Staram się mieć dystans do otaczającej mnie rzeczywistości. No właśnie staram się, gdyż moja 29 lenia egzystencja na tym ziemskim padole sprawia, że moje zdolności na tym polu, ulegają stopniowej degradacji, przez co rzeczywistości wkurza mnie coraz bardziej. Ot taki paradoks.

1.  Takie staruszki i staruszkowie na przykład. Wydawałoby się, że przez te swoje co najmniej 65 lat życia, nauczyli się współegzystowania z innymi jak nikt inny na kuli ziemskiej. Nic bardziej błędnego, bo wraz z mijającymi im latami, jedyne czego nabierają, to pretensja do całego świata… że przemijają. Ludzie młodzi, według „moherków” to zło wcielone. Nie mają prawa nic, bo przecież są piękni i młodzi, a ich życie to niekończące się wakacje. Nie przeżyli wojny (poza STAR WARS), więc co oni mogą wiedzieć o życiu? No co? Przecież mając dwadzieścia kilka lat nie można być chorym, przepracowanym lub zwyczajnie czuć się źle. Nie można też takiej świętej krowy nie zauważyć (nie chcący oczywiście) stojącej w kolejce, bo od razu zwyzywa od najgorszych, a swą litanię do wszystkich świętych, będzie kontynuowała jeszcze kilka dobrych minut, podczas gdy Ty w zamian za kubeł pomyj, które na Ciebie wylała już dawno wyraziłeś skruchę za swe „skandaliczne” niedopatrzenie. Szczytem szczytów są sytuacje w komunikacji miejskiej, kiedy to przedstawicielstwo zacnego grona emeryckiego panoszy się i pluje jadem na każdego, kto śmie zająć miejsce siedzące jej/ jego samego lub jej reklamówki z LIDLA. Babcia występuje w pakiecie (zawsze) i biada temu kto odważy się ów pakiet podważyć. Pamiętajcie, BOZIA PATRZY!!!
2.  Babcie i Dziadulki to pikuś przy Klotkach Dobrych Radach (KDR). Te to już dawno połknęły google, i to w całości i niech rzuci cegłą ten, kto nie posiada takowej w swoim otoczeniu. Co gorsza odnoszę wrażenie, że namnaża się to to, jak grzyby po deszczu. Pal sześć, gdy ciotką jest wiekowa kobita, która „niejedno już w życiu widziała” i stado dzieci wychowała. Wszystkowiedza dopada coraz młodsze osobniki, najczęściej płci żeńskiej i to zazwyczaj po akcie wydania na świat nielicznego jeszcze potomstwa w liczbie sztuk – jednej :p To właśnie one zdają się dzierżyć berło praźródła wszelkiej wiedzy i stanowić filozoficzne źródło poznania przynajmniej w swoim własnym, wybujałym mniemaniu.
3.  „Dobry sąsiad” co cukier pożyczy, a i dupsko obrobi jak tylko trzeba (lub nie trzeba). Wróżbita Maciej to przy takim „cieńki” Bolek. Sąsiad wie wszystko. Kiedy byli znajomi, kiedy poszli znajomi, po co przyszli, i o której poszli. Że sraczkę miałeś też wie i to zanim ją dostaniesz. Pokłócić się z mężem kulturalnie nie możesz, bo policją postraszy, innych sąsiadów w koło oczerni, a ekologiczne zacięcie sprawia, że monitoring na posesji jest zbędny. Sąsiad w oknie „24h” wystarczy. To dzięki takiemu łapiesz się na tym, że szepczesz we własnym mieszkaniu, to dzięki niemu boisz się puścić dźwięcznego motylka (dla niewtajemniczonych pierdnąć po prostu), a informacje poufne zapisujesz mężowi na kartce papieru za pośrednictwem szyfru rodem z Enigmy. Taki sąsiad to prawdziwy skarb, kurde bele…
4.  Tak jak i znajomy na facebooku (tak, tak, dożyliśmy czasów kiedy portal społecznościowy wkradł się w naszą codzienność do tego stopnia, że można na nim wyróżnić pewne typy charakterologiczne), który uprzejmie doniesie o wszystkim co w jego domowej trawie piszczy. Upstrzone lukrem, słodkie do zerzygu informacje o tym jak to sobie w doniczkach pielili chwasty, po czym słodka sielanka zamienia się w donos puszczony w eter o tym, że właśnie pokłóciła się z tym ch… (na co dzień mężem) i ma dosyć ziemskiego padołu. Facebookowa schizofrenia intryguje mnie od dłuższego czasu, bo to albo kraina miodem płynąca, albo istna ściana płaczu. Brakuje w tym wszystkim realizmu, przeciętnego Kowalskiego, u którego zamiast sushi czasem gary się przypalą, tak po prostu.
5.  Ludzie z bólem dupy, którzy udają znajomych tylko po to, by czyhać na Twoje potknięcia. To właśnie oni blokują powstanie aplikacji, która pozwoliłaby sprawdzić kto i ile razy oglądał dziś Twój profil. Jako uosobienie ich kompleksów jesteś żywym ostrzem rozdrapującym ich sączące jadem rany. Spotkany na ulicy dopyta Cię dokładnie o wszystko, szkalując i obalając wszystko co zdołasz mu opowiedzieć. To właśnie on uświadomi Cię jak beznadziejną jesteś matką, jak strasznie nie znasz się na urządzaniu wnętrz, i że w ogóle jesteś do bani, bo wywodzisz się z domu, w którym bez trudu wiązało się koniec z końcem i gówno wiesz o życiu. Ona wie, bo jej ojciec pił, matka harowała za czworo, a ona wraz z rodzeństwem weszli w dorosłość stanowczo zbyt wcześnie, by można było uznać, że nacieszyli się dzieciństwem. Smutne? Owszem, ale szanuję w ludziach umiejętność wypośrodkowania. Nie jestem winna temu, że akurat moje życie potoczyło się inaczej, szczęśliwiej i życzę mu (frustratowi) jak najlepiej, pomimo tego, że ten najchętniej wbiłby mi nóż w plecy (albo całą siekierę). Szczerze i mimo wszystko.
6.  Nieuprzejmość (obok zazdrości) to nasza polska cecha narodowa. Jak trudno w dzisiejszej dobie jest zrobić i uzyskać coś prosto z serca. Bo albo jesteś do uprzejmości zmuszany (i to często w mało kulturalny sposób), albo jesteś ofiarą jej nieistnienia. Przestała funkcjonować bezinteresowność, a do granic absurdu urosła chęć zrobienia drugiemu na złość. Czy to tak wiele przepuścić na światłach, moknących na deszczu pieszych, podczas gdy Ty (kierowco) grzejesz tyłęk w ciepłym aucie? Czy to tak wiele, przepuścić w kolejce na poczcie ciężarną, przyszłą mamę i czy to tak wiele drogi „moherku” grzecznie poprosić o ustąpienie miejsca, zamiast drzeć koparę, że ci się to należy?
Oczywiście, tak jak są wśród staruszków przedstawiciele do rany przyłóż, tak istnieje też szczera przyjaźń i bezinteresowność (mam nadzieję), a wpis mój nie miał na celu generalizowania i wrzucania wszystkich do jednego, parszywego wora. Wręcz przeciwnie, chciałabym aby było to wyłącznie czcze gadanie, osoby która szuka problemów tam gdzie ich nie ma…
obrazek ze strony: http://kunworld.com/

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Na pociechę powiem, że jeszcze 10 lat Twojej egzystencji na tym padole i będziesz mogła się pochwalić większym dystansem do otaczających ludzi. Czasami myślę, że świat byłby piękniejszy bez ludzi, ale wtedy nie byłoby też i nas 🙂 Niestety mnie też czasami denerwują wszystkie wymienione przez Ciebie typy ludzi, a nawet i kilka więcej. Nie jesteś w tym sama. Głowa do góry. Jutro będzie piękniejszy dzień 🙂