Istnieje wiele mitów na temat wody, a na temat gazowanej to już w ogóle. Jedno jest pewne woda to życie, a w trudnych czasach z jakimi przyszło nam się  zmagać, dobrze sobie to życie ułatwiać.

Nie jest prawdą, że uwielbiana przez wielu woda gazowana jest niezdrowa. Bąbelkotwórczy dwutlenek węgla pobudza trawienie, działa moczopędnie i baktreriostatycznie, a w przypadku niejadków (to nie o mnie), pobudza apetyt. Badania wykazują również korzystne działanie w przypadku osób z nadkwasotą. Ponad to, wody w których składzie znajdziemy bogactwo wodorowęglanów wapnia i magnezu (woda kranowa) dwutlenek węgla stymuluje przyswajanie tych
pierwiastków przez organizm.

 

Picia wody gazowanej powinny jednak unikać osoby z problemami gastrycznymi (wzdęcia, rekonwalescencja po operacjach przewodu pokarmowego),
mające kłopoty z krtanią, osoby z nadciśnieniem tętniczym, cierpiące na przewlekłą obturacyjną chorobę
płuc (POCHP), kobiety w ciąży i karmiące piersią oraz osoby zmagające się z zespołem jelita drażliwego. Nie powinniśmy podawać jej też małym dzieciom.
Warto wiedzieć, iż dwutlenek węgla drażniąc śluzówki przewodu
pokarmowego, daje wrażenie szybszego ugaszenia pragnienia, w skutek czego możemy wypijać mniej wody, niż nasz organizm tego potrzebuje. U niektórych osób pijących nadmierną ilość napojów gazowanych, bąbelki
gazu mogą powodować rozpychanie jelit,
wzdęcia i uczucie dyskomfortu podobne do tego towarzyszącego przejedzeniu.

Osobiście lubię wodę z kranu, w zasadzie tylko i wyłącznie. Jest nie tylko smaczna, ale też bezpieczniejsza (wbrew powszechnej opinii) niż popularna butelkowa. Żadna z tych ostatnich nie podlega tak ścisłej kontroli jak wodociągowa, bo jakiekolwiek niedociągnięcie, jakiekolwiek niedopatrzenie w przypadku kranówy, skutkowałoby masowym zatruciem całych miast i to w tym samym czasie.

Dlaczego polubiłam ekspres do wody gazowanej od SodaStream?

  • Bo to rozwiązanie ekologiczne i wygodne. Przez to, że mogę gazować wodę z kranu, nie muszę kupować wody butelkowej, przez co redukuję ilość wyrzucanych odpadów z tworzywa sztucznego czy metalu (puszki). Odkąd ekspres zamieszkał z nami, nie kupiłam ani jednej butelki z gazowanym napojem (nawet tym kolorowym).
  • Bo to dobre dla zdrowia. Nawet jeśli nie zgadzasz się z przedstawionymi na wstępie informacjami, to chyba nikt nie ma wątpliwości, że lepiej pić gazowaną wodę niż colę czy inne gazowane trucizny.
  • Bo to proste i przyjemne. Gdy mam ochotę na bąbelki (a miewam), mam je pod ręką o każdej porze dnia i nocy.
  • Bo to fajne. Ekspresy są na prawdę śliczne, bardzo designerskie i zajmują niewiele miejsca, więc sprawdzą się nawet w najmniejszej kuchni. Co więcej nie ma potrzeby podłączania ich do prądu, więc można wziąć je wszędzie: na działkę, piknik czy imprezę w plenerze.
  • Bo jestem gadżeciarą i każda osoba z podobną przypadłością po prostu musi go mieć.
  • Bo wiem co piję. Decydując się na zakup wody w sklepie nigdy nie możemy być pewni, że była właściwie przechowywana, szczelnie zamknięta, czy producent uczciwie podchodzi do konsumenta i czy zwyczajnie nie nabija nas w butelkę (nomen omen). Woda w kranie, jako że dopuszczona do powszechnego użytku, nie może budzić najmniejszych zastrzeżeń pod względem mikrobiologicznym, a i jej skład chemiczny jest ściśle kontrolowany (dzień w dzień). Nie ma bezpieczniejszego sposobu na ugaszenie pragnienia (mówię to jako mikrobiolog).
  • Bo butelka od SodaStream nie zamiera podstępnego Bisfenolu, a butelki popularnych wód mineralnych niekoniecznie.
  • Syropy oferowane przez SodaStream zawierają mnie cukru niż te, które możemy kupić w sklepie, poza tym jeden syrop (kosztujący ok. 20 zł) wystarcza na przygotowanie do 12 litrów napoju.

Wadami SodaStream są:

  • Cena – która waha się od ponad 200 do ponad 500 zł w zależności od modelu.
  • Cena niezbędnych akcesoriów – koszt butli z gazem, którą trzeba dokupić po przyrządzeniu ok. 60 l napoju to 100 zł. Światełkiem w tunelu jest fakt, że kiedy CO2 w naszym naboju skończy się, możemy go wymienić na pełny w najbliższym punkcie, w którym dostępne są produkty SodaStream, ponosząc jedynie koszt 39 zł. Lista takich punktów znajduje się na www.sodastream.plNiestety tego typu punktów nie znajdziemy w mniejszych miejscowościach.
  • Syropy – które stanowią dodatek, ale nie podpasowały mi smakiem. Wolę naturalne rozwiązanie dosmaczenia wody, np. cytryną i miętą. Dla tych, którzy jednak lubią napoje typu cola, interesujące może być to, że z SodaStream możemy dopasować intensywność smaku napoju do własnych upodobań.

A jak to działa?

Każdy ekspres SodaStream wyposażony jest w specjalnie zaprojektowaną, bezpieczną butelkę
karbonizującą, która może być użytkowana przez 3 lata. Za jej sprawą,
oszczędzamy do 2 tys. plastikowych butelek i aluminiowych puszek
rocznie.
(…) SodaStream wyposażony jest również w
wymienny nabój z
lekkiego aluminium, zawierający CO2. Jest to serce urządzenia, dzięki
któremu powstają bąbelki. Przygotowaną wodę sodową można także zamienić w
napój o dowolnym smaku, dodając wybrany syrop smakowy Soda Mix.
W Polsce dostępnych jest obecnie 10 smaków syropów, które można ze sobą
mieszać, tworząc tym samym zupełnie nowe doznania dla podniebienia.

 

Podsumowując

Polubiłam się z SodaStream, dzięki czemu mogę cieszyć się codzienną porcją, świeżych bąbelków. W dobie konsumpcyjnego minimalizmu, świadomych wyborów i redukcji
spożywanego na co dzień cukru, SodaStream to właściwe rozwiązanie pod
każdym względem. Nie polubiłam syropów, które nie do końca trafnie przypominają smakiem popularne napoje: colę, fantę, napoje energetyczne –  (tutaj wszystko zależy od ilości dodanego syropu, jeśli dolejemy go do wody więcej, napój będzie słodszy i bardziej intensywny w smaku), itp. Tego ostatniego nie trawię i to zarówno w wersji w puszce jak i domowej. Fajnie, że solidna porcja wspomnianych przeze mnie syropów jest dodawana do wybranego przez nas ekspresu, przez co sami możemy przekonać się, czy tego typu dodatek podpasuje nam, czy też nie.


*Wpis powstał we współpracy z SodaStream.

 

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.