod każdym względem. Przecież przyznanie się do tego, że moje dziecko miało ząbki dwa dni później, to jakby przyznać się do bycia gorszą od koleżanki, a bycie gorszą od jakiejkolwiek koleżanki to dla nas kobiet (matek) największa potwarz w historii świata.

 

– Zosia gada jak najęta, a Twój?
moje myśli: Mój też, ino po swojemu…
– tak, tak gada, gada…
– Ola miała pierwszego ząbka jak miała 5 miesięcy, a Twój?
moje myśli: ważne ile wytrzymają mu te drugie, bo trzecich nie będzie :p
– miał równo 6 miesięcy, ale wydawało mi się, że wychodzą mu od dnia urodzin…
– Grzesiu nie potrzebuje już smoka, Jasio też daje radę?
moje myśli: NIE!!! 
– tak, czasem potrzebuje do spania…
i tak dalej i tak dalej…

 

Ciekawska gadzina

A Twoja/ Twój? to zdecydowanie najczęściej wypowiadane przez matki zdanie. Jest tak wkurzające, że drżę na samą myśl o jego brzmieniu. No bo co to ma za znaczenie co mój? Niech matki zajmą się swoim dzieckiem, życiem, płaszczem i mężem. Przecież inna matka nie pyta z dobroci serca, tylko po to by:
a) pocieszyć się, że jej wcześniej, lepiej, dłużej itp.
b) zdołować się, że mój wcześniej, lepiej, dłużej itp.
c) przekazać koleżankom, że jej wcześniej mimo, że mój wcześniej itp.

 

A przecież o ile matkowanie sprawiałoby więcej przyjemności i przysparzało mniej stresu, gdyby nie spinanie pośladów, luz i interesing wyłącznie własnym dzieckiem. Powiem coś, co pewnie zaboli jak skalpel rozcinający matczyne bebechy. Żadna z nas nie jest idealna, ani Ty, ani ja, ani tym bardziej jakakolwiek, pozująca na ideał blogerka. Pomimo nadludzkich zdolności KLIK i wiary we własne „widzimisię”, jesteśmy omylne, często zmęczone, czasem leniwe, możemy mieć bajzel w szafie i dziecko w poplamionej bluzce. Świat się przez to nie zawali, a i my, matki właśnie spojrzymy na siebie z nieznanego nam dotąd punktu widzenia kobiet przychylnie nastawionych do swych rodzicielskich rywalek :p
PS Jeśli przeczytałaś/łeś zostaw po sobie ślad. Cieszę się każdym komentarzem, lajkiem, „szerem”, a jak naprawdę chcesz, zostań też moim hejterem.

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.