Nic nie usatysfakcjonuje malucha tak bardzo, jak ciekawa, kreatywna i wciągająca zabawa na świeżym powietrzu. Zwłaszcza gdy na termometrze, wysokość słupa substancji pomiarowej wskazuje, nieludzkie wartości powyżej 40 st. w słońcu. Żadne, nawet najbardziej kolorowe klocki, udające prawdziwe autka czy finezyjne spinacze do prania :p nie zastąpią dziecku aktywności na dworze. Bo to tam są inne dzieci na placu zabaw, piaskownica, podprowadzona ukradkiem foremka kolegi (oczywiście oddana), huśtawka, zjeżdżalnia, trawa, kaczki i wszystko to, co sprawia, że każdy, nawet z pozoru podobny do poprzedniego spacer jest dla malucha czymś absolutnie wyjątkowym.

Jako nałogowy piechur, właściwie nie wiem dlaczego tak bardzo stronię od komunikacji miejskiej. Może to kwestia panującego w niej skwaru, tłumu i niebywałego smrodu nieumytych ciał współpasażerów, które w miesiącach letnich zdają się przeszkadzać ze zdwojoną siłą. Wracając jednak, do mej pierwotnej myśli, jako piechur, nawet jako mieszkanka wielkiego miasta, jakim niewątpliwie jest Łódź, wolę wszędzie przedostawać się na nogach, nawet jeśli mój cel znajduje się na drugim końcu miasta. W związku z tym Jaś przyzwyczaił się już do długich spacerów, przekąsek na ławce w parku i posypiania na świeżym powietrzu. O dziwo nie przeszkadzają mu mijające nas na sygnale pojazdy uprzywilejowane, stukot kół na monstrualnych dziurach czy głośny dialog mijających nas przechodniów. Codzienne spacery obfitują w rozliczne atrakcje, których próżno szukać w czterech ścianach lub pstrykając palcem po pilocie od telewizora.
W weekend natomiast, gdy łaskawa aura, uraczy nas skąpanym słońcem, upalnym dniem, wybywamy na działkę, do rodziców mojego małżonka. Uroczo położona, pośród małych, prawdziwych, niemal oderwanych od cywilizacji wiosek, przyciąga perspektywą odpoczynku od meczącej codzienności. Cisza, spokój, cykające wieczorami świerszcze, szum roztańczonych wiatrem zbóż, zapach lasów, błogość i uczucie całkowitego wyciszenia. Tak, dla mieszkanki wielkiego, śmierdzącego smogiem miasta to istny raj na ziemi, a dla Jaśka szansa na kolejną dawkę, niekończących się przygód.

Na facebooku pokazywałam Wam, zakupiony Jasiowi na Dzień Dziecka dmuchany, wodny raj. Dwa zbiorniki na wodę, z czego jeden to całkiem spory brodzik z dmuchaną zjeżdżalnią, a drugi dość głęboki kocioł do moczenia pupy, kolorowa tęcza z haczykami do zabawy nadmuchiwanymi okręgami, wąż z szalonym prysznicem, wyginającym się we wszystkie strony świata, kolorowe piłki, rynny dla piłek, piszczałki i mnóstwo innych atrakcji, sprawiły że Jaś miał ubaw jak chyba jeszcze nigdy w swoim życiu.

 

Już nie możemy się doczekać naszych kolejnych wodnych weekendów.
Myślę, że taki basen to doskonały pomysł na prezent na zbliżający się Dzień Dziecka. Każda inna, nawet najpiękniejsza zabawka, w końcu trafi tam, gdzie większość zabawek… do skrzyni, w której przepadnie w czeluściach dziecięcego zapomnienia, przyćmiona kolejną, nowszą, fajniejszą. Basen moim zdaniem, wygra z każdym innym prezentem, a taki jak ten na załączonych przeze mnie fotograficznych wspominkach zdobędzie każde, nawet najbardziej wymagające dziecięce serduszko.

 

I jak Wam się podoba taki prezent? I ciekawe co na to, powiedziałyby Wasze maluszki?
Przedstawiony dmuchaniec, to park wodny firmy INTEX, który my zakupiliśmy w Realu w cenie 108 zł (cena promocyjna).

O Autorze

Mamanna

Jestem Biofizykiem, zawodowym mikrobiologiem, nieperfekcyjną żoną, perfekcyjną panią domu, czasem upierdliwą babą, dzierżącą złoty medal w marudzeniu i robieniu z igły wideł. Od 9 lipca 2013 roku jestem także, nieprawdopodobnie szczęśliwą mamą małego i jakże kochanego Jasia, który od chwili urodzenia, codziennie odkrywa przede mną, różnobarwne uroki macierzyństwa. Na blogu staram się odzwierciedlić rzeczywistość taką jaką jest, nie sztucznie różową, często zagmatwaną, chwilami dołującą lecz jakże prawdziwą, przez co czytające mnie mamy mogą znaleźć we mnie cząstkę siebie samych.

  • Super ten basen! A Jaś jaki zadowolony – cudny 😀 Nasza rodzina na Dzień Dziecka zrobiła zrzutkę i kupiliśmy Franiowi zjeżdżalnię z huśtawką na drewnianym stelażu. Oj będzie radocha jak wnusio do Dziadziusia i Babusi przyjedzie 🙂

  • Trzeba jeszcze mieć działeczkę, żeby takowy basenik na niej postawić 😛 W naszym przypadku niestety, musimy się zadowolić zabawkami, które mieszczą się do skrzyni i skrzyni, która mieści się w mieszkaniu 🙂 A jeśli chodzi o spacery to zazdroszczę Ci Jasia, bo Olek spacerów w wózku nie lubi, nawet jeśli sporo atrakcji dookoła, dupcia go swędzi. Najczęściej dopiero w domu radosny odżywa, że w końcu może popsocić. 😀 No chyba, że mowa o placu zabaw, to uwielbia 🙂

    • No fakt, bez działki tudzież ogrodu, basen nie zadziała 🙂

  • Próbowałam w domu. Zabawa przednia. Ale warto sprawdzić, czy nie jest dziurawy 😀

  • Mamy taką samą huśtawkę…we <3 it 🙂

  • Super ten basen, przkonałam się. Wielkie dzięki za linka!

    • A ja się cieszę, że mogłam pomóc.

  • też się zastanawiałam nad zakupem aczkolwiek alergia na słońce i kilka słonecznych dni w roku – zniechęciło mnie skutecznie 🙁