Ostatnimi czasy stronię od internetu, wiadomości i innych źródeł zazwyczaj złych informacji. Przerażających. Czuję zaciskającą się na mojej szyi zimną rękę bezsilności, która składając mi na ustach pocałunek, pragnie pozbawić mnie resztek mojego optymizmu.
Co zrobiliśmy z naszym światem? Czy postradaliśmy zmysły? Czy brudne, szeleszczące banknoty przysłoniły nam wszystko, co teoretycznie wyróżniało nas od innych zwierząt? Przecież nazywając siebie istotą myślącą odcinamy się od instynktów, a pierwotny behawioryzm układamy między bajki. Bzdura. My ludzie jesteśmy dzicy jak jeszcze nigdy przedtem. Jesteśmy źli, zepsuci do szpiku kości. Zamiast źrenic wyrosły nam monety, które przysłaniają nam cały, otaczający świat. Pieniądze, pieniądze, pieniądze!!!! To dla nich przestajemy być matkami, ojcami, dziećmi, ludźmi. To dla nich wgniatamy w piach wcześniej szanowane wartości i to one są dla nas wystarczającym usprawiedliwieniem naszego wyzucia. Wstyd!!! Godzimy się na to. Narzekamy, mówimy że my nie, a jednak wszyscy w koło akceptujemy zaistniałą sytuację. Priorytetem jest designerski pokój z tapetą w romby, nowe jeansy czy najnowszy model smartphona, a tymczasem gdzieś pomiędzy tymi przyziemnymi sprawami jest wojna. Małe dzieci biegają z uwieszoną przy szyi giwerą, którą ledwie potrafią podnieść, a bez mrugnięcia okiem pociągają za spust, odbierając życie. Gdzieś indziej panuje głód, a małe dzieci umierają z pragnienia. Jeszcze gdzieś indziej źli ludzie biorą w swoje chciwe łapska losy innych ludzi i decydują jakimi ci inni mają się stać. Opatrzeni z wszechogarniającą tragedią, znieczuleni biedą, z wykształconym, wybujałym instynktem samozachowawczym zatracają człowieczeństwo na rzecz ochrony własnego istnienia.
Wszyscy jesteśmy winni zaistniałej sytuacji. Ja, Ty, człowiek drący ryja z mównicy, Putin i cała zgraja nam podobnych. Współczesna cywilizacja pozbawiona ideałów. Jesteśmy jak intelektualne półgłówki, którym wydaje się, że wiedzą wszystko. Wiemy to co pozwolono nam wiedzieć, a sami nie chcemy wiedzieć więcej. Od czasu do czasu, na dźwięk zasłyszanych informacji czy na widok docierających do nas zdjęć dosięgają nas wyrzuty sumienia, które pękają niczym bańka mydlana, po przełączeniu na jedną z kolejnych przeglądanych przez nas stron internetowych. Nowe buty, torebka, promocja w sklepie internetowym…
I nagle BUM!
Zdjęcie małego dziecka, z grafiki początkowej rozdarło mi serce. Mała Dziewczynka, która pomyliła wycelowany w nią obiektyw z karabinem. Dziecko, które jedyne co wie o otaczającym ją świecie, to fakt że jest zły i niebezpieczny. Jest taka bezbronna.
Nagle opuszcza głowę, zagryza wargi i powoli podnosi rączki. W tej
pozycji zastyga bez słowa. Trudno jest pocieszyć dziecko, które bierze
aparat fotograficzny za wymierzony w nie karabin, gotów do strzału. Nazywa się Hudea i ma tylko 4 latka.
Patrzę na Jasia bawiącego się klockami. Patrzę ze łzami w oczach, bo dociera do mnie jak kruchy jest nasz spokój i nasze szczęście. W każdej chwili możemy stać się malutką Hudeą, która nie powinna była poznać panicznego strachu przed ludźmi. Powinna bawić się i żyć beztrosko, otoczona bezpiecznymi ramionami kochających ją rodziców. Nie ramionami matki, która ściskają ją z całej siły, osłaniając własnym ciałem przed kolejnym zwyrodnialcem, nie ramionami matki, która płacze ze strachu o życie swoich dzieci, nie ramionami matki, która rozpacza po utracie męża…
Żyjemy w trudnych czasach, a obecna sytuacja na wielu płaszczyznach nie daje nadziei na lepsze jutro. Powinniśmy zacząć pielęgnować w ludzkie odruchy, które napełniają nas łzami, eksplodują współczuciem i krzykiem rozpaczy. Spływająca po policzku kropla to powód do dumy, tląca się iskra, która na nowo rozpala wiarę w tracone przez nas bezinteresowne człowieczeństwo.

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.