Ileż razy zastanawiam się dlaczego w trakcie dalszego rozwoju człowieka, zatracamy piękno? Dlaczego z pełnego nieukrywanej radości podrostka, stajemy się wiecznie niezadowolonym dorosłym, który bez mrugnięcia okiem niszczy w sobie strzępki drzemiącego gdzieś głęboko dziecka?

Nie pielęgnujemy go, wypieramy się go i wstydzimy się tej cząstki siebie, która prawdziwie się wzrusza, nie jest obojętna i potrafi bawić się chwilą z najszczerszym uśmiechem na rozpromienionej twarzy.Problemy, stres, ciągłe dążenie do coraz to wyżej stawianych celów, pozbywa nas człowieczeństwa i to dosłownie. Stajemy się niezdolnymi do empatii stworzeniami, którym chęć posiadania przysłania oczy. Tymczasem empatia to cecha wrodzona większości z nas. Oczywiście są pośród nas jednostki obciążone jej absolutnym brakiem, ale mówimy przecież o większości. Jej przejawy można zaobserwować już u kilkumiesięcznych malców, które całkowicie instynktownie preferują pozytywne postawy. Co więcej jej istnienie jest warunkiem koniecznym do przetrwania naszego gatunku!

Za emocjonalne postrzeganie świata odpowiedzialne są neurony kierujące naszymi zachowaniami, zwane neuronami planującymi działania. Są one neuronalnymi marzycielami, które swą „sensunalną” naturą różnią się od „przyziemnych” neuronów ruchowych, które stanowią władzę wykonawczą. Wyobrażenia oraz opisy obiektów w otaczającym nas świecie, z neurologicznego punktu widzenia, znajdują się w korze
przedruchowej, czyli dokładnie tam, gdzie znajdują się neurony planujące działania.
Wyobrażona lub też realna możliwość działania, opiera się na
dotychczasowych doświadczeniach. Zatem ludzki mózg
tworzy rodzaj mapy, będącej zbiorem możliwości działania i interakcji.
Reasumując,  otaczający nas świat jest  dla naszego mózgu dokładnie tym, co możemy z nim zrobić i  w jaki
sposób możemy z nim wchodzić w interakcje. Napotkani na naszej drodze ludzie postrzegani są dokładnie w ten sam sposób.
Skąd zatem umiejętność człowieka do bycia istotą tak silnie społeczną? Odpowiedzią są neurony lustrzane, które pozwalają nam poprzez obserwację otaczających nas jednostek, aktywować w naszych głowach, nasz osobisty program neurobiologiczny. Obserwowanie  działań innych osób, aktywuje w naszych
mózgach dokładnie te same sieci neuronowe, które były by uruchomione gdybyśmy sami mieli wykonać obserwowaną przez nas czynność. Najprościej mówiąc, mózg w procesie poznania drugiego człowieka, tworzy sobie coś w stylu symulatora, przez co poznawany przez nas człowiek zostaje
„przetworzony” za pomocą tych samych układów neuronalnych, których nasze mózgi używałyby do
przetwarzania informacji na nasz własny temat. Podobnie jest z uczuciami. Jeżeli doświadczamy uczuć innego człowieka, to nasze własne sieci
komórek nerwowych pozwalają nam przez to współodczuwać, czyniąc z nas istoty w pełni sensualne.
Skoro zatem nasze mózgi, w biologiczny sposób, zaopatrzone zostały w tak skomplikowany, podwzgórzowy system zarządzania odruchowymi informacjami, pozwalającymi na godne współegzystowanie  w otaczającym nas świecie, co zdarza się na etapie rozwojowym naszych postaw, że tak często utożsamiamy się z postawami aspołecznymi? Dlaczego tak trudno jest nam ustąpić miejsca starszej pani w tramwaju? Dlaczego zdajemy się nie widzieć kobiety w ciąży, która ze zmęczenia stąpa w miejscu w kolejce za nami? Dlaczego zamykamy oczy widząc sąsiada bijącego smyczą swojego, czworonożnego Burka i dlaczego pomimo wewnętrznego sprzeciwu bez słowa mijamy matkę drącą się na swoją kilkuletnią córkę, bo ta upuściła misia w kałużę?
Odpowiedź jest prosta i przerażająca zarazem. Żyjemy w czasach, w których nasze mózgi codziennie zalewane są Tsunami makabrycznych informacji. Poziom naszej wrażliwości obniża się wskutek naturalnego procesu przyzwyczajania się do szokujących sytuacji. Gdyby nie on oszalelibyśmy, tyle że wstydzę się tego mechanizmu, który wbrew mej woli niemal codziennie wyżera fragment mego człowieczeństwa.
Pamiętam gdy jako mała dziewczynka, wraz z grupą przyjaciół znalazłam na trawniku zwłoki, potrąconego przez samochód jamnika. Nie mogłam strawić myśli, że ten biedny psiak umarł z dala od swoich ludzkich rodziców i nikt nawet nie kwapił się, aby zrobić mu godny, psi pogrzeb. Wzięłam sprawy w swoje ręce, jednak to małe, biedne, poturbowane zwierzę, jeszcze długo śniło mi się po nocach. Dorastając w pewnym stopniu zagubiłam tę wrażliwość, bym mogła żyć jak normalny człowiek. Tylko czy na pewno normalny? Przeraża mnie fakt, że w dzisiejszych czasach trzeba wydrapać spod własnej skóry fragment dziecięcej wrażliwości, by móc egzystować w otaczającej nas chorej i brutalnej rzeczywistości.
Boli mnie fakt, że w dzisiejszych czasach krzywda, łzy, ból, cierpienie, strach, bieda, choroba, samotność i tym podobne zjawiska opatrzyły nam się do tego stopnia, że mijamy je na ulicach z żelazną maską na twarzy. Najczęściej chcemy uciec, zapomnieć, nie widzieć, nie wiedzieć dając spętać się bluszczowi o toksycznej sile rażenia. Jednak czy oby na pewno chcemy wpisywać się w ten parszywy schemat współczesnego człowieczeństwa? Czy nie lepiej zacząć od małych, wielkich postaw, które być może staną się zaczątkiem czegoś na prawdę wielkiego?

 

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Niestety, to nie jest kraj dla wrażliwych ludzi…