Tolerancja – nie lubię tego słowa, gdyż

już z samego założenia kojarzy mi się z podkreślaniem czyjejś
odmienności, niekoniecznie w lubiany przez siebie sposób.

Tolerować
to ja mogę smród w miejskiej toalecie, nie mam wyjścia, ale określenie
tolerancji wobec czyjejś odmienności jest dla mniej skrajnie
nietolerancyjne. Nie ważne czy mam na myśli odmienność rasową, społeczną
czy mniejszości seksualne. Dla mnie owa odmienność jest czymś
naturalnym, czymś tak bardzo oczywistym jak fakt posiadania pieprzyka na
lewym udzie, czy umiejętność zwijania języka w rurkę. Kolor skóry to
dla mnie taka sama cecha wyróżniająca jak kolor oczu czy włosów,
preferencje seksualne są tym samym co rozstrzyganie między kawą i
herbatą, a inne różnice między poszczególnymi jednostkami są elementem
odróżniającym nas od siebie nawzajem w najbardziej pozytywny sposób.
Niestety słowo tolerancja, wyświechtane do granic niemożliwości, trudno
jakkolwiek zastąpić innym, adekwatnym. Dlatego, pomimo nieukrywanej
awersji, do jego brzmienia, dalej zmuszona będę słowem tolerancja
operować.Dziś chciałam skupić się na odmienności rasowej, która przez ogromną część społeczeństwa postrzegana jest jako sposób kategoryzowania ludzi pod względem ich „jakości”. Tak jakby szare koty były bardziej przytulaśne od białych czy brązowych…

Różnicowanie ludzi na lepszych i gorszych, ze względu
na kolor ich skóry jest dla mnie niepojęte. Jednak jeśli drogi czytelniku,
zagłębisz się w poniższe treści zrozumiesz, dlaczego pomiędzy ludźmi
powstają podziały, które w sposób naturalny, nie wiedząc czemu
zakorzenione są w samym rdzeniu naszego człowieczeństwa. Jako, że
rasizm uważam za najbardziej ohydną i niebezpieczną z ludzkich przywar
to właśnie o nim w mej, dzisiejszej rozprawie.
Wśród
rodziców istnieją dwa błędne poglądy. Fakt posiadania przez sporą część
dzieci, innego niż biały koloru skóry, należy zbyć w oczach dziecka
milczeniem. Być może nie zauważy różnicy. To wygląda tak, jakby spora
część rodziców chciała, aby dzieci dorastały ślepe na kolory. Idąc ich
tokiem myślenia, dzieci powinny nie zauważać różnic pomiędzy chłopcem i
dziewczynką, albo kotkiem i pieskiem. Niechęć w poruszaniu przez
rodziców trudnego tematu „odmienności” rasowej wynika przede wszystkim z
faktu, że jako rodzice chcemy, aby nasze dzieci nie odbierały różnic
jako zagrożenia i żeby rozwinęły w sobie umiejętności społeczne,
pozwalające na integrację w otaczającym je, pełnym różnorodności
świecie. Logicznym wnioskiem, będzie to co większości nasunęło się w tym
momencie na myśl. Czy jako rodzice poruszający temat różnorodności
rasowej w jakiś sposób nie utrudniamy im wykształcenia w sobie
tolerancji?
Odpowiedź
jest bardzo prosta. NIE! Z niewiadomych przyczyn zakładamy, że dzieci
dostrzegają różnice rasowe, dopiero wówczas gdy im się je wskaże. Nic
bardziej błędnego. Nasze latorośle dostrzegają różnicę koloru skóry tak
samo jak widzą różnicę między różowym czy niebieskim. Zresztą, z jakich
powodów miałoby być inaczej? Od małego wpajamy swym dzieciom,
że różowe jest dla dziewczynek, a niebieskie dla chłopców. „Białe”,
„Czarne”czy „Żółte” to tajemnica, którą zostawiamy dzieciakom do
samodzielnego rozwikłania. Tymczasem, dzieciom niewiele trzeba by
rozwinąć wewnątrzgrupowe preferencje, kiedy odmienność zostanie już
zidentyfikowana. Chyba nie muszę mówić, jak takie niedojrzałe,
dziecięce, samodzielne dochodzenie do wniosków, może być niebezpieczne i jak ważne jest dobre pokierowanie owymi preferencjami.Skłonność dzieci do faworyzowania wewnątrzgrupowego jest elementem ich rozwoju. Oznacza to, że preferencje kształtują się u dzieci niezależnie od ich woli. Maluchy kategoryzują wszystko, od jedzenia, poprzez zabawki i ludzi, jednak ich umiejętności poznawcze dojrzewają wraz z ich wiekiem i dopiero po wielu latach, potrafią one skategoryzować więcej niż jedną cechę. Sposób rozumowania małego człowieka jest bardzo prosty. Dziecko najbardziej lubi tę osobę, która najbardziej przypomina mu jego samego. Tendencję, do czynienia założenia, że własną grupę (samodzielnie stworzoną) łączą cechy wspólne, nazywa się esencjalizmem. Zjawisko to najłatwiej wytłumaczyć prostym doświadczeniem. W grupie chłopców i dziewczynek, chłopcy w pewnym wieku będę preferować towarzystwo chłopców, a dziewczynki – dziewczynek.

Innym błędnym przekonaniem rodziców, jest „teoria zróżnicowanego środowiska”. Jej założeniem jest przeświadczenie o tym, że jeśli stworzymy dziecku warunki do częstych kontaktów z dziećmi o odmiennych cechach osobniczych, to tolerancja wytworzy się w nich w sposób spontaniczny i nie będzie potrzeby rozprawiania o owej odmienności. Rodzice myślą, że w towarzystwie murzynków i grubasków dzieciom wyrastają klapki na oczach i po pewnym czasie, inność jest niezauważalna. Wynika to z przeświadczenia, że rasizm jest cechą wyuczoną. Niestety nie jest, gdyż jest naturalną reakcją wynikającą z otaczającej nas odmienności. To rodzice, w odpowiednim czasie muszą poskromić go i wytłumaczyć, że owa widoczna na pierwszy rzut oka indywidualność jest pięknym elementem spajającym ludzkość w jedną całość.

Na koniec poruszę jeszcze jedną kwestię. Czy naprawdę tak trudno jest rozmawiać z dzieckiem na temat odmienności, gdy jest ono małe? Czy czyniąc takie założenie, nie lekceważymy inteligencji naszych dorastających pociech? Bez problemu pokonaliśmy uprzedzenia wynikające z płci, które jeszcze do niedawna wciskały kobiety w domowe pielesze, bez dania im możliwości jakiegokolwiek rozwoju na polu zawodowym czy społecznym. Czy tak samo, nie powinniśmy zaakceptować odmienności osobniczej w ogóle? Uciszamy dzieci, gdy w towarzystwie poczynią niestosowną, w naszym mniemaniu uwagę na czyjś temat, jednak owo uciszanie to najgorsze co możemy w takiej sytuacji zrobić. Dla dziecka, skłonnego do kategoryzowania, to sygnał, że odmienność to coś złego, o czym się nie mówi, a wtedy poruszana kwestia rasy nabiera wagi i staje się zagrażająca. Dzieci nie stanowią biernych odbiorców wiedzy, są raczej aktywnymi budowniczymi pojęć (oczywiście na miarę swych dziecinnych możliwości). Aby rozmowy na temat rasy były skuteczne, muszą być prowadzone w sposób otwarty i zrozumiały. Sformułowanie w rodzaju „wszyscy jesteśmy równi” jest dla dziecka pojęciem abstrakcyjnym, bo czymże jest dla niego owa równość?

Kształtowanie światopoglądu naszych pociech to niezwykła odpowiedzialność. Dbajmy, aby wyrastały nie tylko na zdolnych, mądrych lecz także, a może przede wszystkim tolerancyjnych ludzi, oderwanych od wybujałych skłonności do kategoryzowania i szeregowania ludzi pod kontem ich „jakości”.

W naszym społeczeństwie jeden przed drugim ma lęk. Nie tyle boi się
drugiego człowieka, ile ma strach, że ten drugi człowiek jest inny.

Peter Fonda

 

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.